Damon:
Leżałem na swoim łóżku. Niemal zapomniałem jak wygląda ten pokój. Łóżko obok okna. Kominek i różne takie meble, które teraz już były zabytkami. Zamek na dole przekręcił się, a mój brat wszedł do środka. Z nudów wstałem lecąc na górę.
-Witaj braciszku-uśmiechnąłem się złośliwie, a on zignorował mnie idąc w stronę schodów-Ej...jesteś zły za Katherine?-powiedziałem odwracając się do niego, a on spojrzał na mnie z wyrzutem. Pewnie już dawno poskarżyła się mu, że próbuję ją zabić-To nie moja wina. Ustaliliśmy coś Stefan. Masz się z nią nie spotykać.
-Jestem dorosły i sam będę o tym decydował-warknął co chyba miało wyglądać groźnie.
-Zasady to zasady. Nadal jestem twoim...
-Dlaczego zawsze ci przeszkadzała?-przerwał mi
-To ma jakieś znaczenie?-parsknąłem
-Tak
-Nie zawracaj sobie tym swojej pięknie uczesanej główki.
-Nie dajesz mi do tego okazji.
-...Odpowiem na twoje jak powiesz mi co się stało kiedy wróciłeś do domu pobity...Odpowiedz Stefan!
-To było wieki temu!
-Więc mam rozumieć, że to był kompletny przypadek, że zostałeś pobity w dzień w który Katherine została poinformowana o tym, że nie będziesz się z nią zadawał? Wyobrażałem sobie jak ta mała to odreaguje- zaśmiałem się, zaczynając serię żartów o dziwnych, jak na 19 wiek, zainteresowaniach Katherine, które nie pasowały do damy z tamtych czasów-Na przykład dusząc niedźwiedzie...lub rozgniatając orzechy palcami...ale nie myślałem, że ta mała jędza kiedyś cię pobije.
-Nie pobiła mnie-warknął mi w twarz
-Spokojnie. To nic strasznego, że dziewczyna spuściła ci lanie...w końcu wiemy, że nigdy nie była prawdziwą damą.
-To nie ona..To banda starszych dzieciaków z biednych rodzin
-...a gdzie w tej opowieści nasza kulturystka Katherine?
-...Pomogła mi
-Słucham?-zaśmiałem się
-Broniliśmy się nawzajem od kiedy pamiętam.
-Potrzebowałeś dziewczyny do obrony?!-uniosłem się z pretensją-Nie mogłeś poprosić mnie?!
-Czego mogłem się po tobie spodziewać, skoro nawet teraz nie jesteś po mojej stronie?
-...Jestem po twojej, ale nie po stronie dziewczynki niedźwiedzia!-powiedziałem. Może i Kath fizycznie była drobna, ale za to przebiegła i silna. Kilka razu udało mi się ją zobaczyć walczącą na miecze ze swoim bratem. Takich umiejętności nie mogła posiadać zwykła panienka ze szlacheckiej rodziny.
-Przestań ją obrażać!
-Bo co ? Rozłupie kolejną skałę? Katherine zła! Katherine miażdżyć!
-Skończ! Przesadzasz!
-Ty przesadzasz
-Właściwie to przez ciebie, nie przez nią, byłem upokarzany do 13 roku życia przez grupkę bachorów...
-Przeze mnie?!
-Tak! Może gdybyś przejrzał na oczy
-Wytłumacz mi dlaczego zawsze ty obrywałeś, a ona była nienaruszona?
-Bo ona miała psa.
-...
-Witaj braciszku-uśmiechnąłem się złośliwie, a on zignorował mnie idąc w stronę schodów-Ej...jesteś zły za Katherine?-powiedziałem odwracając się do niego, a on spojrzał na mnie z wyrzutem. Pewnie już dawno poskarżyła się mu, że próbuję ją zabić-To nie moja wina. Ustaliliśmy coś Stefan. Masz się z nią nie spotykać.
-Jestem dorosły i sam będę o tym decydował-warknął co chyba miało wyglądać groźnie.
-Zasady to zasady. Nadal jestem twoim...
-Dlaczego zawsze ci przeszkadzała?-przerwał mi
-To ma jakieś znaczenie?-parsknąłem
-Tak
-Nie zawracaj sobie tym swojej pięknie uczesanej główki.
-Nie dajesz mi do tego okazji.
-...Odpowiem na twoje jak powiesz mi co się stało kiedy wróciłeś do domu pobity...Odpowiedz Stefan!
-To było wieki temu!
-Więc mam rozumieć, że to był kompletny przypadek, że zostałeś pobity w dzień w który Katherine została poinformowana o tym, że nie będziesz się z nią zadawał? Wyobrażałem sobie jak ta mała to odreaguje- zaśmiałem się, zaczynając serię żartów o dziwnych, jak na 19 wiek, zainteresowaniach Katherine, które nie pasowały do damy z tamtych czasów-Na przykład dusząc niedźwiedzie...lub rozgniatając orzechy palcami...ale nie myślałem, że ta mała jędza kiedyś cię pobije.
-Nie pobiła mnie-warknął mi w twarz
-Spokojnie. To nic strasznego, że dziewczyna spuściła ci lanie...w końcu wiemy, że nigdy nie była prawdziwą damą.
-To nie ona..To banda starszych dzieciaków z biednych rodzin
-...a gdzie w tej opowieści nasza kulturystka Katherine?
-...Pomogła mi
-Słucham?-zaśmiałem się
-Broniliśmy się nawzajem od kiedy pamiętam.
-Potrzebowałeś dziewczyny do obrony?!-uniosłem się z pretensją-Nie mogłeś poprosić mnie?!
-Czego mogłem się po tobie spodziewać, skoro nawet teraz nie jesteś po mojej stronie?
-...Jestem po twojej, ale nie po stronie dziewczynki niedźwiedzia!-powiedziałem. Może i Kath fizycznie była drobna, ale za to przebiegła i silna. Kilka razu udało mi się ją zobaczyć walczącą na miecze ze swoim bratem. Takich umiejętności nie mogła posiadać zwykła panienka ze szlacheckiej rodziny.
-Przestań ją obrażać!
-Bo co ? Rozłupie kolejną skałę? Katherine zła! Katherine miażdżyć!
-Skończ! Przesadzasz!
-Ty przesadzasz
-Właściwie to przez ciebie, nie przez nią, byłem upokarzany do 13 roku życia przez grupkę bachorów...
-Przeze mnie?!
-Tak! Może gdybyś przejrzał na oczy
-Wytłumacz mi dlaczego zawsze ty obrywałeś, a ona była nienaruszona?
-Bo ona miała psa.
-...
*1849*
Kath siedziała na fotelu ze swoim misiem. Owczarek pilnował dziewczynki siedząc przy jej zwisających nad ziemią nóżkach. Pies przypominał geparda czuwającego przy tronie cesarza.
-Witaj słoneczko-powiedziała jej mama wchodząc płynnym krokiem do pokoju. Elizabeth była niezwykle szanowaną damą z wyższych sfer, co było widać w jej sposobie poruszania.-Wyszła byś z psem? Już pora.
-...-dziewczynka tylko spuściła wzrok na misia.
-Ej-kobieta złapała ją za brodę-jesteś dzielna, silna i piękna-szepnęła do córki z ciepłym uśmiechem-Masz ważną rolę.
-Przez tą rolę tracę przyjaciół-szepnęła dziewczynka po czym schowała twarz w głowę misia
-Nic nie dzieje się bez powodu. Idź z pieskiem, kochanie
Dziewczynka zjechała z fotela, a owczarek dumnie ruszył za nią, kierując się w stronę lasu.
-Hej-usłyszała głos niedaleko siebie gdy miała wkroczyć na jedną z dróżek do lasu-to ta olbrzymka!
-...-bez słowa odwróciła się w ich stronę. Prężyli swoje wyimaginowane mięśnie aby pokazać jak postrzegają Katherine. Jako mało dziewczęcą panienkę, które najprawdopodobniej powinna zostać drwalem. Nie chodziło o jej figurę. Tylko o jej sposób bycia. Wiele razy skopała im tyłek, a oni widocznie nie mieli dość. Zaczęła iść tam gdzie miała. W stronę lasu.
Usiadła na jednym z powalonych drzew. Pies latał szukając gałęzi do rzucania, a ona patrzyła na swoje nóżki. Chwilę później koło, naprzeciwko stóp, pojawiły się kolejne. Podniosła wzrok na Damona.
-Katherine, prawda?-zapytał, a Kath pokiwała główką. Nie wiedziała po co się pytał skoro w zasadzie często bawiła się z jego bratem-Pewnie wiesz co się stałe z moim braciszkiem?
-...tak...wszystko dobrze?
-Nie, nic nie jest dobrze. Posłuchaj-ukucnął, a pies pojawił się obok niej nastawiając uszy- Ty to zrobiłaś?
-Nie-szepnęła smutno
-Ehhh. Wiesz, że potrafię wyczuć kłamstwo.
-Nie kłamię.
-I tu jest problem. Nie wiem tego. Więc po prostu nie zbliżaj się do Stefana
-Dlaczego?-spytał lekko załamującym się głosem.
-Bo nie chcę więcej takich sytuacji. Nie zawaham się przed niczym, aby był bezpieczny.
-To chyba dobrze...ale...to naprawdę nie ja
-Nie zbliżaj się do niego-warknął. Zwykle nie był tak nastawiony do dzieci, a tym bardziej do dziewczynek, ale tu chodziło o jego młodszego braciszka, który teraz pewnie płakał z podbitym okiem-A co do twoich zabaw. Bicie się chyba nie przystoi dziewczynce. Może powinnaś nad tym pomyśleć-powiedział odchodząc
-Witaj słoneczko-powiedziała jej mama wchodząc płynnym krokiem do pokoju. Elizabeth była niezwykle szanowaną damą z wyższych sfer, co było widać w jej sposobie poruszania.-Wyszła byś z psem? Już pora.
-...-dziewczynka tylko spuściła wzrok na misia.
-Ej-kobieta złapała ją za brodę-jesteś dzielna, silna i piękna-szepnęła do córki z ciepłym uśmiechem-Masz ważną rolę.
-Przez tą rolę tracę przyjaciół-szepnęła dziewczynka po czym schowała twarz w głowę misia
-Nic nie dzieje się bez powodu. Idź z pieskiem, kochanie
Dziewczynka zjechała z fotela, a owczarek dumnie ruszył za nią, kierując się w stronę lasu.
-Hej-usłyszała głos niedaleko siebie gdy miała wkroczyć na jedną z dróżek do lasu-to ta olbrzymka!
-...-bez słowa odwróciła się w ich stronę. Prężyli swoje wyimaginowane mięśnie aby pokazać jak postrzegają Katherine. Jako mało dziewczęcą panienkę, które najprawdopodobniej powinna zostać drwalem. Nie chodziło o jej figurę. Tylko o jej sposób bycia. Wiele razy skopała im tyłek, a oni widocznie nie mieli dość. Zaczęła iść tam gdzie miała. W stronę lasu.
Usiadła na jednym z powalonych drzew. Pies latał szukając gałęzi do rzucania, a ona patrzyła na swoje nóżki. Chwilę później koło, naprzeciwko stóp, pojawiły się kolejne. Podniosła wzrok na Damona.
-Katherine, prawda?-zapytał, a Kath pokiwała główką. Nie wiedziała po co się pytał skoro w zasadzie często bawiła się z jego bratem-Pewnie wiesz co się stałe z moim braciszkiem?
-...tak...wszystko dobrze?
-Nie, nic nie jest dobrze. Posłuchaj-ukucnął, a pies pojawił się obok niej nastawiając uszy- Ty to zrobiłaś?
-Nie-szepnęła smutno
-Ehhh. Wiesz, że potrafię wyczuć kłamstwo.
-Nie kłamię.
-I tu jest problem. Nie wiem tego. Więc po prostu nie zbliżaj się do Stefana
-Dlaczego?-spytał lekko załamującym się głosem.
-Bo nie chcę więcej takich sytuacji. Nie zawaham się przed niczym, aby był bezpieczny.
-To chyba dobrze...ale...to naprawdę nie ja
-Nie zbliżaj się do niego-warknął. Zwykle nie był tak nastawiony do dzieci, a tym bardziej do dziewczynek, ale tu chodziło o jego młodszego braciszka, który teraz pewnie płakał z podbitym okiem-A co do twoich zabaw. Bicie się chyba nie przystoi dziewczynce. Może powinnaś nad tym pomyśleć-powiedział odchodząc
***
-Dobrze!-krzyknął Damon- Przynajmniej ten j*bany pies od niej nie uciekł!!
-....Wynoś się
-To także mój dom.
-Tylko według ciebie.-powiedział spokojnie jakby nagle stracił wszystkie siły
-Za co tym razem?
-Daliśmy Pierce spokój, ale ty nie potrafisz dać spokoju nam...
-....Wynoś się
-To także mój dom.
-Tylko według ciebie.-powiedział spokojnie jakby nagle stracił wszystkie siły
-Za co tym razem?
-Daliśmy Pierce spokój, ale ty nie potrafisz dać spokoju nam...














