Damon:
Następnego dnia już jej nie było. Zostawiła wszystko, samochód, rzeczy, pieniądze. Jakby rozpłynęła się w powietrzu. Zadzwoniłem do Lissy
-Hej Damon
-Widziałaś Katherine?
-Nie, a co?
-Zniknęła.
-Jak zniknęła?
-Zostawiła wszystko i jej nie ma
-Zadzwonię do niej
-Daj mi znać czy odebrała
Po 20 minutach Lissa oddzwoniła
-Co jej zrobiłeś?-wypaliła
-Ja?
-Tak ty!
-Nic!
-Bo ci uwierzę. Gadaj!
-Co ci powiedziała?
-Jeśli chodzi o ucieczkę to nic, dlatego sądzę, że to twoja wina...
-Co ci powiedziała...
-Że Luke został zabity, nie chcesz jej dać spokoju i powoli przeginasz pałę.
-Ale...
-Daj jej wreszcie spokój, nie musiałeś jej nachodzić. Stefan nie byłby z tego zadowolony.
Coś we mnie pękło. Teraz wszyscy będą mówić "Stefan to, Stefan tamto", żeby mnie ustawić tak jak im się podoba?
-...Skąd ty możesz to wiedzieć?
-Byłam jego przyjaciółką...a poza tym mówił mi o twoich wybrykach...i o tym jak wielkie uprzedzenia masz do Kath.
-Znałaś go przez dzień!
-Więc musiał mieć cię naprawdę dość skoro mi o tym powiedział. Dlaczego jej tak nie lubisz?
-Nie twoja sprawa.
-Okay, daj spokój mi i jej. Bo inaczej pożałujesz. Do widzenia -rozłączyła się.
Zacząłem myśleć dlaczego Kath mi tak przeszkadza. Brat wolał ją ode mnie, to po pierwsze. Po drugie, nie chciała mi powiedzieć jak przeżyła 155 lat. Była wampirem, ktoś dał jej lekarstwo i teraz jest człowiekiem, czy to była tak wielka tajemnica?...Po trzecie, nie mam nad nią kontroli. Ch*lera, jestem jeszcze większym dupkiem niż myślałem.
-Hej Damon
-Widziałaś Katherine?
-Nie, a co?
-Zniknęła.
-Jak zniknęła?
-Zostawiła wszystko i jej nie ma
-Zadzwonię do niej
-Daj mi znać czy odebrała
Po 20 minutach Lissa oddzwoniła
-Co jej zrobiłeś?-wypaliła
-Ja?
-Tak ty!
-Nic!
-Bo ci uwierzę. Gadaj!
-Co ci powiedziała?
-Jeśli chodzi o ucieczkę to nic, dlatego sądzę, że to twoja wina...
-Co ci powiedziała...
-Że Luke został zabity, nie chcesz jej dać spokoju i powoli przeginasz pałę.
-Ale...
-Daj jej wreszcie spokój, nie musiałeś jej nachodzić. Stefan nie byłby z tego zadowolony.
Coś we mnie pękło. Teraz wszyscy będą mówić "Stefan to, Stefan tamto", żeby mnie ustawić tak jak im się podoba?
-...Skąd ty możesz to wiedzieć?
-Byłam jego przyjaciółką...a poza tym mówił mi o twoich wybrykach...i o tym jak wielkie uprzedzenia masz do Kath.
-Znałaś go przez dzień!
-Więc musiał mieć cię naprawdę dość skoro mi o tym powiedział. Dlaczego jej tak nie lubisz?
-Nie twoja sprawa.
-Okay, daj spokój mi i jej. Bo inaczej pożałujesz. Do widzenia -rozłączyła się.
Zacząłem myśleć dlaczego Kath mi tak przeszkadza. Brat wolał ją ode mnie, to po pierwsze. Po drugie, nie chciała mi powiedzieć jak przeżyła 155 lat. Była wampirem, ktoś dał jej lekarstwo i teraz jest człowiekiem, czy to była tak wielka tajemnica?...Po trzecie, nie mam nad nią kontroli. Ch*lera, jestem jeszcze większym dupkiem niż myślałem.
Katherine:
Szybkim krokiem przemierzałam jeden z jasnych korytarzy zamku. Po lewej stronie między filarami można było zobaczyć ogród z fontanną na środku, a po prawej drzwi do pomieszczeń o których na razie nie chce mi się mówić. Wszystko, filary, cegła pokrywająca ściany, sufit były w jasnym odcieniu szarości. Po ścianach pięły się różnorodne rośliny. Po mojej prawej, w moim tempie, kroczyła biała pantera. Stawiała swoje ciężkie łapy z gracją na marmurowych płytkach. Duże drzwi z mosiądzu z detalami się otworzyły.
-Co tak długo stokrotko?-spytała moja mama stojąc w swojej czarnej sukni z włosami spiętymi w niski kok.
-Miałam problemy z nogą.
-Po co ci jestem potrzebna?
-Chciałabym tu zostać przez tydzień, aż brat Stefana się odczepi. Potem znów będę latać i zabijać wampiry.
-Opuściłaś się w tym.
-Nikt nie zabija w moim obszarze, tylko Damon...z genialnym wyczuciem czasu, nagle pojawia się i uznaje, że moi znajomi są dla mnie zagrożeniem. Nie jest niebezpieczny tylko...głupi-uśmiechnęłam się do niej.
-Mam wrażenie, że skoro jest "głupi" jest też niebezpieczny. Zabij go Katherine.
-Obiecałam coś Stefanowi.
-On nie żyje.
-...Wiem...i nadal mam wrażenie, że żyje...tylko znowu nie mogę go znaleźć.
-Byliście ze sobą blisko co się dziwić?
-Wiem, ale nie będę się przejmować. Nie mogę, ktoś może to wykorzystać
-Rzeczywiście nie możesz się załamać, ale...możesz sobie pozwolić na chwilę skruchy i nie traktuj świata jakby miał cię tylko krzywdzić.
-Nie, nie...Chodzę do szkoły...poznaję normalnych ludzi...Naprawdę.
-Co tak długo stokrotko?-spytała moja mama stojąc w swojej czarnej sukni z włosami spiętymi w niski kok.
-Miałam problemy z nogą.
-Po co ci jestem potrzebna?
-Chciałabym tu zostać przez tydzień, aż brat Stefana się odczepi. Potem znów będę latać i zabijać wampiry.
-Opuściłaś się w tym.
-Nikt nie zabija w moim obszarze, tylko Damon...z genialnym wyczuciem czasu, nagle pojawia się i uznaje, że moi znajomi są dla mnie zagrożeniem. Nie jest niebezpieczny tylko...głupi-uśmiechnęłam się do niej.
-Mam wrażenie, że skoro jest "głupi" jest też niebezpieczny. Zabij go Katherine.
-Obiecałam coś Stefanowi.
-On nie żyje.
-...Wiem...i nadal mam wrażenie, że żyje...tylko znowu nie mogę go znaleźć.
-Byliście ze sobą blisko co się dziwić?
-Wiem, ale nie będę się przejmować. Nie mogę, ktoś może to wykorzystać
-Rzeczywiście nie możesz się załamać, ale...możesz sobie pozwolić na chwilę skruchy i nie traktuj świata jakby miał cię tylko krzywdzić.
-Nie, nie...Chodzę do szkoły...poznaję normalnych ludzi...Naprawdę.
***
W domu zdążyłam się położyć na kanapie i zamknąć oczy gdy mój telefon zaczął wibrować. Złapałam to małe draństwo odbierając
-Heeeem?-jęknęłam przecierając oczy
-Boże dlaczego nie odbierasz?
-..Kto mówi?
-Lissa!
-O, hej.
-No Hej!
-Wszystko okay?
-Możesz się spotkać?
-Która godzina?
-Piętnasta.
-okay...Gdzie chcesz?
-Do kawiarni.
-Heeeem?-jęknęłam przecierając oczy
-Boże dlaczego nie odbierasz?
-..Kto mówi?
-Lissa!
-O, hej.
-No Hej!
-Wszystko okay?
-Możesz się spotkać?
-Która godzina?
-Piętnasta.
-okay...Gdzie chcesz?
-Do kawiarni.











