23: Can we get closer?

   Katherine:
Mój spacer po sklepie nie trwał długo. Zaczęło się od pierwszej sukienki którą wypatrzyła dla mnie Lissa, a teraz siedzę tu starając się jak najszybciej przymierzać to co mi daje i jednocześnie oceniać czy kreacja pasuje na pogrzeb. Góra nieprzymierzonych ubrań rosła, a ja nie nadążałam. Gdy po raz 5 zajrzała do mojej przymierzalni żeby zobaczyć jak wyglądam i zobaczyła moją przerażoną minę, zrozumiała, że nie jestem tak szybka jak ona i, że musi się dostosować do moich powolnych ruchów. Usiadła na zewnątrz czekając, aż wybrałam (teraz was zaskoczę, lepiej usiądźcie) czarną, lekko rozkloszowaną sukienkę z koronkowymi rękawkami. Spódnica sięgała mi do kolan.
-Ładna-uśmiechnęła się Lissa.
-Kupuję i idziemy coś zjeść-uśmiechnęłam się-Ja stawiam...w ramach podziękowania za pomoc.
***
Głośny dźwięk wiadomości na fb. Aż żałuję, że zarejestrowałam się na tej przeklętej stronie. Otworzyłam oko i sięgnęłam po telefon.
D.-Wstawaj
-Tylko nie on-mruknęłam pod nosem chowając twarz w poduszkę. Ostatecznie powinnam wstać i iść z telefonem do łazienki. Położyłam go na umywalce, wzięłam prysznic i myjąc zęby wróciłam do telefonu
K.-Dzień dobry, miło, że napisałeś.
D.-Wiem
K.-Więc czego chcesz?
D.-Mam gorszy humor
K.-Więc powinnam być dla Ciebie miła?
D.-A czemu miałabyś być wredna?
K.-Bo to normalne w naszej relacji
D.-Jakiej relacji? Mieliśmy więcej się nie spotykać.
K.-To ty mieszasz się w moje życie
D.-Trudno
Ubrałam bieliznę i zdjęłam ręcznik z włosów, po czym zajęłam się makijażem
K.-Dla mnie wyjątkowo
D.-Wstałaś?
D.-W łazience mówisz? Strasznie długo zajmuje ci odpisywanie
K.-Jestem w łazience
D.-W łazience mówisz?
D.-Gdzie właściwie mieszkasz?
K.-Nie trafisz, musiałabym Cię zaprowadzić.
D.-Trafię
K.-Spokojnie, poczekam, aż przeszukasz cały las.
Poszłam do swojego pokoju i niemal rzuciłam telefonem. Damon siedział na łóżku trzymając sukienkę na kolanach. Schowałam się za framugą
-Do jasnej ch*lery Damon!
-...Katherine
-Co tu robisz?
-Podziwiam widoki..to twoje?-podniósł sukienkę
-Tak, mógłbyś mi ją podać?-wyciągnęłam rękę
-Podejdź i ją sobie weź
-Jak podejdę wieszak zostawię pomiędzy twoimi żebrami
Z westchnięciem wstał podając mi sukienkę
-Dziękuję
-Pomóc ci?-zapytał gdy ja opierałam się o ścianę korytarza zakładając sukienkę.
-Nie będzie takiej potrzeby
-Nalegam.
-Nie jesteś moim chłopakiem, narzeczonym, przyjacielem lub choćby gejem
-Mogę być czymś oprócz geja
-...Obędzie się-gdy zapięłam sukienkę on nagle pojawił się przede mną-Przerażasz mnie
-Nie przesadzaj-uśmiechnął się przechylając głowę na prawą stronę
-Jak znalazłeś mój dom?
-Kiedyś musiałaś do niego wrócić, prawda?...Pytanie...dlaczego przyjęłaś zaręczyny w 1860...skoro podobno mnie nienawidzisz?
-Przyjęłam?-uniosłam brew
-..Tak. Twój tata mówił, że skakałaś ze szczęścia.
-...Nie wspomniał przypadkiem też, że ja dowiedziałam się o wszystkim po zaręczynach, które były jedynie umową mającą na celu połączenie dworów ? Nic nie wiedziałam...tak samo jak ty. Twój ojciec dał pierścionek i to mój ojciec, nie ja...skakał z radości.
-Myślałem, że nienawidzisz mnie bo nie doszło do ślubu.
-Za to akurat jestem ci wdzięczna. Jestem zła za to w jaki sposób mnie traktowałeś i traktujesz, za to, że zakazałeś mi się spotykać ze Stefanem i za to, że przeprowadziłeś zamach na życie mojej matki...
-Dziękuję, że przypominasz mi o tym jakim jestem dupkiem...i o tym, że Stefan rzeczywiście miał mnie za co nienawidzić...Chyba powinienem wyjść
-...uhhh..Stefan Cię kochał...bardzo...przepraszam. Chcesz się napić? Mam whiskey.
-Wiesz co mu robiłem przez te wszystkie lata?
-Gdyby Cię nie kochał...nie kazałby mi chronić twojego tyłka.
-Kazał ci?
-Nagrał mi się...tuż przed śmiercią. Ashton właśnie tym przekonał mnie do uratowania ci życia...ale sądzę, że już nie jest potrzebna ci niańka.
-Haha...Stefan, haha...kazał ci mnie pilnować?-wziął to za dobry żart.
-Raczej raz uratować ci tyłek i nie robić ci krzywdy...
-Hahaha...przecież ty sama nie umiesz się bronić-złapał mnie za gardło przypierając do ściany-Chcę zobaczyć niby jak mogłabyś się obronić
-Nie zobaczysz-wydusiłam z siebie
-Dawaj Katherine...Chcę wiedzieć czym jesteś
-Dla twojego dobra...lepiej żebyś nie wiedział.
-Mów!-uderzył mną o ścianę, skrzywiłam się z bólu. Trzymałam delikatnie jego nadgarstki zachowując tym pozory przeciętnej nastolatki-W pokoju znalazłem nóż. Było na nim trochę twojej krwi. Co do niej dodałaś?
-Nic...
-Uleczyłaś mnie samą krwią?
-Nie musisz dziękować.
-O co chodzi?!
-Rzeczywiście powinieneś wyjść
-Tak? Haha. Jesteś nic nie wartą szm^tą.
-Racja.
-Stefan na tobie polegał...a ty jak zwykle go zawiodłaś...tak samo jak zawodzisz wszystkich innych!
I w tym momencie kopnęłam go w brzuch a potem w szczękę. Gdy ukucnął ponownie w brzuch kładąc go na ziemi i wykręcając rękę. Usiadłam na nim.
-Jeszcze raz krzykniesz...
-To co?
-Wyrwę ci kły i przerobię na kolczyki, a teraz skoro wreszcie przymknąłeś jadaczkę...nie widzę powodów abyś miał wszystko wiedzieć
-Hah...jesteś łowcą...-powiedział a ja uśmiechnęłam się pod nosem.
-I naprawdę jest ci teraz do śmiechu?-szepnęłam mu do ucha.
-Zmieniłem zdanie, napiję się.
-Z lodem czy czystą?- powiedziałam schodząc na dół.
-Czystą-zszedł niepewny zajmując miejsce na kanapie podczas gdy ja postawiłam przed nim szklankę i sama zajęłam miejsce w fotelu ze swoją porcją. Po kilku kieliszkach rozluźniłam się zupełnie jakbym rozmawiała z Lissą.
-Żałuję, że nie jestem tak podatny jak ty-powiedział poważnie. Nadal obserwował każdy mój ruch.
-Ja też żałuję-uśmiechnęłam się czując jak rozgrzane są moje policzki.
-...Dlaczego akurat Katherine?
-Co Katherine?
-Dlaczego nazywasz się Katherine?
-Wybrała je moja babcia, która uwielbiała koty, oprócz tego sama kiedyś miała dobrą przyjaciółkę o imieniu Katherine, która zginęła zanim zdążyłam ją poznać...poza tym moja mama też uwielbia koty.
-Uwielbia?
-Hmmm?
-Powiedziałaś "Uwielbia" żyje?
-Nie...język mi się plącze.
-Kath do cholery
-Naprawdę nie chcę się kłócić.
-Po prostu odpowiedz..skoro i tak wiesz, że nie zgadnę o co chodzi to dlaczego nie powiesz?
-I tak możesz być zagrożeniem.
-Przecież z łatwością możesz mnie wyśledzić i zabić...co to dla ciebie?
-Stracone pięć minut, którą mogłabym wykorzystać na coś ciekawszego-powiedziałam i widząc jego zezłoszczoną minę dodałam-Nie denerwuj się kotek.
-Kath
-Ojciec na pewno nie żyje
-A mama!
-Po co ci ta informacja?
-Ciekawość
-Sam zgadnij
-Nie wiem...
-Niczego się ode mnie nie dowiesz misiek.
-Stefan wiedział?
-Tak..
-Czemu mi nie powiesz?
-Haha...głupie pytanie.
-Kath...znamy się dość długo.
-Za długo...to większa tajemnica niż to, że jesteś wampirem, dlatego nic nie powiem...oho...czuję po powietrzu, że twoja ciekawość rośnie, albo zbiera się na burzę. Zmieńmy temat.
-Nadal masz pierścionek od Chrisa-spojrzał na mój palec
-..tak, mam.
-Dlaczego?
-Wyobraź sobie Pierce...w 1860...wzięliście ślub nagle ona umiera...wyrzucasz obrączkę?
-Chowam, nie noszę.
-Wybacz, nie wzięłam ślubu, nie znam się-puściłam mu oczko popijając whiskey. Chwilę na niego patrzyłam po czym usiadłam obok niego opierając się ramieniem o jego ramię-Przepraszam jestem niemiła.
-Dlaczego się o mnie opierasz? Nie lubimy się.
-Alkohol pomaga usunąć stres, stanik, majtki i dużo innych zmartwień...mi chyba podwyższa poziom empatii-poklepałam go po kolanie zostawiając na nim rękę
-Majtki mówisz?
-Hah...tylko to usłyszałeś?
-W twoim przypadku to chyba stringi-zaczął się ze mną droczyć
-Sprawdzałeś?
-Coś mi mignęło, szybka jesteś.
-Jaki kolor?
-Idealny-powiedział udając pijanego, pstryknęłam go z uśmiechem w nos- Czarny-dodał normalnie
-Hah...jedziemy twoim czy moim samochodem?
-Zadzwonię do Lissy żeby po nas przyjechała.
Wstałam idąc do wieszaka żeby założyć płaszcz
-Chwila...nie jesteś pijany.
-Dla pewności
-Oooo martwisz się o mnie
-Nie przyzwyczajaj się-powiedział, a ja pokazałam mu język

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz