26: These are the words but the words aren’t coming out They burn ‘cause they are hard to say

Kiedy przyjechałam do domu, w kuchni siedział Ashton.
-Zabijesz mnie-powiedziałam kładąc kawy i ciasto na blacie.
-Nie, dopiero co umyłem ręce.
-Powiedziałam Tomowi, że jesteś moim bratem. Mogłam powiedzieć, że chłopakiem, może by się odczepił.
-Brat pasuje
-Ehhh on chyba nie da mi spokoju-powiedziałam siadając na blacie i biorąc swoją kawę.
-Powiedział ci "cześć" na ulicy, a to stalker
Prychnęłam słysząc jego sarkastyczną wypowiedź
-Powiedział do zobaczenia. Chciałam tylko...Kogoś zaliczyć?...Mogłam iść do ciebie. Miałabym chociaż spokój.
-...Ej a może ja nie chcę?
Spojrzałam na niego
-Powiedziałam mogłam idioto.
-Masz rację...jestem łatwy.
-Wystarczy, ze ci stanie. Jemu załatwiłam erekcję w 3 minuty. Tobie mogłabym w pięć.
-Załatwiła? To brzmi jakbyś obcięła ją tasakiem.
-Co?
-Nic nic...a co do mnie...umiem się powstrzymać ze spuszczeniem się.
-A co mnie obchodzi czy byś doszedł-zaśmiałam się-Ważne bym ja doszła.
-Widać, że nie byłaś jeszcze w poważnym związku-odgryzł się.
-Byłam, ale kobieta kiedy ma chcice nie patrzy na faceta tylko na siebie.
-A ja sądzę, że niezależnie od sytuacji patrzy się również na drugą osobą.
-Nie wiedziałam, że z ciebie taki romantyk....nie ważne...zależy co się do niej czuje-wzruszyłam ramionami upijając łyk kawy- Ja do Toma nic nie czuje. Potrzebowałam odskoczni...Bo po Joshu nikogo nie miałam. W sensie w łóżku...od dwóch miesięcy.
-W każdym razie...niezależnie czy kobieta, czy mężczyzna. Osoba która kończy jak dojdzie i nie stara się aby partner lub partnerka przeżyły to samo musi być niezłą świnią. Od razu widać, że coś jest nie tak. I na marginesie, powinnaś była pójść do kogoś bardziej trzeźwego. Dłużej by stał.
Zaśmiałam się
-Skończyliśmy jak oboje doszliśmy, a stał tyle ile powinien...a poza tym żartowałam z tym co powiedziałam idioto. Co miała bum cię zrzucić z siebie i powiedzieć żebyś sobie poszedł? Ash błagam cię. Zacznij myśleć.
-Przy tobie się nie da
-Fajnie wiedzieć
-Wiem, że fajnie.
-Ehhhh...a ty miałeś jakiś poważny związek?
-Jeden
-Opowiadaj-poprawiłam się na blacie.
-...Miała na imię Allison. Poznaliśmy się w liceum, niedaleko Mystic Falls. Była delikatną dziewczyną z blond włosami sięgającymi do ramion. Miała piękne brązowe oczy. Niemal czarne, zawsze kojarzyły mi się z oczami sarny...była dla mnie wszystkim-mówił z uśmiechem, jakby wspominał najpiękniejsze chwile jego życia.
-Czemu nie jesteście razem?
-...-jego uśmiech znikł-Z tego samego powodu z jakiego jestem w tym mieście.
-Pierce ?
-Tak.
-Zabiła ją czy kazała tobie?
-...Pojechaliśmy pod namiot, poza miasto. Było romantycznie, w misce leżały owoce...Między innymi truskawki, borówki i kawałki arbuza.
-Nie wiedziałam, że z ciebie taki romantyk.
-Bo teraz jestem męską dziwką.
-Tak się zachowujesz...I jesteś łatwy.
-Hah, w porównaniu z twoimi dwoma miesiącami rzeczywiście jestem.
-Dwoma
-Dwoma.
-...Tylko raz się zakochałeś?-wróciłam do tematu
-Nie...ale tylko raz tak bardzo...
-Nie dokończyłeś opowiadać
-To...nie opowieść na ten dzień.
-Mów dalej...
-Hah, nie na ten dzień.
-Czemu?
-Muszę pozbierać myśli.
-Więc kiedy chcesz się spotkać?
-Kiedy ci odpowiada?
-We wtorek.
-O której?
-O 14 kończę lekcje. Może o 15 w kawiarni w galerii?
-Dobrze.
Uśmiechnęliśmy się do siebie.
**Wtorek**
Weszłam do kawiarni i od razu zauważyłam Ash'a siedzącego przy stoliku pod ścianą. Podeszłam i usiadłam naprzeciw niego.
-Hej
-Hej
-Opowiadaj
-Było romantycznie. Słońce powoli zachodziło, a my poddaliśmy się chwili. Całowaliśmy się jakby świat się dla nas zatrzymał...gdy nagle poczułem silne łapy na moich plecach. Zostałem wyciągnięty za koszulkę z namiotu, przez jednego ze służących Pierce. Drugi z nich wywlekł Allison wrzucając ją do ciężarówki. Takiej samej do której niedaleko wrzucili Kath. Patrzyłem w stronę czarnego samochodu, wiesz takiego którym dowozi się jedzenie do sklepów i tym podobne. Trzymał mnie za włosy drugą ręką przykładając nóż do gardła. Pierce podeszła do mnie oferując, że mogę do nich dołączyć. Nie chciałem, ale miała dobry argument. Mogłem ocalić Allison. Nie miałem wyjścia...a praca zmusiła mnie do wyzbycia się empatii i innych, podobnych cech.
-...Nie dość, że kazała ci ją zostawić to jeszcze przez nią pozbyłeś się swoich dobrych cech?
-Tak...i sądzę, że jestem lepszym człowiekiem niż byłem.
-No tak, ale musisz przyznać, że aniołkiem też nie jesteś.
-Ej, jestem-przerwał na chwilę aby popić kawę-przeeeeeeuroczy.
-Oczywiście, jak 5 letnie dziecko proszące mamę o lizaka.
-Ale uroczy
-Hah, jasne.
-A czemu jej nie poszukasz?
-Po tym jak cię poznałem, wróciłem do bazy...Spałem do 6 rano. Gdy wstałem zrobiłem sobie krótki spacer po korytarzu. Jedna z sal miała uchylone drzwi..... Leżała na stole martwa. Podbiegłem do niej. Obok na stoliku leżały jej akta zaznaczone czerwoną pieczątką "eksperyment nieudany". Wtedy od nich uciekłem...nie zdała jednego durnego eksperymentu...
-Oł współczuję...Na drugi dzień do mnie przyszedłeś. Nie wydawałeś się smutny.
-Byłem wściekły. Miałem dość twoich gierek i powstrzymywałem się aby cię nie rozerwać.
Zatkało mnie. Otworzyłam buzię chcąc coś powiedzieć, ale nie wiedziałam co, więc ją zamknęłam.
-Czyli przyszedłeś mnie zabić?
-Nie, po portfel, a ty zaczęłaś gadać. I wtedy byłem na granicy z szałem. Bardzo często mówisz od rzeczy.
-Wiem, ale ja nie potrafię siedzieć cicho. A po wcześniejszym wieczorze byłam na ciebie zła i się ciebie trochę bałam. Przepraszam.
-Nic się nie stało-powiedział z lekkim uśmiechem, aby pokazać, że wszystko jest już w porządku-Ja też przepraszam.
-Za co?
-Wszystko
-Okay...
-Myślisz, że pokochasz jeszcze kogoś, tak jak ją?
-Mam nadzieję... ale sądzę, że tak...teraz ty opowiedz coś o sobie.
-A co chcesz wiedzieć?
-Wszystko o twoim najlepszym związku. Żeby pasowało do poprzedniego tematu.
-najlepszy okazał się najgorszym. Byłam z Joshem dwa lata. Było świetnie. Chociaż tak myślałam. Zerwał ze mną tydzień przed 3 rocznicą....przez sms'a...potem podrywał moją przyjaciółkę.
-Ej ja się rozgadywałem, ty też się rozwiń.
-Ehhhhhhhh....Było tego za dużo. Choć jak się dowiedział, że jestem czarownicą, powiedział, że nie chce mieć takiej dziewczyny i...że pewnie chcę się zemścić, bo w przedszkolu się ze mnie naśmiewał. Nie odzywał się przez miesiąc. Potem wrócił.
-Dupek
-Taaaaa, ale i tak najbardziej bolało to jak zerwał po dwóch po latach.
-Zerwania bolą.
-No...A tak to nie ma co opowiadać
-Na pewno coś jest
-Nie. Nic ciekawego się w moim życiu nie dzieje....Idziesz coś zjeść? Cały dzień nic nie jadłam
-Jasne, gdzie chcesz?
-Sushi lub KFC
-Obojętnie
-To KFC
-Dobrze
-Chodź.
Wstaliśmy i poszliśmy na gastro. Zamówiliśmy kubełek i usiedliśmy przy jednym ze stolików. Fajnie się z nim gadało.
-Długo byłeś sługą Pierce?-spytałam patrząc jak chłopak podgryza skrzydełko
-....Odliczając rekrutacją....dwa tygodnie...
-Jak na jej sługę to mało.
-Szukała frajera, który będzie na każde skinienie jej palca.
-Jest idiotką...Czego się spodziewałeś?
-Wiesz...znalazła
-Jakie ona robi eksperymenty?
-Próbowała oszukać wampirzą naturę. Ona chce być niezniszczalna, aby nie robił jej krzywdy żaden kołek, werbena lub światło dnia.
-Przecież się nie da. Każdy to wie.
-Prawie jej się udało
-Serio?
-Gdyby Allison nie zginęła...
-Ale za pomocą chemii i wampirów?
-Sądzę, że oprócz tych wszystkich istot o których wiemy jest coś jeszcze
-Co niby?
-Nie wiem 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz