Katherine:
*dwa dni później*
*dwa dni później*
Płakałam gdy byłam sama. W każdej wolnej od spojrzeń sekundzie. Pewnie dlatego grupka przyjaciół kazała mnie pilnować. Oczywiście nic bym sobie nie zrobiła. Martwili się bardziej o to, że od płaczu puchną mi oczy, które w pracy muszę mieć szeroko otwarte. W tym momencie nie płakałam. Stałam w klubie oparta o filar przyglądając się tańczącym ludziom, aż z tłumu wyłonił się Luke niosąc mojego drinka.
-Proszę-podał mi szklankę-Dla pięknej pani.
-Dałeś tam pigułkę gwałtu czy użyjesz chusteczki z chloroformem?
-Dziś bez chemii...użyję młotka
-Hah-uśmiechnęłam się
-Śmiejesz się...który to twój drink?
-Pierwszy.
-Nie w tym klubie...ogólnie...
-...raz...dwa...trzy...
-Okay, nie chcę wiedzieć
-To dobrze bo nie wiem czy mam liczyć dwa shoty...
-Popadasz w alkoholizm
-Nie...chciałam spróbować nowej metody radzenia sobie z bólem.
-...-spojrzał na mnie analizując moje gesty i mimikę-dopij drinka. Nic tu po nas.
Pokiwałam głową szybko zerując napój. Wyszliśmy z klubu i chyba z przyzwyczajenia zaczęliśmy iść przez las. W pewnym momencie oparłam się czołem o drzewo
-Kath wszystko dobrze?
-Yhym-jęknęłam-daj mi chwilę...za dużo wypiłam...
-Ale już nie płaczesz...
-Nie będę przy tobie płakać...-powiedziałam opierając się tym razem plecami
-Wiem...wiem, że to był dla ciebie duży szok...i bardzo za nim tęsknisz....A to jest najgorsza chwila jaką mogłem sobie wybrać, ale nie myślę teraz o niczym innym-oparł się o pień całując mnie z zaskoczenia. Zrobił to tak szybko, że zdążyłam tylko drgnąć
-Luke-odsunęłam się nie oddając pocałunku
-Przepraszam...ale nie mogę się powstrzymać
-Chyba masz rację..za dużo wypiliśmy...-powiedziałam na chwilę odwracając wzrok na czarny punkt za jego ramieniem. Na gałęzi siedział czarny kruk. Patrzyłam się na niego chwilę, aż przypomniałam sobie, że muszę dokończyć zdanie-I..nie wiem co czuję...wiem, że nie mogę za długo żyć tym co się stało...
-Kath-przerwał mi-Dużo wypiłaś...plącze ci się język. Nie śpieszy mi się, przemyśl to...-przerwałam mu całując go tak jakbym chciała smakiem jego ust wymazać resztki wspomnień o Chrisie. Kilka łez poleciało po moich policzkach. Choć miałam wrażenie, że bez niego nie będę szczęśliwa nie chciałam sobie odbierać szansy na to szczęście. Oddał pocałunek i od tego momentu liczyło się to co czuję przy nim. Każde muśnięcie jego warg odejmowało mi bólu i zabierało mnie od wspomnień.
-Proszę-podał mi szklankę-Dla pięknej pani.
-Dałeś tam pigułkę gwałtu czy użyjesz chusteczki z chloroformem?
-Dziś bez chemii...użyję młotka
-Hah-uśmiechnęłam się
-Śmiejesz się...który to twój drink?
-Pierwszy.
-Nie w tym klubie...ogólnie...
-...raz...dwa...trzy...
-Okay, nie chcę wiedzieć
-To dobrze bo nie wiem czy mam liczyć dwa shoty...
-Popadasz w alkoholizm
-Nie...chciałam spróbować nowej metody radzenia sobie z bólem.
-...-spojrzał na mnie analizując moje gesty i mimikę-dopij drinka. Nic tu po nas.
Pokiwałam głową szybko zerując napój. Wyszliśmy z klubu i chyba z przyzwyczajenia zaczęliśmy iść przez las. W pewnym momencie oparłam się czołem o drzewo
-Kath wszystko dobrze?
-Yhym-jęknęłam-daj mi chwilę...za dużo wypiłam...
-Ale już nie płaczesz...
-Nie będę przy tobie płakać...-powiedziałam opierając się tym razem plecami
-Wiem...wiem, że to był dla ciebie duży szok...i bardzo za nim tęsknisz....A to jest najgorsza chwila jaką mogłem sobie wybrać, ale nie myślę teraz o niczym innym-oparł się o pień całując mnie z zaskoczenia. Zrobił to tak szybko, że zdążyłam tylko drgnąć
-Luke-odsunęłam się nie oddając pocałunku
-Przepraszam...ale nie mogę się powstrzymać
-Chyba masz rację..za dużo wypiliśmy...-powiedziałam na chwilę odwracając wzrok na czarny punkt za jego ramieniem. Na gałęzi siedział czarny kruk. Patrzyłam się na niego chwilę, aż przypomniałam sobie, że muszę dokończyć zdanie-I..nie wiem co czuję...wiem, że nie mogę za długo żyć tym co się stało...
-Kath-przerwał mi-Dużo wypiłaś...plącze ci się język. Nie śpieszy mi się, przemyśl to...-przerwałam mu całując go tak jakbym chciała smakiem jego ust wymazać resztki wspomnień o Chrisie. Kilka łez poleciało po moich policzkach. Choć miałam wrażenie, że bez niego nie będę szczęśliwa nie chciałam sobie odbierać szansy na to szczęście. Oddał pocałunek i od tego momentu liczyło się to co czuję przy nim. Każde muśnięcie jego warg odejmowało mi bólu i zabierało mnie od wspomnień.
***
Pani od matematyki siedziała za biurkiem patrząc na dziewczynę stojącą przy tablicy jakby czekała na chociaż najmniejsze drgnięcie głowy uczennicy w stronę klasy, co mogłoby byś dobrym pretekstem aby wstawić jej jedynkę za ściąganie. Wreszcie lekcja dobiegła końca. Wstałam pakując beznamiętnie pakując rzeczy do torby.
-Hej-uśmiechnęła się do mnie czarownica-Katherine racja?
-...Tak-spojrzałam na nią próbując wyczuć cokolwiek z jej tonu głosu, postawy lub chociaż zdania-...a ty Miss?
-Liss
-...Racja-powiedziałam trochę skrępowana-A co powiedziałam?
-Miss-zaśmiała się, a ja automatycznie zrobiłam to samo
-Dziękuję za chęć pomocy-powiedziałam zarzucając torbę na ramię
-Nie ma za co. Wszystko w porządku?
-Szczerze?...-uśmiechnęłam się ponownie-Jak nigdy.
-Jesteś zdenerwowana-pochyliła się w moją stronę-...jak nigdy.
-Hej-uśmiechnęła się do mnie czarownica-Katherine racja?
-...Tak-spojrzałam na nią próbując wyczuć cokolwiek z jej tonu głosu, postawy lub chociaż zdania-...a ty Miss?
-Liss
-...Racja-powiedziałam trochę skrępowana-A co powiedziałam?
-Miss-zaśmiała się, a ja automatycznie zrobiłam to samo
-Dziękuję za chęć pomocy-powiedziałam zarzucając torbę na ramię
-Nie ma za co. Wszystko w porządku?
-Szczerze?...-uśmiechnęłam się ponownie-Jak nigdy.
-Jesteś zdenerwowana-pochyliła się w moją stronę-...jak nigdy.
-Przed chwilą była matematyka...minie chwila zanim się odprężę-oznajmiłam wychodząc z sali. Lissa potruchtała za mną do mojej szafki
-Przespałaś się z kimś?
-...Rozmawiam z medium?-spytałam patrząc na nią ze zmarszczonymi brwiami.
-Spokojnie robienie tego to nic złego...
-...Dobrze...cieszę się...-poczułam się nieswojo. Nie odpowiedziała na pytanie o medium.
-Właśnie. Z Damonem znacie się przecież całkiem długo.
-O wiele za długo...chwila...nie przespałam się z nim-wzdrygnęłam się na samą myśl
-A z kim?-spytała zdziwiona-Nie mów, że z męską dziwką z ulicy...
-Nadal mówisz o Damonie.
-Haha...mówię o tej drugiej.
-Ashtonie? Nie...
-To z kim?
-Nie znasz
-Okay...a chociaż był dobry?-spytała cicho się śmiejąc.
-Słucham?
-Czy był dobry?
-A co chcesz go wpisać na jakąś listę?
-Nie-uśmiechnęła się
-...Za dobry...
-To się ciesz!
-Cieszę się
-To dlaczego jesteś spięta? Uuu to uzależnienie. Nie przestaniesz się denerwować aż nie dostaniesz tego czego chcesz-powiedziała, a ja oparłam się o szafkę-,ale spokojnie...seks jest dobry na zdrowie
-W takim razie to najlepsze uzależnienie na świecie-wzdychnęłam. Zrobiło mi się gorąco na myśl, że on czeka na mnie pod szkołą.
-I najprzyjemniejsze-powiedziała łapiąc się za ramiona i odchylając głowę na bok
-Nie wierzę, że wdaję się w tą dyskusję-zaśmiałam się. Naprawdę się otworzyłam.
-Czasami trzeba się wygadać komuś obcemu
-...Skoro tak to...jak tam z tobą?
-Ze mną czy życiem łóżkowym?
-Tym drugim.
-Nie istnieje od prawie dwóch miesięcy
-I od tamtego czasu pytasz ludzi o to co robili w nocy?
-Haha jasne...Nie mam chłopaka...a nie chcę tego zrobić z męską dziwką,
-Mówisz o Ashtonie?
-Tak...
-...A z przyjacielem?...
-Jeden ostatnio umarł...-spuściła głowę-a drugi jest w stanach.
Przez chwilę milczałam jakby wracając pamięcią do Christiana oraz Stefana. Czułam, że to nie w porządku, należy się im większe opłakiwanie za to jak oddani innym byli. Gdybym miała czas na wylew emocji nie wyszłabym przez miesiąc z domu.
-Więc poleć do Stanów...w jakiś wolny od sprawdzianów termin.
-I co mu powiem? "Hej chcę byś się ze mną pieprzył"?- a chłopak przy równoległej szafce na nas spojrzał. Zaśmiałam się pod nosem
-Podobno przyjaciołom się nie odmawia
-On ma dziewczynę Kath.
-...Więc może poszukamy po szkole nowych przyjaciół?
-Emmmm-zaczęła przelatywać oczami po korytarzu-To nie zabrzmiało miło
-Więc się piszesz? To oczywiście wymaga trochę czasu, ale chyba warto-zaśmiałam się. Potrzebowałam osoby która widzi we mnie kogoś normalnego. Nic ode mnie nie chce, nie boi się mnie. Teraz tylko trzeba będzie przybrać nową wiarygodną tożsamość, ale ona pokręciła głową.
-Łatwiej już by było się upić i iść z nie wiadomo kim
-Nie, to niebezpieczne i obrzydliwe. Jeśli naprawdę jesteś zdesperowana możesz zapytać kogoś ze swoich znajomych.
-Mam jednego który mógłby się zgodzić...ale boję się, że mnie zarazi.
-Hah...więc trzymaj się swojej wersji i się upij...tylko ostrożnie...żadnych szemranych gości.
-Haha, tak zrobię.
-Tak trzymaj
Uśmiechnęła się lekko bawiąc się długopisem, a jakąś chwilę później rozległ się dzwonek.
-Przespałaś się z kimś?
-...Rozmawiam z medium?-spytałam patrząc na nią ze zmarszczonymi brwiami.
-Spokojnie robienie tego to nic złego...
-...Dobrze...cieszę się...-poczułam się nieswojo. Nie odpowiedziała na pytanie o medium.
-Właśnie. Z Damonem znacie się przecież całkiem długo.
-O wiele za długo...chwila...nie przespałam się z nim-wzdrygnęłam się na samą myśl
-A z kim?-spytała zdziwiona-Nie mów, że z męską dziwką z ulicy...
-Nadal mówisz o Damonie.
-Haha...mówię o tej drugiej.
-Ashtonie? Nie...
-To z kim?
-Nie znasz
-Okay...a chociaż był dobry?-spytała cicho się śmiejąc.
-Słucham?
-Czy był dobry?
-A co chcesz go wpisać na jakąś listę?
-Nie-uśmiechnęła się
-...Za dobry...
-To się ciesz!
-Cieszę się
-To dlaczego jesteś spięta? Uuu to uzależnienie. Nie przestaniesz się denerwować aż nie dostaniesz tego czego chcesz-powiedziała, a ja oparłam się o szafkę-,ale spokojnie...seks jest dobry na zdrowie
-W takim razie to najlepsze uzależnienie na świecie-wzdychnęłam. Zrobiło mi się gorąco na myśl, że on czeka na mnie pod szkołą.
-I najprzyjemniejsze-powiedziała łapiąc się za ramiona i odchylając głowę na bok
-Nie wierzę, że wdaję się w tą dyskusję-zaśmiałam się. Naprawdę się otworzyłam.
-Czasami trzeba się wygadać komuś obcemu
-...Skoro tak to...jak tam z tobą?
-Ze mną czy życiem łóżkowym?
-Tym drugim.
-Nie istnieje od prawie dwóch miesięcy
-I od tamtego czasu pytasz ludzi o to co robili w nocy?
-Haha jasne...Nie mam chłopaka...a nie chcę tego zrobić z męską dziwką,
-Mówisz o Ashtonie?
-Tak...
-...A z przyjacielem?...
-Jeden ostatnio umarł...-spuściła głowę-a drugi jest w stanach.
Przez chwilę milczałam jakby wracając pamięcią do Christiana oraz Stefana. Czułam, że to nie w porządku, należy się im większe opłakiwanie za to jak oddani innym byli. Gdybym miała czas na wylew emocji nie wyszłabym przez miesiąc z domu.
-Więc poleć do Stanów...w jakiś wolny od sprawdzianów termin.
-I co mu powiem? "Hej chcę byś się ze mną pieprzył"?- a chłopak przy równoległej szafce na nas spojrzał. Zaśmiałam się pod nosem
-Podobno przyjaciołom się nie odmawia
-On ma dziewczynę Kath.
-...Więc może poszukamy po szkole nowych przyjaciół?
-Emmmm-zaczęła przelatywać oczami po korytarzu-To nie zabrzmiało miło
-Więc się piszesz? To oczywiście wymaga trochę czasu, ale chyba warto-zaśmiałam się. Potrzebowałam osoby która widzi we mnie kogoś normalnego. Nic ode mnie nie chce, nie boi się mnie. Teraz tylko trzeba będzie przybrać nową wiarygodną tożsamość, ale ona pokręciła głową.
-Łatwiej już by było się upić i iść z nie wiadomo kim
-Nie, to niebezpieczne i obrzydliwe. Jeśli naprawdę jesteś zdesperowana możesz zapytać kogoś ze swoich znajomych.
-Mam jednego który mógłby się zgodzić...ale boję się, że mnie zarazi.
-Hah...więc trzymaj się swojej wersji i się upij...tylko ostrożnie...żadnych szemranych gości.
-Haha, tak zrobię.
-Tak trzymaj
Uśmiechnęła się lekko bawiąc się długopisem, a jakąś chwilę później rozległ się dzwonek.
Z Lissą wyszłyśmy ze szkoły. Przeszłyśmy dosłownie kilka kroków gdy dziewczyna ścisnęła mnie za rękę.
-Co ten głąb tu robi?-szepnęła, a ja zaczęłam się rozglądać. Ashton opierał się o maskę auta szukając kogoś wzrokiem jakby pozował do magazynu, co chwilę spoglądał na zegarek, a potem spojrzał mi prosto w oczy. Jego wzrok powędrował ze mnie na gapiącą się na niego Lissę. Wyprostowałam się i uniosłam głowę przybierając pewną siebie postawę. Podszedł do nas z uśmiechem.
-Witam-odparł nie odrywając wzroku od czarownicy.
-Co ty tu robisz?-powiedziała z pogardą co tylko nasiliło uśmiech na jego twarzy.
-Znaleźliśmy ciało Stefana. Uważa, że powinnyście przyjść na pogrzeb
-Znaleźliście Chrisa?
-Nie-pokręcił głową-żadnego śladu...to jak?
-O której i kiedy?-powiedziałam z mniejszym zapałem
-Jutro, punk trzynasta, przy grobowcu rodziny Salvatore.
-Okay-powiedziała Lissa
-Jeśli to podstęp...-mruknęłam
-To nie podstęp
-Dziwne, Damonowi nie zdarza się chodzić na pogrzeby-powiedziałam myśląc o pogrzebie jego matki
-Ale to Stefan...
-Błagam skończmy dyskusję...-stał w ciszy z założonymi ramionami więc dodałam:-byłabym wdzięczna gdybyś nas opuścił.
-Aż tak mnie nie lubicie?
-A żebyś wiedział-czarownica warknęła. Gdybym nie wiedziała, że ma w sobie moc, zapewne potężną choć wygląda niepozornie zaczęłabym się śmiać z jej miny rozzłoszczonego lwiątka. Zamiast tego wydałam z siebie krótkie "hah". Dziewczyna spojrzała na mnie ze zmarszczonymi brwiami, a ja przyłożyłam pięść do ust udając, że to było tylko kaszlnięcie.
-Do jutra-powiedział odchodząc
-Miły chłopak-powiedziałam chcąc się z nią podroczyć-Pożegnał się
-Taaaa bardzo
-A nie?
-Nie.
-Dlaczego?
-Jest idiotą
Przeszłyśmy przez plac główny zmierzając w stronę małego parkingu. Myślałam, że puści mnie wolno ale ona szła ze mną za ramię
-Ciesz się, że się ciebie nie uczepił-powiedziała zupełnie jakby ją nękał.
-Cieszę się.
-Masz sukienkę na pogrzeb?
-Muszę sobie coś kupić...
-Ja ci mogę coś pożyczyć
-Nie, dziękuję...muszę mieć coś na przyszłość.
-Twoi bliscy często umierają?
-Zdarza się.
-Okay...jak się wydostałaś?-teraz zaczęłam wątpić czy na pewno nic o mnie nie wie. Może chce abym sama jej powiedziała.
-Coś zaatakowało ludzi którzy chcieli mnie przywiązać. Ja dosyć szybko biegam i zdążyłam uciec...zwłaszcza, że w tym...laboratorium było jeszcze pełno ludzi. Byłaś tam?-spytałam
-Tak. Masakra. Ashton i Damon mówili, że to ty...ale nie wyglądasz na silną.
-Nie jestem...-uśmiechnęłam się niewinnie podchodząc do mojego czarnego samochodu
-Ale...mówili też, że wiesz jak uzdrowić Damona...i rzeczywiście to zrobiłaś...jesteś czarownicą?
-Nie...ale moja babcia była zielarką i co nie co wiem...
-Łaaał-wsiadła ze mną jakby znała mnie od lat-Nauczysz mnie czegoś?
-Jeśli coś jeszcze sobie przypomnę.
-Wow super...chwila-nagle zrobiła wielkie oczy-To...Chevy Cruze Hatch..
-...tak
-Twoich rodziców?
-Nie mam rodziców...
-Stać cię na to?
-Dostałam duży spadek po wujku,który zmarł 5 lat temu. Oszczędzałam...-skłamałam
-...Jeszcze większe łaaaał...
-Pachnie nowością...
-Dbam o niego...
-Odpal silnik...nie wytrzymam
-Kiedyś dam ci poprowadzić
-Kiedy?
-Kiedy zobaczę jak jeździsz-zaśmiałam się
-Co ten głąb tu robi?-szepnęła, a ja zaczęłam się rozglądać. Ashton opierał się o maskę auta szukając kogoś wzrokiem jakby pozował do magazynu, co chwilę spoglądał na zegarek, a potem spojrzał mi prosto w oczy. Jego wzrok powędrował ze mnie na gapiącą się na niego Lissę. Wyprostowałam się i uniosłam głowę przybierając pewną siebie postawę. Podszedł do nas z uśmiechem.
-Witam-odparł nie odrywając wzroku od czarownicy.
-Co ty tu robisz?-powiedziała z pogardą co tylko nasiliło uśmiech na jego twarzy.
-Znaleźliśmy ciało Stefana. Uważa, że powinnyście przyjść na pogrzeb
-Znaleźliście Chrisa?
-Nie-pokręcił głową-żadnego śladu...to jak?
-O której i kiedy?-powiedziałam z mniejszym zapałem
-Jutro, punk trzynasta, przy grobowcu rodziny Salvatore.
-Okay-powiedziała Lissa
-Jeśli to podstęp...-mruknęłam
-To nie podstęp
-Dziwne, Damonowi nie zdarza się chodzić na pogrzeby-powiedziałam myśląc o pogrzebie jego matki
-Ale to Stefan...
-Błagam skończmy dyskusję...-stał w ciszy z założonymi ramionami więc dodałam:-byłabym wdzięczna gdybyś nas opuścił.
-Aż tak mnie nie lubicie?
-A żebyś wiedział-czarownica warknęła. Gdybym nie wiedziała, że ma w sobie moc, zapewne potężną choć wygląda niepozornie zaczęłabym się śmiać z jej miny rozzłoszczonego lwiątka. Zamiast tego wydałam z siebie krótkie "hah". Dziewczyna spojrzała na mnie ze zmarszczonymi brwiami, a ja przyłożyłam pięść do ust udając, że to było tylko kaszlnięcie.
-Do jutra-powiedział odchodząc
-Miły chłopak-powiedziałam chcąc się z nią podroczyć-Pożegnał się
-Taaaa bardzo
-A nie?
-Nie.
-Dlaczego?
-Jest idiotą
Przeszłyśmy przez plac główny zmierzając w stronę małego parkingu. Myślałam, że puści mnie wolno ale ona szła ze mną za ramię
-Ciesz się, że się ciebie nie uczepił-powiedziała zupełnie jakby ją nękał.
-Cieszę się.
-Masz sukienkę na pogrzeb?
-Muszę sobie coś kupić...
-Ja ci mogę coś pożyczyć
-Nie, dziękuję...muszę mieć coś na przyszłość.
-Twoi bliscy często umierają?
-Zdarza się.
-Okay...jak się wydostałaś?-teraz zaczęłam wątpić czy na pewno nic o mnie nie wie. Może chce abym sama jej powiedziała.
-Coś zaatakowało ludzi którzy chcieli mnie przywiązać. Ja dosyć szybko biegam i zdążyłam uciec...zwłaszcza, że w tym...laboratorium było jeszcze pełno ludzi. Byłaś tam?-spytałam
-Tak. Masakra. Ashton i Damon mówili, że to ty...ale nie wyglądasz na silną.
-Nie jestem...-uśmiechnęłam się niewinnie podchodząc do mojego czarnego samochodu
-Ale...mówili też, że wiesz jak uzdrowić Damona...i rzeczywiście to zrobiłaś...jesteś czarownicą?
-Nie...ale moja babcia była zielarką i co nie co wiem...
-Łaaał-wsiadła ze mną jakby znała mnie od lat-Nauczysz mnie czegoś?
-Jeśli coś jeszcze sobie przypomnę.
-Wow super...chwila-nagle zrobiła wielkie oczy-To...Chevy Cruze Hatch..
-...tak
-Twoich rodziców?
-Nie mam rodziców...
-Stać cię na to?
-Dostałam duży spadek po wujku,który zmarł 5 lat temu. Oszczędzałam...-skłamałam
-...Jeszcze większe łaaaał...
-Pachnie nowością...
-Dbam o niego...
-Odpal silnik...nie wytrzymam
-Kiedyś dam ci poprowadzić
-Kiedy?
-Kiedy zobaczę jak jeździsz-zaśmiałam się

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz