12:Mama, we all go the hell.

Damon:
Leżałem na swoim łóżku. Niemal zapomniałem jak wygląda ten pokój. Łóżko obok okna. Kominek i różne takie meble, które teraz już były zabytkami. Zamek na dole przekręcił się, a mój brat wszedł do środka. Z nudów wstałem lecąc na górę.
-Witaj braciszku-uśmiechnąłem się złośliwie, a on zignorował mnie idąc w stronę schodów-Ej...jesteś zły za Katherine?-powiedziałem odwracając się do niego, a on spojrzał na mnie z wyrzutem. Pewnie już dawno poskarżyła się mu, że próbuję ją zabić-To nie moja wina. Ustaliliśmy coś Stefan. Masz się z nią nie spotykać.
-Jestem dorosły i sam będę o tym decydował-warknął co chyba miało wyglądać groźnie.
-Zasady to zasady. Nadal jestem twoim...
-Dlaczego zawsze ci przeszkadzała?-przerwał mi
-To ma jakieś znaczenie?-parsknąłem
-Tak
-Nie zawracaj sobie tym swojej pięknie uczesanej główki.
-Nie dajesz mi do tego okazji.
-...Odpowiem na twoje jak powiesz mi co się stało kiedy wróciłeś do domu pobity...Odpowiedz Stefan!
-To było wieki temu!
-Więc mam rozumieć, że to był kompletny przypadek, że zostałeś pobity w dzień w który Katherine została poinformowana o tym, że nie będziesz się z nią zadawał? Wyobrażałem sobie jak ta mała to odreaguje- zaśmiałem się, zaczynając serię żartów o dziwnych, jak na 19 wiek, zainteresowaniach Katherine, które nie pasowały do damy z tamtych czasów-Na przykład dusząc niedźwiedzie...lub rozgniatając orzechy palcami...ale nie myślałem, że ta mała jędza kiedyś cię pobije.
-Nie pobiła mnie-warknął mi w twarz
-Spokojnie. To nic strasznego, że dziewczyna spuściła ci lanie...w końcu wiemy, że nigdy nie była prawdziwą damą.
-To nie ona..To banda starszych dzieciaków z biednych rodzin
-...a gdzie w tej opowieści nasza kulturystka Katherine?
-...Pomogła mi
-Słucham?-zaśmiałem się
-Broniliśmy się nawzajem od kiedy pamiętam.
-Potrzebowałeś dziewczyny do obrony?!-uniosłem się z pretensją-Nie mogłeś poprosić mnie?!
-Czego mogłem się po tobie spodziewać, skoro nawet teraz nie jesteś po mojej stronie?
-...Jestem po twojej, ale nie po stronie dziewczynki niedźwiedzia!-powiedziałem. Może i Kath fizycznie była drobna, ale za to przebiegła i silna. Kilka razu udało mi się ją zobaczyć walczącą na miecze ze swoim bratem. Takich umiejętności nie mogła posiadać zwykła panienka ze szlacheckiej rodziny.
-Przestań ją obrażać!
-Bo co ? Rozłupie kolejną skałę? Katherine zła! Katherine miażdżyć!
-Skończ! Przesadzasz!
-Ty przesadzasz
-Właściwie to przez ciebie, nie przez nią, byłem upokarzany do 13 roku życia przez grupkę bachorów...
-Przeze mnie?!
-Tak! Może gdybyś przejrzał na oczy
-Wytłumacz mi dlaczego zawsze ty obrywałeś, a ona była nienaruszona?
-Bo ona miała psa.
-...
*1849*
Kath siedziała na fotelu ze swoim misiem. Owczarek pilnował dziewczynki siedząc przy jej zwisających nad ziemią nóżkach. Pies przypominał geparda czuwającego przy tronie cesarza.
-Witaj słoneczko-powiedziała jej mama wchodząc płynnym krokiem do pokoju. Elizabeth była niezwykle szanowaną damą z wyższych sfer, co było widać w jej sposobie poruszania.-Wyszła byś z psem? Już pora.
-...-dziewczynka tylko spuściła wzrok na misia.
-Ej-kobieta złapała ją za brodę-jesteś dzielna, silna i piękna-szepnęła do córki z ciepłym uśmiechem-Masz ważną rolę.
-Przez tą rolę tracę przyjaciół-szepnęła dziewczynka po czym schowała twarz w głowę misia
-Nic nie dzieje się bez powodu. Idź z pieskiem, kochanie
Dziewczynka zjechała z fotela, a owczarek dumnie ruszył za nią, kierując się w stronę lasu.
-Hej-usłyszała głos niedaleko siebie gdy miała wkroczyć na jedną z dróżek do lasu-to ta olbrzymka!
-...-bez słowa odwróciła się w ich stronę. Prężyli swoje wyimaginowane mięśnie aby pokazać jak postrzegają Katherine. Jako mało dziewczęcą panienkę, które najprawdopodobniej powinna zostać drwalem. Nie chodziło o jej figurę. Tylko o jej sposób bycia. Wiele razy skopała im tyłek, a oni widocznie nie mieli dość. Zaczęła iść tam gdzie miała. W stronę lasu.
Usiadła na jednym z powalonych drzew. Pies latał szukając gałęzi do rzucania, a ona patrzyła na swoje nóżki. Chwilę później koło, naprzeciwko stóp, pojawiły się kolejne. Podniosła wzrok na Damona.
-Katherine, prawda?-zapytał, a Kath pokiwała główką. Nie wiedziała po co się pytał skoro w zasadzie często bawiła się z jego bratem-Pewnie wiesz co się stałe z moim braciszkiem?
-...tak...wszystko dobrze?
-Nie, nic nie jest dobrze. Posłuchaj-ukucnął, a pies pojawił się obok niej nastawiając uszy- Ty to zrobiłaś?
-Nie-szepnęła smutno
-Ehhh. Wiesz, że potrafię wyczuć kłamstwo.
-Nie kłamię.
-I tu jest problem. Nie wiem tego. Więc po prostu nie zbliżaj się do Stefana
-Dlaczego?-spytał lekko załamującym się głosem.
-Bo nie chcę więcej takich sytuacji. Nie zawaham się przed niczym, aby był bezpieczny.
-To chyba dobrze...ale...to naprawdę nie ja
-Nie zbliżaj się do niego-warknął. Zwykle nie był tak nastawiony do dzieci, a tym bardziej do dziewczynek, ale tu chodziło o jego młodszego braciszka, który teraz pewnie płakał z podbitym okiem-A co do twoich zabaw. Bicie się chyba nie przystoi dziewczynce. Może powinnaś nad tym pomyśleć-powiedział odchodząc
***
-Dobrze!-krzyknął Damon- Przynajmniej ten j*bany pies od niej nie uciekł!!
-....Wynoś się
-To także mój dom.
-Tylko według ciebie.-powiedział spokojnie jakby nagle stracił wszystkie siły
-Za co tym razem?
-Daliśmy Pierce spokój, ale ty nie potrafisz dać spokoju nam...

11: Think I’m addic­ted to your light

Katherine:
-Co robisz?-przytuliłam się do Chrisa stojącego przy kuchni. Z pleców przecisnęłam się między niego, a blat przy, którym zmywał naczynia. Zaczęłam się wygłupiać, tańcząc do "Want To Want Me"
-Pierwszy raz cię taką widziałem-powiedział nie patrząc mi w oczy. Poczułam jak moje serduszko łamie się na kawałeczki, a te na jeszcze mniejsze i tak w kółko.
-Jaką?
-Wściekłą. Doszczętnie straciłaś swoją delikatność. Nie chcę cię znów takiej widzieć...
-Wiem-westchnęłam-Po prostu...nie chcę po prostu, aby Damon naprawdę mnie poznał. Wolę aby myślał o mnie jako o twardej s*ce niż o....o mnie  jako o Kath...mógłby to wykorzystać.
-Rozumiem...ale obiecaj, że dla mnie się nie zmienisz-uśmiechnął się delikatnie obejmując twarz
-Obiecuję-powiedziałam, a on pocałował mnie czule-...wiesz co? Nie rozumiem po co Pierce eksperymentuje na wampirach. Próbuje stworzyć jakąś lepszą rasę?
-Nie...sądzę, że prędzej starała by się udoskonalić sama siebie...ale wiesz co jest ciekawsze? Że Damon jeszcze się nie zorientował.
-Może wie, tylko udaje idiotę.
-Tak sądzisz?
-Nie...on nie musi udawać...
-Haha-uśmiechnął się szczerze zamykając oczy-stanęłam na palcach przygryzając mu ucho
-Jest pan tu sam?-poruszyłam brwiami
-Aktualnie...muszę cię gdzieś zabrać..
-Mrauu-zamruczałam gdy pociągnął mnie za rękę do ogródka. Dąb stojący niedaleko wyjścia na taras był owinięty lampkami na, których zawieszone były nasze zdjęcia-O jeżuuu...
-Zacznij od dołu-powiedział, a ja przykucnęłam obchodząc drzewo dookoła. Na samym dole były zdjęcia z początku naszego związku. Znalazłam zdjęcie znad jeziora gdy ja siedziałam na drzewie, a on wisiał na tej samej gałęzi, tuż nad wodą. Było też to na, którym było widać nas od tyłu jak idziemy w stronę plaży aby nauczyć się serfować. Połamał wtedy swoją deskę i przy okazji moją. Kilka zdjęć dalej było udokumentowane nurkowanie, gdy  chłopak stoi na dnie trzymając mnie jedną ręką nad głową. Potem noc pod gwiazdami przy lampionach. Sylwester, kiedy obwiązani lampkami trzymaliśmy szampana i masa innych wspomnień na których temat nie będę się rozpisywać. Doszłam do ostatniego. Było sprzed tygodnia. Skromna uliczka po prawej strony rzędy kamieniczek, a po prawej drzewa oddzielające chodnik od ulicy. On w garniturze obejmujący mnie jedną ręką w pasie, a drugą trzymając moją dłoń. Ja w niebieskiej rozkloszowanej sukience na ramiączkach stojąca na jednej nodze. Patrzyłam na nie dłużej po czym odwróciłam się w lewo aby spojrzeć na Chrisa, który ukucnął wyjmując pudełeczko.
-Czy ty właśnie?-jęknęłam zasłaniając usta
-Tak...ale daj mi dokończyć przemówienie-zaśmiał się
-...Tylko jeszcze przerwę-podniosła rękę-już płaczę, ale mam nadzieję, że nie będzie ci to przeszkadzać
-Właściwie...to zapomniałem co miałem powiedzieć. A miało być tak romantycznie...ale musisz wiedzieć, że jesteś moim słońcem i to dzięki tobie mam siłę, żeby wstawać. Wyjdziesz za mnie?
-...teraz ja zapomniałam swojego tekstu
-Powiedz tak
-...-nie mogąc nic z siebie wykrztusić zaczęłam kiwać głową rzucając mu się na szyję.

10: I talk a lot of shit, When I'm drinkin' baby

Lissa:
***Tydzień Później***
Był piątek. Jakieś dwadzieścia minut temu wyszłam ze szkoły,a gdy moja stopa postała w moim pokoju od razu zabrałam się za szykowanie do imprezy, którą organizowało pewne rodzeństwo. Pewnie mieli bogatych rodziców i chcieli zabłysnąć pokazując swój duży dom. Zaprosili całą szkołę, a skoro wszyscy lub prawie wszyscy się zjawią, mnie nie może tam zabraknąć, mimo, że moje zajęcia skończyły się o 17 i miałam trzy godziny do rozpoczęcia imprezy. Wzięłam najszybszą kąpiel w moim życiu, po czym wyskoczyłam wycierając się ręcznikiem jakby atakowało mnie stado pcheł...dobra, dziwne porównanie. Ale wracając, po wysuszeniu swojego ciała ubrałam obcisłą czarną, obcisłą sukienkę na szerokich ramiączkach ze złotymi ćwiekami, które zasłaniały moje ramiona. Okrągły dekolt rekompensowały odsłonięte plecy. Całą stylizację dopełniały proste włosy opadające na moje plecy. Usiadłam do mojego lusterka zajmując się makijażem ciepły cień i kreska wykonana kreska. Nic więcej.  Ktoś uderzył w klakson na zewnątrz. Nie musiałam się długo zastanawiać kto to. Otworzyłam okno.
-Już idę!-krzyknęłam do mojej przyjaciółki, która podniosła rękę ze swojego czarnego Cabriolet'u, dając mi znać, że zrozumiała. Samochód należał do jej rodziców. Nie mogłyśmy pojechać moim bo był w naprawie. Bo przecież świat by się zawalił gdybym nie miała wypadku akurat przed tą imprezą. Biegnąc do drzwi zdążyłam zobaczyć jeszcze godzinę. Była punkt 19. Złapałam klucze zamykając za sobą drzwi. Kilka pociągnięć dla upewnienia się, że nikt ich nie otworzy. Weszłam do samochodu witając się z dziewczyną, która rzuciła kilkoma tekstami o punktualności po czym włączyła radio. Ciszę wypełniła piosenka "Stolen Dance" w wykonaniu Milky Chance
Spojrzałam na swój dom i od razu przed oczami pojawił mi się obraz Ashtona. Nie widziałam go od tamtego wydarzenia pod moją szkołą. Co racja po tym miałam nawet śmieszną sytuację w szkolę ponieważ, wszyscy uznali, że jest on moim chłopakiem. Wyśmiałam ich wszystkich. Na miejsce dojechaliśmy po dwudziestej ponieważ miejsce gdzie miała się odbyć impreza było po drugiej stronie miasta, a moja znajoma bała się szybciej jechać. Zaparkowała samochód trochę dalej od domu. Po upewnieniu się, że w pojeździe nie zostało nic wartego kradzieży weszłyśmy do środka budynku. Jak sądziłam. Duży,dwupiętrowy dom jak dla rodziny z co najmniej piątką dzieci. Całe wnętrze było urządzone ze smakiem i elegancją. Dominowały szarości oraz czernie i biele. Było dużo wazonów i innych szklanych, najprawdopodobniej drogich, rzeczy. Czyli nie najlepsza placówka na pijaną młodzież
                                             

Wchodziło się od razu do gigantycznego salonu gdzie było pełno ludzi, mimo, że pewnie większość pewnie była porozrzucana po reszcie domu i na tarasie. Muzyka dudniła jakby ten, kto ją włączał miał poważne problemy ze słuchem. Gdzie się nie spojrzało ktoś coś komuś dolewał, nalewał. Jednym zdaniem: potwornie dużo alkoholu.

-Hej idziemy się napić?-zapytałam Emily próbując przekrzyczeć muzykę. Już niemal słyszałam swój zachrypnięty głos następnego dnia
-CO?!!!
-NAPIĆ?!!!
-ŁUPIĆ?!!-zrobiła zdziwioną minę
-NAPIĆ ALKOHOLU?!!!
-POPIĆ AEROZOLU?!!!-powiedziała robiąc jeszcze większe oczy, a ja pociągnęłam ją w stronę kuchni gdzie za ladą stał chłopak robiący drinki. Gdy tylko Emily wypiła ostatni łyk swojego trunku od razu została wyciągnięta do tańca, na moje nieszczęście. Zostałam sama rozglądająca się za kimś znajomym. Nagle przypomniałam sobie o dziewczynie, która niedawno doszła do naszej szkoły. Zastanawiałam się czy tu jest. W jednym momencie wyobraziłam ją sobie idącą między rozchodzącym się tłumem. Jej brązowe włosy z długimi lokami opadające na jej ramiona. Krótka biała sukienka podkreślająca jej figurę klepsydry z dekoltem w kształcie V oraz czarna ramoneska. Brązowe smokey eyes z dodatkiem ciemnego cienia tuż przy gęstych, czarnych rzęsach, który podkreśliłby jej kocie, niebieskie oczy. Wokół tęczówka była jakby podkreślona przez ciemną obwódkę, która dodawała jej spojrzeniu głębi. Do tego piosenka "Royals". Przyłapałam się na bezmyślnym gapieniu się na dziewczyny z mojej klasy i paru chłopaków ze szkoły...czyli na osoby, których nie chciałam zobaczyć. Odwróciłam się dopijając swojego drinka.
-Pi*rdol*ny Smith-mruknęłam idąc po dolewkę. Gdy po kolejnym drinku przybyło mi trochę odwagi zaczęłam znów szukać znajomych. Nic! Nie mogłam nikogo tu nie znać! Nie zostało mi nic innego niż czekanie aż piosenka się skończy, a moja przyjaciółka postanowi do mnie wrócić. Ale nie! Minęło kilka piosenek, a ona jakby się rozpłynęła. Postanowiłam przejść się po domu. Nadal trzymając kieliszek jakimś cudem przeszłam przez tłum w stronę schodów. Na piętrze było ciszej na szczęście!. Chłopak przelatujący obok mnie szturchnął mnie przez co cała zawartość mojej szklanki znalazła się na mnie
-Debilu uważaj jak chodzisz!!-warknęłam na chłopaka, który spojrzał tylko na mnie swoimi zielonymi oczami biegnąc na dół. Odwróciłam się idąc w poszukiwaniu łazienki. Wchodząc do tego domu powinno się dostawać mapę i kompas. Na korytarzu gdzie nie gdzie stali ludzie całując się, gadając, sprzeczając itd itp. Nie miałam zamiaru ich pytać o drogę. Zaczęłam zaglądać do pokoi. W jednej sypialni nakryłam ludzi na trójkąciku w innej dziewczyna z dziewczyną. Znalazłam łazienkę dopiero na końcu korytarza. W rogu jakaś laska wymiotowała do toalety wydając z siebie nieprzyjemny dźwięk, a była dopiero 20:38. Wzięłam ręcznik nie zwracając uwagi na dziewczynę i podeszłam do lustra wycierając plamę na sukienkę.Poprawiłam makijaż po czym spojrzałam przez ramię w stronę drzwi myśląc o przystojnym brunecie,który parę minut temu mnie oblał. Schowałam kosmetyczkę wyciągając z torebki na złotym łańcuszku perfumy. Psiknęłam się nimi aby zapach alkoholu zniknął.
Gdy zeszłam na dół brunet stał na dole rozmawiając ze swoim znajomym. Patrzyłam na niego zastanawiając się skąd ja go znam. Chwilę później jego kolega wyszedł z domu klepiąc go w ramię, a on spojrzał się w moją stronę. Odwróciłam wzrok prosto na Emily, która pojawiła się znikąd i piszcząc:
-Liss!-podskoczyła podekscytowana z wielkim bananem na twarzy,a ja wzdrygnęłam się wystraszona
-Co?
-Zabijesz mnie!
-I dlatego się cieszysz?
-Idę z Robertem na inną imprezę
-Nie-powiedziałam zirytowana,a ona przestała podskakiwać. Jej uśmiech znikł-Nie zostawisz mnie tu-jęknęłam przez zęby
-Przepraszam
-Ale...ale dlaczego?-teraz ja pisnęłam
-Tu jest nudno-wzruszyła ramionami-A my chcemy się zabawić
Uniosłam brew i zrobiłam minę mówiącą "serio?"
-Przepraszam-powtórzyła łapiąc mnie za ręce-odpłacę ci to
-Mam nadzieję
-Dzięki!-rzuciła mi się na szyję-Pa...miłej zabawy
-Tssaaa-westchnęłam, a ona pobiegła w stronę swojego narzeczonego. Przygryzłam dolną wargę zastanawiając się nad powrotem do domu
-Witaj kotku-usłyszałam za sobą znajomy głos, od którego zrobiło mi się niedobrze
-Nie mów tak do mnie..Smith-wycedziłam jego nazwisko
-Wybacz złotko
-Tak też nie mów-odwróciłam się do niego unosząc głowę do góry aby spojrzeć mu w oczy. Założyłam ręce na klatkę piersiową-...Czego chcesz?
-Chciałem się zabawić,ale zobaczyłem ciebie i teraz chcę zabawić się z tobą
-...-uniosłam brew po czym uśmiechając się złośliwie powiedziałam:-Możesz sobie o tym pomarzyć misiu
-Moglibyśmy się napić i potańczyć..."misiu"
-Nie sądzę
-Dlaczego jesteś taka sztywna?
-Nie jestem! Jestem tylko wściekła za ostatnią akcję
-Przecież jeszcze nic nie zrobiłem
-Śledziłeś mnie!-odepchnęłam go, ale on stał tak jak stał-Groziłeś śmiercią mojej matce!
-Trochę ciszej wróbelku
-Nie mam ochoty z tobą pić, tańczyć lub chociażby rozmawiać-szepnęłam
-Auć...ale w sumie racja
-Daj mi lepiej spokój-odwróciłam się w stronę drzwi wyjściowych. Ubrałam skórzaną kurtkę i wyszłam z domu idąc w stronę auta...ale nie mogłam prowadzić. Byłam pijana i na dodatek nie miałam jak wrócić. Usiadłam na krawężniku patrząc na moje szpilki i zastanawiając się czy dotrę w nich do domu. Może brunet by mi pomógł...ale przecież wszyscy w tym domu byli nachlani. Westchnęłam i zdeterminowana zaczęłam ściągać buty. Przeszłam kilka metrów gdy zaczęło padać. Wróciłam biegiem pod imprezę nie zamierzając tam wchodzić.Byłam cała mokra i nawet nie chciałam myśleć o tym jak przerażeni byli by ludzie gdybym tam weszła.
-No proszę proszę-znów ten sam męski głos Spojrzałam na niego spod niepomalowanych rzęs. Cąły tusz był teraz rozlany po policzkach.
-Czego ty jeszcze chcesz??!!-wrzasnęłam na niego.
-Nic. Wracam do domu. Jesteś nie źle rozmazana-zaśmiał się, a ja miałam ochotę mu strzelić-wyglądasz jak brzydsza wersja pandy
-...
-Chodź podwiozę cię
-Mamy niby skorzystać z twojej pomocy, łaskawco?-wrzasnęłam tak, że pewnie udało mi się zagłuszyć muzykę. Byłam smutna wściekła i rozmazana
-Skoro jej nie potrzebujesz-wyszedł na deszcz wyciągając kluczyki. Samochód pod domem piknął zapalając krótko światła. Osunęłam się na ziemi łapiąc za mokrą głowę
-Po co ja tu przyszłam?-jęknęłam do siebie, a głos nade mną odpowiedział:
-By się bawić. Nie tylko tobie to się nie udało. Ta impreza to dno-podniosłam głowę. Nade mną stał brunet, którego dziś "poznałam"-Przepraszam, za tego drinka
-Fajna mi zabawa. Spotkałam swojego wroga. Przyjaciółka olała mnie dla chłopaka i utkwiłam tu aż ta ulewa się skończy!...do tego wyglądam jak potwór...
-Nie wyglądasz źle...a jeśli chodzi o powrót...chętnie cię podwiozę...za tego drinka...-powiedział z ciepłym uśmiechem. Chwilę przyglądałam się mu zastanawiając się dlaczego niby miałby mi pomóc?
-Po co mi pomagasz?
-Dlaczego nie?
-Bo na ciebie krzyknęłam, a dlaczego tak?
-Hah...bo ja jestem ten miły-schował ręce w kieszenie znów się uśmiechając
-...Okay-powiedziałam zrezygnowana, a chłopak pomógł mi wstać. Wzięłam swoje rzeczy, a on zdjął swoją kurtkę trzymając ją nad moją głową, aż dotarłam do jego czerwonego samochodu po drugiej stronie ulicy. Pojazd był piękny i klasyczny. Otworzył przede mną drzwi w środku dając mi chusteczkę. Zaczęłam wycierać swój styrany przez pogodę makijaż po czym spojrzałam w stronę chłopaka trochę onieśmielona-...dziękuję.
Uśmiechnął się do mnie, a gdy zapięłam pasy ruszył powoli
-Znałaś tylko jedną osobę?-spytał skupiając się na drodze. Jego mokre włosy opadały mu na czoło
-Nie...ale z nią tylko się przyjaźnie
-Oh...
-Przepraszam, że na ciebie krzyknęłam
-Drobiazg...Lissa, prawda?
-Tak, a ty?
-Stefan
-Miło mi-uśmiechnęłam się po czym zaczęłam patrzeć przez okno. W samochodzie panowała niezręczna cisza-...Masz jakiś temat do rozmowy?-spytałam odwracając wzrok w jego stronę
-Siedzisz z Katherine na matematyce prawda?
-Chodzi ci o tą brunetkę, która nic nie mówi?
-Tak...metr siedemdziesiąt jeden wzrostu. Filigranowa...
-Taaaak...znasz ją?
-Przyjaźnię się z nią
-Długo?
-Od kołyski
-Mhm....fajnie-uśmiechnęłam się lekko
-Nie lubicie się?
-Nie znam jej...nigdy się do mnie nie odezwała...nie oceniam jej ani nic
-Powinnyście się poznać-powiedział, a ja spojrzałam na niego pytająco-...tak sądzę...jak tam życie?
-Bywało lepiej...a jak u ciebie?
-Jest...dobrze-odpowiedział nie pewny tego zdania, a oparłam głowę o oparcie patrząc na jego twarz. Skupionym na drodze wzroku. Zapatrzyłam się, ale ocucił mnie mój telefon
"Już sobie kogoś znalazłaś? Ze mną jechać nie chciałaś. Ale z jakimś ch*jem tak -,- "
Uniosłam brew po czym zapisałam jego numer jako "Wredny dupek"
Lissa.-Nie wiem o co ci chodzi "misiu"
Smith.- Słonko. Wiesz, że tęsknię :(
Zaśmiałam się po czym zasłoniłam usta
-Przepraszam-powiedziałam do Stefana
L.-Ty tak serio? "Skarbie"
S.-Wybacz. Nie mogę być dłużej obojętny na twoją obojętność...w końcu jestem w ciąży :(
L.-Ciekawe z kim
S.- Z Tobą T-T
L.-Przypominam, że ze sobą NIE spaliśmy
S.-Więc trzeba to nadrobić B)
L.- Chciał byś -,-
S.-Nie to nie...idę do kogoś lepszego
L.-A idź i nie wracaj
S.- Ty pando
L.-Papa :*
S.- Buziole ;)
Westchnęłam patrząc na Stefana
-Wszystko okay?-spytał z troską
-Tak-uśmiechnęłam się.
Kiedy byliśmy pod domem podziękowałam Stefanowi i pocałowałam go w policzek wysiadając i kierując się w stronę drzwi. To dziwne, ale Stefan miał w sobie to coś co sprawiało, że miałam motylki w brzuchu 

9: Death inspires me, Like a dog inspires a rabbit,

*1849*
Damon szedł ze Stefanem za rękę przez ulice starego Mystic Falls szukając swojej matki ,która udała się na zakupy
-Będę mógł pobawić się z Kath?
-Ja Tobie nie wystarczam ?-zapytał ukrywając smutek Damon
-Nie lubisz jej-młodszy Salvatore spojrzał na brata swoimi zielonymi oczami
-A jak myślisz braciszku?
-Dlaczego?...jest fajna
-Nie, nie jest fajna
-Nawet z nią nie gadasz
-Daj spokój Stefan
-...Nie mogę się z nią bawić ?
-Lepiej nie
-Powiedz mi, co jest z nią nie tak?
-Dziewczyna z łukiem biegająca po drzewach...zastanów się. To dziewczynie nie przystoi
-Jest inna Co w tym złego?...Ty ciągle pomagasz mamie w robótkach ręcznych. Chłopcy w Twoim wieku bawią się drewnianymi mieczami
-To nie to samo Stefan
-...Dlaczego ?
-Bo ja tak mówię. Nie baw się z nią, proszę
-Nie! Nie masz nawet dobrych argumentów!
-Błagam Cię ,Stefan. Posłuchaj się mnie choć raz.
-...Dobrze- poszli dalej między stoiskami z warzywami. Damon zadowolony z siebie szedł pewnym krokiem ,szczęśliwy ,że ma taką władzę nad młodszym bratem. Ich matka stała z mamą Katherine ,która widząc Stefana pobiegła w jego stronę. Stefan był od niej tylko trochę niższy mimo dwóch lat różnicy.
-Witaj Stefanie , Damonie -powiedziała stojąc przed nimi w błękitnej sukieneczce która podkreślała jej kolor oczu. Kręcone włosy opadały jej na ramiona ,a czarne i gęste rzęsy otaczały jej oczy w kształcie migdałków-Spotykamy się dziś ?
-Nie mogę-uśmiech dziewczynki zaczął powoli znikać
-Dobrze...to może jutro będziesz miał czas?
-Nie mogę
-Wyjeżdżasz gdzieś?
-Nie...mój brat zabronił mi się z Tobą spotykać-powiedział szczerze Stefan na co Damonowi zrobiło się trochę niedobrze.
-...dobrze
-Mówi ,że  jesteś dziwna-ciągnął dalej maluch przez co dziewczynka spuściła wzrok
-Dobrze ,żegnaj-odwróciła się idąc z powrotem do mamy z którą po chwili poszła w przeciwną stronę
-Chodź-powiedział starszy brat-kupię Ci coś na pocieszenie
***
Stefan siedział na kanapie patrząc na swój drewniany jacht. Został sam z Damonem podczas gdy ich rodzice załatwiali swoje interesy poza miastem
-Stefan wyjdź na dwór-powiedział starszy Salvatore trzymając ksiązkę
-Po co ?
-Bo jest ładna pogoda ,a ty zwykle tak robisz gdy dostajesz coś nowego...chyba ,że ci się nie podoba
-Podoba...tylko ,że wychodziłem na dwór bo miałem do kogo-na dźwięk tych słów niania, siedząca na fotelu spojrzała na Stefana ze smutkiem
-Zawsze możesz sobie znaleźć nowych przyjaciół
-...dobrze-Stefan podniósł się niechętnie ,a po jakimś czasie przemierzał las w ,którym bawił się ze swoją niedawno utraconą przyjaciółką. Gdy był już wystarczając daleko od domu przykucnął przy powalonym drzewie udając ,że jego statek unosi się wśród fal
-No proszę ,proszę-usłyszał za sobą głos. Stał tam chłopak w brudnawych ubraniach ze swoją grupką. Pochodzili oni z biednych rodzic co dawało im pretekst do znęcania się nad Stefanem ,którego sytuacja majątkowa wyglądała znacznie lepiej-a gdzie twoja mała poczwara ?
-...-spuścił głowę słysząc sposób w jaki wyrażali się o Kath. Zwykle pomagali sobie w takich sytuacjach ,które nie były niczym nowym
-Postanowiła ,nareszcie zająć się lalkami? Widzę ,że ty również masz coś nowego-wyciągnął rękę po zabawkę- Na prawdę chcesz przez to przechodzić?
-...-Stefan nie reagował na jego słowa ,a chwilę później był już okładany pięściami.Z nosa zaczęła lecieć mu krew ,a on znosił swoje cierpienie w ciszy do czasu gdy niedaleko usłyszeli szczekanie
Kath stała tam razem z owczarkiem niemieckim szczerzącym kły na napastników. Chwilę później pies rzucił się w stronę chłopców płosząc ich i przy tym dając Kath szansę do podejścia do Stefana.
-Wszystko dobrz?-zapytała podając mu dłoń, którą on odepchnął
-Miałem się z tobą nie spotykać-krzyknął płacząc, Wstał biegnąc do domu w ,którym był jakiś czas później. Damon podbiegł do szlochającego pięciolatka
-Co się stało ?-spytał starając się zachować zimną krew
-...nienawidzę Cię-wydobył z siebie
-Słucham?
-...Nie...nienawidzę Cię
-Dlaczego ?
-...-postanowił jak zwykle przemilczeć fakt o szantażu- nie chcę łódki...chcę się bawić z Katherine
-Wiesz ,że to nie jest przyjaciółka dla Ciebie
-A może ty nie jesteś bratem dla mnie?
-Rodziny się nie wybiera, Stefan
-...-chłopiec chciał uciec do swojego pokoju lecz szybko został złapany za rękaw
-Ej nie widzisz ,że ona nas od siebie odsuwa? Powiedz mi co się stało?
Stefan odwrócił się do brata spuszczając głowę
-nie
-Katherine Ci to zrobiła?
-Nie!

8:Faith is to be awake

Kath:
Zaczęliśmy iść przez las. Stefan dotrzymywał mi kroku. Szukaliśmy Chrisa ,który powinien być z nami już od 20 minut.
-Dzwoniłeś do niego?-zapytałam
-Tak...gdzie on jest do cholery ?-powiedział do siebie
-Okay znajdzie się-powiedziałam-teraz nurtuje mnie coś innego...dlaczego się poddajemy ?
-Ehhh...mój brat powiedział ,że jeśli tego nie przerwę to naszej trójce stanie się krzywda
-Więc to przerwij ,ale ja przywrócę to do życia bez Ciebie, czy z Tobą. Bo nie będę dawała się zastraszać ,z całym szacunkiem , temu idiocie

-Kath, proszę-westchnął
-"Z całym szacunkiem"-powiedziałam wykonując gest palcami symbolizujący cudzysłów. Stefan spojrzał na mnie z żalem
-Daj spokój, proszę. Też myślałem ,że uda nam się ją zabić
-Przez nią zginie jeszcze więcej ludzi...przykro mi ,ale nie mogę się poddać choćby ze względu ,że jest to moja praca. I tak mam nadzieję ,że zmądrzejesz...od kiedy stałeś się taki sztywny?-wyprostował się wyszukując czegoś pomiędzy drzewami
-On nas śledzi-powiedział szeptem
-On nas co?-odparłam gdy z drzewa zeskoczył starszy Salvatore
-Oj braciszku-powiedział powoli podchodząc w naszą stronę- po prostu nie mogłem wytrzymać i muszę się zapytać ,dlaczego pomaga ci tak słaba osóbka jak ona-uderzył mnie w brzuch ,aby udowodnić ,że zwyczajnie nie nadaję się do walki. Wszystko podeszło mi do gardła. Ukucnęłam na trawie łapiąc się za uderzone miejsce i chowając głowę między kolana-popatrz tylko na nią-ukucnął obok mnie nadal patrząc na młodszego braciszka ,co mogłam zobaczyć kątem oka. Stefan nie zadawał sobie trudu ,aby chociaż udawać, że ma coś do powiedzenia-Katherine mogłabyś powiedzieć co teraz robisz ?
-Regeneruję manę cieciu-odpowiedziałam sarkazmem na sarkazm
-...-złapał mnie za włosy zmuszając do spojrzenia w jego stronę
-Takie rzeczy może dopiero po trzeciej randce?-odparłam i w tym samym momencie Chris przyłożył kuszę do jego pleców
-Łapki przy sobie-powiedział unosząc jeden kącik ust w tryumfalnym uśmiechu-ona jest moja
-Twoja?-zaśmiał się patrząc na chłopaka przez ramię
-Zazdrościsz?Puść ją
-Bo co mi zrobisz? Postrzelisz ?
-Całkiem zgrabnie to zgadł- powiedział łowca do Stefna z widocznym rozbawieniem.Ja również nie mogłam powstrzymać uśmiechy na którego widok Damon uniósł brew patrząc w moją stronę
-Szach mat szmato-warknęłam unosząc kącik ust w takim samym uśmiechu jak mój chłopak.Wampir westchnął po czym spojrzał na Chrisa
-Niech wam będzie-puścił mnie nie dbale ,a ja wstałam otrzepując moje czarne rurki z trawy. Odchrząknęłam wyjmując swoją broń spod dżinsowej koszuli. Tak na wypadek jakby kusza nie wystarczyła
-Ręce za głowę-powiedział Chris
-A Ty co ?Policja?
-Zabawniej...łowca
-Myślałem ,że powiesz "twój najgorszy koszmar"
-Nie, ona nim jest-Chris wskazał na mnie ruchem głowy ,a ja uśmiechnęłam się przychylając głowę na bok.  Damon wykonał rozkaz-Dobry chłopiec
-Co z nim robimy?-zapytałam-Stefan?
-...Zostawcie go-powiedział ,a ja opuściłam broń z bezsilności patrząc na młodszego wampira z otworzoną buzią i wyrazem twarzy ,który domagał się wyjaśnień
-Dlaczego ?-zapytał równie zdziwiony Damon
-Bo Pierce i tak Cię wykończy-odparł Stefan ,a my schowaliśmy broń. Starszy brat wstał uśmiechając się z wyższością co sprawiło mi niemal fizyczny ból. Odwróciłam się odchodząc gdy Damon znów pojawił się przede mną
-Też jesteś łowcą?-zapytał mnie wampir o czarnych włosach poprawiając rękawy swojej czarnej koszuli
-Taa...tego się trzymajmy-powiedziałam obojętnie ,a on uśmiechnął się szerzej
-Bo widzę ,że boli Cię ,że nie możesz mi przylać...a poza tym lubię wygrywać
-Zejdź mi z oczu
-Nie
-Chodź-Chris złapał mnie za rękę ciągnąc za sobą
-Trzymaj ją zanim kogoś zarazi wścieklizną-parsknął starszy Salvatore ,a ja zatrzymałam się z uśmiechem ponownie odwracając się do Damona
-Wiesz co o Tobie mówią złotko?
-Co?
-Że z Ciebie kawał ch*ja....ale sądzę ,że to nie prawda
-Dlaczego?-zrobił zdziwioną minę
-Bo z Ciebie jest cały ch*j
-Jak chcesz zobaczyć mojego ch*ja to chodź ze mną-zaśmiał się
-A co chcesz mnie przedstawić swojemu chłopakowi ?
-Nie śmieszne
-Dostosowuję moje teksty do twojego poziomu
-Kath...ciii-powiedział Chris delikatnie ciągnąc mnie za rękaw-Kath , zostaw zostaw
-Nie jestem psem-warknęłam nie spuszczając oczu z wampira
-Posłuchaj się go słonko
-Uwierz mi chciałabym być słonkiem, mogłabym trzymać się 149 600 000 kilometrów od Ciebie
-Jeszcze zmienisz zdanie-zaśmiał się puszczając mi oczko
-Czy ty przypadkiem nie masz dziewczyny?-powiedziałam zatrzymując ręką Chrisa ,który chciał rzucić się na Damona
-...
-Chyba ,że wreszcie zrozumiałeś ,że nikomu na Tobie nie zależy-dodałam
-Tak uważasz?
-Nie...ja jestem tego pewna

7:You'll never know the psychopath sitting next to you

***3 Września 15:00***
Siedziałam na lekcji historii.Uderzałam długopisem o ławkę jakbym wystukiwała bicie swojego serca. Byłam usadzona w środkowym rzędzie przesunięta trochę bardziej w stronę okna gdzie z pewnością były ciekawsze widoki niż na lekcji. Przyglądałam się tej nowej. Siedziała w sąsiednim rzędzie ławkę za mną. Odwróciła głowę do tyłu czując jak szturcha ją Josh. Klasowy podrywacz,który siedział za nią. Odwróciłam się w stronę okna.Nie uwierzycie co za nim zobaczyłam....a raczej kogo. Ashtona wpatrującego się w okno od klasy.
Opierał się na masce czarnego ,świeżo umytego, BMW.
-No nieźle-mruknęłam pod nosem zestresowana czując ,jak moje mięśnie się napinają. Schyliłam się do torby po czym wyjęłam skórzany portfel, przejeżdżając palcem po jego gładkiej strukturze.Poczułam na sobie gorący pot i chęć wyskoczenia przez drzwi oraz ucieczki co najmniej do Azji. Wzdrygnęłam się na dźwięk dzwonka ,który wyrwał mnie z przemyśleń. Zabrałam rzeczy i poszłam w stronę wyjścia. Była to moja ostatnia lekcja. Wyszłam przed szkołę wzrok wilkołaka skupił się na mnie. Przełknęłam głośno ślinę podchodząc do niego.
-Co tu robisz?-spytałam trochę ostro. Niby wiedziałam o co mu chodzi ,ale nie mogłam się powstrzymać od zadania tego pytania.
-Masz coś czego potrzebuję 
-Niech zgadnę-powiedziałam złośliwie co było spowodowane moim stresem po czym wyjęłam jego własność-To?
Za ramieniem chłopaka można było zobaczyć przechodzące dziewczyny ze szkoły ,które niemal pożerały go wzrokiem ,a raczej rozbierały i to nie w ten spokojny sposób w stylu grzecznych dziewczynek. Niemal widziałam jak w ich głowach wyświetlają się indywidualne scenki w ,których rozszarpują jego ubrania zębami.
-Tak- chciał mi go zabrać lecz ja wzięłam rękę do tyłu uniemożliwiając mu przejęcie portfela-W co ty pogrywasz?
-Coś za coś mój drogi-uśmiechnęłam się
-Hah-zaśmiał się krótko wkładając ręce do kieszeni i rozbawionym wzrokiem patrząc mi w oczy-nie pocałuję Cię
-A kto mówi o całowaniu ?
-Więc o czym tka dziewczynka jak ty może marzyć ?
-Odpowiesz mi na dwie rzeczy. Szczerze. Pierwsza. Co robiłeś wtedy w lesie. Druga czy zostawiłeś ten portfel specjalnie ?
-Na pierwsze pytanie już znasz odpowiedź
-Nie odpowiem na te pytania
-Mów bo nie dostaniesz portfela panie Smith-powiedziałam czekając ,aż odpowie chociaż na pierwsze pytanie
-Sądzę ,że to dostanę-podszedł do mnie na tyle blisko ,że moja głowa musiała być uniesiona ,abym mogła utrzymać kontakt wzrokowy
-Ah tak? Wiesz, jeden czar i go nigdy nie zobaczysz-uniosłam brew z uśmiechem
-Jedna pełnia i nigdy nie zobaczysz mamy-odwzajemnił gest mrużąc oczy w złośliwym i pełnym tryumfu uśmiechu
-I tak się nie przejmie moją śmiercią-wzruszyłam ramionami
-A kto powiedział o twojej?-przechylił głowę na bok
-Nie wiesz jak wygląda moja mama
-Po pierwsze mogę wyczuć ją po zapachu, a po drugie byłem u ciebie i wiem jak ona wygląda
-...Byłeś w moim pokoju....tylko-wycedziłam przez zęby
-I dziś rano przed domem z ,którego wyszła twoja mama ,ale-powiedział naciskając na ostatnie słowo-jeśli Cię to pocieszy mogę się też zająć twoim ojcem
-Co robiłeś pod moim domem?-krzyknęłam przez co skupiłam na sobie większość spojrzeń
-Cichuuutkoo-nachylił się bardziej po czym szepnął-śledziłem Cię
-Ale czemu ?-znów krzyknęłam ,a on przewrócił oczami-Jakim prawem?!
-Takim-odparł już zirytowany- ,że masz mój portfel ,a ja dobre argumenty dla których powinnaś mi go oddać
Rzuciłam w niego portfelem ,który złapał z lekkim zdziwieniem
-Masz i daj mi spokój!!!-wrzasnęłam i odeszłam idąc w stronę domu
-Liss-powiedział za mną gdy byłam jeszcze przed szkołą.Odwróciłam się w jego stronę na pięcie- Uważaj na siebie-mrugnął- nastolatki w tych czasach są bardziej głośne niż powinny
-Wal się!-odpyskowałam idąc dalej i analizując przebieg sytuacji 

6: But let's be honest (part.2)

Siedziałam przy biórku przewracając szybko kartki książki .On nadal siedział na łóżku pochylony w moją stronę
-Od kiedy tu mieszkasz?-zapytał z lekkim uśmiechem
-Hmmmm....Od 3 roku życia w mieście...a w tym domu...właściwie nie wiem
-Intrygujące....jakieś specjalne zainteresowania?
-Na przykład ?
-nie wiem...wyglądasz mi na osobę ,która lubi pluć na szczeniaczki
-Nie...nie mam żadnych ...a ty ? Oprócz walenia sobie w damskiej toalecie ?
-Nie tylko to -uśmiechnął się złośliwie- do jakiego liceum chodzisz ?
-Nie powinnam ci mówić...nie znam Cię
-Możemy się poznać-poruszył brwiami
-I co będziesz mnie nachodził ?
-Nie mów ,że Ci się to nie podoba
-Nie wiem...a jak twoja rana?-spojrzałam w miejsce w którym kiedyś była , teraz nie było po niej śladu
-Jaka rana?
-Wczoraj miałeś głęboką ranę  na....
-Wydawało Ci się-przerwał mi
-Nic mi się nie wydawało-wstałam-Czym ty jesteś ?!
-Wytworem twojej wyobraźni i twoim największym pragnieniem
-MÓW CZYM TY JESTEŚ!!
-Cicho nie drzyj się
-Czym ty jesteś?- powiedziałam siadając z powrotem na krześle od biurka
-...
-Ash! Mów. Czym jesteś!
-Nie znam Cię na tyle dobrze skarbie
-Czyli czymś jesteś- powiedziałam siadając na krześle od biurka. Oparłam brodę o oparcie patrząc na chłopaka ,a raczej przeszywając go wzrokiem
-Czymś ,Kimś...nie ważne, ale jeśli podejrzewasz ,że nie jestem człowiekiem to znaczy ,dlaczego się nie boisz/
-A czemu miała bym  być? Wiem o wampirach, wilkołakach i czarownicach
-Nie wyglądasz na osobę ,która miała by o tym pojęcie
-Hah-pokręciłam głową-Może sama czymś jestem
-Uuuu ,powiesz?
-Jak Ty powiesz
-Na trzy ?
-Okay
-raz.....dwa.....3...wilkołak
-Fajnie wiedzieć-zaśmiałam się ucieszona faktem ,że udało mi się go wrobić
-Podła jędza-warknął
-Jestem czarownicą
-...Serio?
-Tak
-..."Fajnie wiedzieć"-przedrzeźnił mnie, a ja zaśmiałam się cicho
-Czemu się mnie uczepiłeś?
-Bo mnie nakryłaś
-Na czym?
-Na zabijaniu-powiedział jakby to było dla niego normą. Zatkało mnie. Nie przypominam sobie bym widziała tam jakieś ciało
-Idź już-powiedziałam tłumiąc uczucie spiętych mięśni. Otworzyłam drzwi balkonowe
-Oj słonko...żarcik na przełamanie lodów
-Nie kręcą mnie takie żarty-warknęłam
-To dobrze bo nie miał nim być-zaśmiał się
-Idź-zmieniłam ton na groźniejszy-Już
-Masz uroczy ton głosu kiedy udajesz niebezpieczną
-Idź-przełknęłam głośno ślinę ,a chłopak wyszedł odwracając się do mnie na poręczy
-Do zobaczenia-zeskoczył na trawę. Zamknęłam szklane drzwi wracając do łóżka. Kiedy moje ciało dotknęło miękkiego materaca poczułam na nim coś jeszcze.Zostawił portfel. Zaczęłam przeglądać jego dokumenty. Jedyne co znalazłam to jego dowód ,jakiś rachunek ,chyba za mieszkanie i inne tego typu bzdety .Nic ciekawego. Zamknęłam go i położyłam na szafce nocnej. Ciekawe kiedy się skapnie

5: But let's be honest

Lissa:
**23:30**
*5 września*
Leżałam w łóżku patrząc w sufit. Obok mnie leżałam moja książka i ulubiona kawa z pianką. To była moja chwila relaksu po ciężkim dniu w szkole. Zaczęłam myśleć o nowej uczennicy. Jak ona miała ?Kath? Mniejsza. Była dziwna ,zamyślona, nie obecna. Tak jak ja ,ale ona była nieobecna w niepokojąco dziwny sposób. Siedzę z nią na matmie. Coś uderzyło o mój balkon 
Odruchowo się podniosłam patrząc w stronę szklanych drzwi zasłoniętych przez zasłony. Przewróciłam oczami i pewnie podeszłam do drzwi balkonowych otwierając je. Tam zobaczyłam coś, a raczej kogoś, kogo się nie spodziewałąm. Faceta z wczoraj. Tego poszarpanego kolesia stojącego w lesie. Bez ran wyglądał lepiej
-Co tu robisz ?-zdziwiłam się unosząc brew. Byłam sama w domu więc nie musiałam dbać o to jak głośno mówię
-A na co to wygląda ?-zapytał naśladując moją minę
-Na włamanie
-Ładny pokój by the way-powiedział nadal opierając się o barierkę
Patrzyłam na niego zdziwiona. Po co tu przyszedł? I skąd ma mój adres. Śledził mnie. Na bank
-...Dziękuję ?
-Mógłbym wejść?-uśmiechnął się uroczo pokazując swoje zęby. Nastała głucha cisz. Zaczęłam zastanawiać się czy dobrym pomysłem byłoby wpuszczenie go i co mógłby wtedy zrobić. Otrząsnęłam się. Dam sobie radę. Kim on niby może być? Zacznę się martwić gdy okaże się ,że umie czarować.
-Jasne-otworzyłam szerzej drzwi wpuszczając go do środka. Chłopak uśmiechnął się szerzej wchodząc. Walczyłam z "wrotami" przez ,które przed chwilą przeszedł chłopak-ale gdy zjawią się moi rodzice musisz uciekać
-Oczywiście
-A więc...-odwróciłam się zwyciężając z drzwiami ,a chłopak już dawno był na moim łóżku-...nie za wygodnie ci ?-skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej
-Nie narzekam-przewróciłam oczami udając zirytowaną
-Co tu robisz ....ymmmm?
-Ashton, a Ty Lissa jak mniemam ?
-No co ty nie powiesz ?-znów uniosłam brew-Przecież wiem jak się nazywam
-A więc jesteśmy dla siebie nie mili ,okay.
-Gratulacje...może zdradzisz mi swoje nazwisko ?
-Nie...po co tu przylazłeś ?
-Miałem nadzieję ,że lepiej się poznamy...ale chyba nie chcę cię poznawać...-uśmiechnął się sztucznie
-Racja...ja też nie chcę poznawać gościa z lasu ,który zachowuje się jak cham
-Tylko dlatego ,że Ty też jesteś nie miła...ale może masz rację...a skoro masz rację to po co wpuściłaś mnie do domu?-pochylił się do przodu opierając łokcie na kolanach
-By nie zniżać się do Twojego poziomu
-Skoro nie chcesz się zniżać do mojego poziomu to podaj mi swoje nazwisko...albo sam się dowiem-wziął zeszyt ,który leżał na stoliku nocnym
-NIE!- rzuciłam się na niego wyrywając mu go z ręki co spowodowało banan na jego twarzy
-Musisz mieć okropne nazwisko skoro się tak go wstydzisz
-Więc może ty zdradzisz mi swoje ?
-Po co ?
-Po to po co ty chciałeś moje
-Okay
-Słucham uważnie-przewróciłam oczami
-Smith
-WOW...skoro już wymyślasz nazwiska mógłbyś się bardziej postarać
-Nie...nie wymyśliłem, ale cieszę się ,że ci się podoba
-Co ty dajesz?
-Daję ci do informacji ,że jestem Ashton Smith. Chcesz dowód?
-Oczywiście-wyjął portfel z wewnętrznej kieszeni kurtki i podał mi go. Były tam wszystkie jego dane. Nie kłamał
-Oj nie zachwycaj się tak
-Z tym nazwiskiem masz prz*jebane do końca życia
-Niby dlaczego ?-spytał zabierając mi "dowód"
-Spokojnie to tylko moje zdanie...po prostu to strasznie powszechne nazwisko
-To podaj mi swoje
-Nie
-Ej to nie fair
-Po co ci ?
-Możemy się poznać...mimo pozorów i twojego paskudnego charakteru lubię poznawać nowych ludzi
-Ehhhh...Ansel
-Jak?
-Ansel
-Lissa...Ansel-powtórzył analizując każde słowo
-Aż tak trudne?-spytałąm ze śmiechem
-Jak diabli-zaśmiał się ,a ja odwzajemniłam gest
-Mhm...
-Ansel
-Długo będziesz to powtarzać?
-Poczeeekaaaj...Ansel....już skończyłem
-Okay...co chcesz jeszcze wiedzieć?-usiadłam na fotelu podkulając nogi pod brodę
-Wszystko-uśmiechnął się
-Książkę o mnie piszesz ?
-Jeśli mogę
-Nie...nie możesz
-Więc piszę pamiętnik
-Zadaj pytanie może odpowiem
-Ile masz lat?
-Niedługo 19 ,a ty ?
-21,,,
-Staruch z Ciebie
-A z Ciebie smarkula-zaśmiał się
-Dzięki- wysyczałam
-Przyjemność po mojej stronie-odparł ,a ja wstałam wzdychając
-Dawaj kolejne
-Jakieś rodzeństwo ?
-...Miałam mieć...trzy lata temu....ale mama poroniła...a ty masz?
-Nie...a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo
-Mhm-uśmiechnęłam się lekko

4: But your joy ride just came down in flames

Damon:
*3 września 2015*
-A ty musisz być Katherine-kontynuowałem rozmowę z tajemniczą dziewczyną-Hm...Katherine...nie źle 
-Jeszcze
-Masz imię zupełnie jak moja dziewczyna ,którą chcesz zabić
-Stefan coś o mnie mówił?
-Nie musiał...to jak? Wpadniesz ?
-Po co ?
-Zobaczysz
-Hm...Chyba nie skorzystam
-Nie pożałujesz
-Ja nie
-A co to ma znaczyć ?
-Że ty możesz...
-Niby dlaczego ?
-Nic nie powiem do puki nie zdradzisz mi o co chodzi kotek
-Musimy wytłumaczyć sobie kilka rzeczy
-Więc zrób to przez telefon
-Nie lubię załatwiać takich spraw przez
telefon...czego się boisz ?
-...Będę po 15
-Nie pożałujesz
Oddałem telefon ,który patrzył na mnie zły i wystraszony
-Kath-powiedział do dziewczyny
-Wiem wiem...nie powinnam, ale wiesz ,że i tak by się kiedyś dowiedział...non stop krąży wokół Pierce...spotkanie było nieuniknione...
-Racja-ja sam wyjąłem telefon pisząc do mojego kolegi
***
Siedziałem zadowolony pijąc burbon w fotelu i patrząc jak mój braciszek chodzi podenerwowany raz w lewo raz w prawo. Katherine spóźniała się już 15 minut
-Damon-jęknął-co jej zrobiłeś ?
-Nie płacz...nic jej nie zrobiłem
-Powinna tu już być
-Może są korki-powiedziałem sarkastycznie zadowolony ,że mój stary dobry kumpel znów pomógł mi pozbyć się natarczywego problemu. Mój świetny humor został pogrzebany żywcem gdy usłyszałem silnik motoru i poczułem świeży owocowy szampon o zapachu słodkich brzoskwiń zmieszanych z orzeźwiającym mango. Zaciągnąłem się chłonąc ten piękny zapach gdy po chwili dotarła do mnie pewna informacja. "Nie możliwe żeby tu dotarła" warknąłem w duchu zrywając się z kanapy zanim Stefan zdążył się zorientować ,że nasz gość dotarł. Udałem się do drzwi otwierając je na oścież i opierając się o ich framugę z zaplecionymi rękami

                                                        


      ~Soundtrack for this moment [klik]~

"Nie możliwe żeby tu dotarła" warknąłem w duchu zrywając się z kanapy zanim Stefan zdążył się zorientować ,że nasz gość dotarł. Wyobrażałem sobie grzeczną dziewczynkę ubraną na jakiś jasny kolor ,który odzwierciedlał by jej duszę grzecznej ,poprawnej dziewczynki ,która ma na celu ochronę innych tak jak mój nieszczęsny braciszek. Westchnąłem. Pewnie mój znajomy jej nie znalazł ,albo pomylił dziewczyny. Udałem się do drzwi otwierając je na oścież i opierając się o ich framugę z zaplecionymi rękami . Dziewczyna wyłączyła silnik po czym wstała z siedzenia prostując swoje długie zgrabne nogi na czarnych szpilkach. Była odwrócona do mnie tyłem ubrana w czarną skórę ,rurki tego samego koloru . Miała też białą zwiewną bluzkę z dekoltem w kształcie litery V odsłaniający jej jędrny biust. Zdjęła kask rozczesując palcami włosy i odwróciła się w moją stronę. Przełknąłem ślinę. To nie możliwe ,aby to była ona. Przestałem się uśmiechać gdy dziewczyna stała przede mną ,a ja miałem pewność ,że to Katherine. Jak mogłem jej nie poznać ? Właściwie dorosłą widziałem ją raz ,w rozbitym powozie i może z kilka razy idąc przez miasto. Może nie wie ,że to ja nasłałem na nią zabójców.
-Coś nie tak?-zapytała przekrzywiając głowę z lekkim drwiącym uśmiechem
-Nie, nic-powiedziałem siląc się na uśmiech patrząc w jej niebieskie oczy
-Dawno się nie widzieliśmy
-Tsaaa-powiedziałem olewająco i już miałem wejść do domu gdy ona złapała mnie za nadgarstek ciągnąc do siebie po czym przyparła mnie do framugi drzwi przyciskając i do szyi rękę
-Jeśli jeszcze chcesz kogoś wynająć aby mnie zabił...wynajmij kogoś kto się na tym zna.Zmierzyłem ją wzrokiem.
-Słonko ,aż muszę wiedzieć...czym ty właściwie jesteś ?Łowcą?
-Teraz? Nikim ważnym ...ale jeszcze jeden taki incydent ,a twoja kochana Pierce i Ty skończycie jak przyjaciel, któremu kazałeś  mnie zabić ,czaisz...słonko?
-...-przemilczałem odpowiedź ,a ona weszła do środka

3: I'm out of her league

Damon:
*3 września 2015*
Stałem za rogiem pokoju mojego braciszka podsłuchując jego rozmowę z dziewczyną, która zamieniła Pierce w człowieka
-Gdzie jesteś?-zapytał szepcząc trochę zdenerwowany
-W szkole...w walonej szkole do której zapisałam się aby dopaść waloną Pierce...-usłyszałem głos w słuchawce
-Dajmy jej spokój
-....słucham?-zapytała przekonana ,że nie dosłyszała.
-Dajmy jej spokój-powtórzył głośniej
-Żartujesz...prawie ją wykończyliśmy
-Nie Kath...nie żartuję
-Daj mi jeden dobry powód
-Jeżeli ona zginie...nasza trójka też
-...To dobry powód...kto ustanowił tą zasadę ?
-Nie wnikaj w szczegóły...odpuść...
-Stefan...nie pogrywaj ze mną
-Przyjadę po Ciebie. O której kończysz?
-Nie musisz...po prostu chcę wiedzieć co się dzieje-wzdycha zrezygnowana dziewczyna-wiesz ,że damy radę...za to wszystko co zrobiła Grace...jest silna..ma więcej doświadczenia...
-Wiem ,że dałabyś radę...ale bez ofiar by się nie udało...
-Wiem...ch*lera muszę zabić tą s*kę...choćby na własną rękę-W tym momencie zirytowany wyciągnąłem telefon pisząc do znajomego który walczył ze mną w czasie wojny i walczy do dziś tym razem u boku Pierce
"Musimy pozbyć się dziewczyny, która poluje na Katherine"
-Dogi braciszku-przerwałem mu rozmowę podchodząc w jego stronę-Zaproś ją...wytłumaczymy sobie kilka spraw-powiedziałem mając pewność ,że gdy tylko dotrze na parking zgarnie ją mój sojusznik.
-Nie
-Oj daj spokój...będziesz obok...chyba ,że masz coś do ukrycia
-Pi*prz się-wyrwałem mu telefon
-Stefan...Stefan?-zapytała dziwczyna
-Nie tym razem słonko. Mój braciszek nie wiedział jak Cię do nas zaprosić więc muszę wziąć sprawy w swoje ręce
-Wybacz nie uczęszczam do burdeli
-Burdeli ?
-Tak, Stefan mówił ,że od kiedy u niego mieszkasz macie tam więcej dziwek niż jesteś w stanie zaliczyć
-Brakuje tylko ciebie
-Sądzę ,że ty nadrabiasz moją nieobecność i wyjątkowo zabawiasz waszych znajomych
-Śmieszne-przewróciłem oczami
-Dziwne nie staram się ...Jak sądzę mam przyjemność z Damonem
-Stefan o mnie opowiadał ?
-Można tak powiedzieć
*1849*
5 letni Stefan bawił się ze swoją starszą o 2 lata koleżanką podczas gdy Damon szedł koło swojej mamy, która pochłonięta była rozmową z panią Herondale. Czarnowłosy chłopak lubił udawać się z nią na długie spacery i słuchać ich ciekawych rozmów podczas gdy jego braciszek ,mała Katherine Herondale i jej starszy ,w wieku Damona, brat zajmowali się sobą uważając Damona za nudnego. Biegali między drzewami walcząc kijkami. Oczywiście nie kończyło się to bez ran , zadrapań i siniaków ,które motywowały dzieci do jeszcze bardziej zaciętej walki.
-Damonie-zwróciła mu uwagę mam-Nie chcesz się pobawić ze swoim braciszkiem ?
Chłopiec spojrzał na mamę błagalnie. Pani Herondale przykucnęła przy nim zmartwiona wyrazem jego twarzy
-Wszystko dobrze kochanie? Możesz nam powiedzieć-pogłaskała go po policzku zatroskana
Chłopiec z lekkim uśmiechem delikatnie pokręcił głową 

2: I think I'm gonna lose my mind

Lissa:
*22:30*
*2 wrzesień 2015*
Leżałam w swoim łóżku zagapiona w sufit. Nie mogłam spać już od tygodnia. Nie wiem co się ze mną dzieje. Próbuję zamknąć oczy ,a wtedy las zaczyna wydawać z siebie makabryczne dźwięki. To powód mojej bezsenności...hałas.
Mieszkam przy lesie na obrzeżach miast. Moja mama nie lubi pędu życia i hałasu miast.Jedzie tam tylko ze względu na spotkania lub zakupy. Taaa moi rodzice nie należą do najnormalniejszych. Podciągnęłam się z łóżka zakładając szlafrok i wychodząc na balkon z ,którego miałam widok na las. Tylko las. Głosy ucichły. Plusem mieszkania w takim miejscu było świeże powietrze i widoki.
Oparłam łokcie o barierkę.  Głosy znów zaczęły rozchodzić się po lesie. Wsłuchałam się w nie. Sowa. Inne zwierzęta. Wiele różnych dźwięków ,które ku mojemu zdziwieniu przerwał krzyk. Moje serce zaczęło bić szybciej ze strachu. Postanowiłam ubrać się i sprawdzić co się dzieje. Szybko ubrałam się w czarny komplet i zakradłam się do lasu. Omijałam drzewa ,które zdawały się nade mną nachylać. Nie powinnam była wychodzić ,a przynajmniej bez broni. Ostatnio mówi się tu o atakach zwierząt. Trudno. Zawsze mogę się obronić mocą jak na czarownicę przystało. Rozglądałam się na każdą możliwą stronę gdy z prawej zobaczyłam jasne światło. Postanowiłam udać się w jego stronę. Szłam powoli w tamtym kierunku zauważyłam ,że blask się oddala. Podbiegłam trochę do przodu kiedy byłam już blisko zobaczyłam czarną postać. Zaczęłam ciężej oddychać. Starałam się cicho podejść do tej osoby lecz ona zauważyła mnie odwracając się gwałtownie. Zacisnęła pięści po czym podniosła wzrok. Był to mężczyzna o czarnych włosach. Był starszy ode mnie. Uśmiechnął się obnażając białe proste zęby. Więcej nie mogłam zobaczyć przez latarkę świecącą mi w oczy
-Witaj-powiedział patrząc mi w oczy. Jego głos był spokojny
-....Witam-niepewnie spojrzałam w jego stronę
-Nie powinnaś tu chodzić o tak późnej porze...prawda?
-Sądzę ,że to moja sprawa o której chodzę po lesie.
-Masz absolutną rację
-Mógłbyś wyłączyć latarkę ?-opuścił ją i wtedy dostrzegłam jego czarne roztrzepane włosy, ciemne oczy i te cudowne kości policzkowe. Zauroczyłam się nim ,ale oprócz tych wymienionych przeze mnie rzeczy było coś jeszcze, poszarpana i poplamiona krwią koszulka- Co się panu stało ?
Spojrzał po dobie
-Sądzę ,że to moja sprawa co robię z moimi ubraniami.
-...racja-znalazłam kolejną ranę ,tym razem na jego ramieniu. Głęboką jakby ktoś wbił mu coś ostrego w ramię-Trzeba to opatrzyć
Spojrzałam mu w oczy.
-Zajmę się tym złotko
-Trzeba to opatrzyć, inaczej wda się zakażenie
-Zajmę się tym
-Ale...
-Nie twój interes- powiedział już trochę zirytowany
-Jak wolisz-Warknęłam odwracając się i idąc  przed siebie w głąb ciemnego lasu. Wszystkiemu towarzyszyło mi nie miłe uczucie obserwowania. Spojrzałam przez ramię w stronę gdzie stał mężczyzna. Nie było go. Przełknęłam głośno ślinę i ruszyłam dalej. Postanowiłam wrócić do domu. Tak szybko jak się dało. Jakiś czas później byłam już pod domem. Ostrożnie i powoli otworzyłam drzwi mając nadzieję ,że nikt nie zauważył mojej nieobecności. Na szczęście w domu było cicho. Wróciłam na górę przebierając się w piżamę  i kładąc się spać. Po całym tym zdarzeniu oczy same zaczęły mi się kleić ,a łóżko było najbezpieczniejszym miejscem na ziemi...aż do czasu gdy zadzwoni budzik. 

1: The beginning



Katherine:
*1 września 2015*

*17:24*
Siedzę na ostatniej lekcji.Tykanie zegarka odbija się echem w mojej głowie .Dokończyłam ostatnie zadanie testu, powoli kręcąc się na niewygodnym drewnianym krzesełku .Popisany kawałek papieru znalazł się na końcu ławki ,a mój wzrok spoczął na widoku boiska rozciągającego się zza oknem. Kolejne strugi deszczu spływały po zewnętrznej stronie szyby. Dziś jest idealny dzień ,żeby kogoś zabić .Dzwonek zadzwonił wyrywając z czytania równie zaspaną nauczycielkę ,która ruchem ręki kazała nam wyjść. Klasa wybiegła zostawiając szkołę prawie pustą .Nie mogłam teraz wyjść, miałam zadanie do wykonania

-Jeśli wszystko się uda nie będę musiała tego kontynuować-pomyślałam kierując się do łazienki .Lekcję są okropne. Zabierają niepotrzebnie czas na coś co nauczyłam się lata temu. Odwinęłam rękawy, przypinając sobie dwa wysuwane ostrza do nadgarstków. Miałam do czynienia z wampirem ,więc moja broń nie mogła być zmoczona w niczym innym niż werbena. Krzyk ofiary rozniósł się po korytarzu. Przewróciłam oczami szepcząc pod nosem "jeszcze chwilę" Zarzuciłam torbę na ramię biegnąc do źródła dźwięku, czyli biblioteki. Cicho wślizgnęłam się przez szparę w drzwiach ,przekradając się pomiędzy półkami ,gdy wreszcie je zobaczyłam . Dwie splątane postacie niedaleko mnie. Pierce i jej ofiara .To przykre gdy musisz poczekać ,aż osoba umrze żeby zabić jej oprawcę. Niestety. To siła wyższa. Nie jestem wampirem i nie mogę po wszystkim zahipnotyzować jej mówiąc "nic się nie stało. Byłaś trochę pijana, potłukłaś się ,a teraz idź do domu i zapomnij o wszystkim". Ona musi umrzeć. Chyba ,że Pierce będzie na tyle uczynna i zostawi dziewczynę przy życiu. Nie, to nie w jej stylu, zwłaszcza gdy jest w stanie zabić ślepo zakochanego w niej brata Stefana, tylko i wyłącznie dlatego ,że jej przeszkadza. Racja, Damon nie jest najlepszą osobą. Mówię to z mojego doświadczenia. Wiem ,że to on stoi za napaścią na mnie i na moją mamę w 1860… Stefan nie ma o tym pojęcia. Nie musi wiedzieć ,ta informacja jest mu nie potrzebna. Spojrzałam na drugie piętro biblioteki. Koło barierki, z kuszą w ręku ukrywał się Christian. Ciemny blondyn o szarych oczach .Łowca z ,którym mam przyjemność pracować oraz nazywać go swoim chłopakiem. Tak, on wie o naszym związku. Mrugnął do mnie ładując broń. Skinęłam głową w odpowiedzi ,a on wstrzelił prosto w ramię wampirzycy. Pierce upuściła ciało swojego "obiadu" łapiąc za promień i wyciągając strzałę z rany. Syknęła, a jej wzrok pewnie skupiłby się na chłopaku gdyby nie to ,że wyszłam zza pułki. Obnażyła kły a ja wysunęłam ostrza. Miała zamiar na mnie skoczyć o czym informowały mnie jej lekko ugięte kolana. Chris wystrzelił kolejne, zatrute strzały ,które wbiły się w jej plecy. Warknęła jeszcze raz, biegnąc w stronę wyjścia. Wampiry potraktowane werbeną nie były szybkie, jednak ona postarała się o to abym była jeszcze wolniejsza od niej rzucając we mnie książkami. Gdy była już koło drzwi ,skoczyłam w jej stronę i jedyne co mogłam zrobić to musnąć ją ręką po ramieniu zamieniając ją w człowieka .Była to jedna z dwóch sztuczek, które umiem. Teraz Pierce musi sobie poradzić jako człowiek, co nie robi wielkiej różnicy patrząc na to ,że Damon jest gotów oddać za nią życie. Stefan: *1 września 2015* *20:02* Chodziłem zdenerwowany po pokoju. Powinienem był jej pomóc. Kath znała się na rzeczy ,ale Pierce jest osobą przebiegłą. Mogła zabrać ze sobą kogoś jeszcze. Jakąś sforę wampirów gotową rozerwać Kath i Chrisa na strzępy.Nie wierzę ,że im na to pozwoliłem...i to wszystko dla Damona ,który jak zawsze musiał wpakować się w jakieś kłopoty. Był zakochany w Pierce. Mimo tych wszystkich walk które przeszliśmy przez całe nasz życie ,będę dbał o to ,żeby nic mu się nie stało ...nawet jeśli wymaga to zabicia Pierce.Telefon na mojej komodzie zaczął dzwonić wyświetlając nazwisko Herondale -Hej jak poszło ?-powiedziałem zdenerwowany -Zwiała -Coś się wam stało ? -Nam nic...ale udało mi się ją zamienić w człowieka...trzeba to oblać -Masz dziwny głos -Jestem śpiąca...uzupełnialiśmy paliwo w motorach ,jutro pewnie znów będziemy polować na Pierce i.. -Okay-przerwałem jej- idź spać...potrzebujesz tego -Dobranoc-rozłączyła się ,a ja niemal od razu zostałem podduszony przez Damona -Stefan-warknął przyciskając mnie do ściany -Pozwól mi wyjaśnić-warknąłem - Nie masz mi czego wyjaśniać...co zrobiłeś Pierce?! -Musiałem... -.kto ci pomaga ?!- otworzyłem szerzej oczy. Nie wiem jaka byłaby jego reakcja na wiadomość o Katherine Herondale ,która powinna już dawno być...martwa.-Umiem sobie sam poradzić...twoja koleżanka maczała w tym palce?-spojrzał na telefon ,który nadal ściskałem w pięści -Damon...Pierce jest niebezpieczna ...bardziej od ciebie -Sądzisz ,że jestem niebezpieczny? Poczekaj ,aż spotkam tego kto ją zmienił w człowieka -... -Odpuść sobie...ja też odpuszczę... -...okay

 

Prolog

Damon był zmuszony opuścić swoją rezydencję ,na jednym ze swoich ulubionych wierzchowców,tym samym zostawiając panienkę Pierce z jego młodszym bratem. Wszystko przez jego ojca ,który postanowił porządzić się jego życiem i  w jego imieniu oświadczyć się pewnej 18-nasto letniej Katherine Herondale. Nieważne ile razy wciskano Damonowi ,że panienka Herondale jest młodą ,światową i dojrzałą kobietą z dużym dobytkiem, on i tak postrzegał ją jako niedojrzałą ,głupiutką smarkulę. Nie znał jej.Nie musiał ,jego serce należało do innej Katherine. Niestety miłość jego życia była również obiektem westchnień jego braciszka.Zrobił dla niego tak wiele.Dlaczego on zawsze musi stawać na jego drodze ? Był ulubieńcem ojca . Może to właśnie dlatego on musi wychodzić za gówniarę ,a Stefan zgarnie mu sprzed nosa Kath. Mimo wszystko kochał brata i nie mógł go o nic obwiniać.
Zobaczył wóz przed nim otoczony przez grupkę ludzi ,których ciało pokrywało blizny. Damon założył maskę nakładając pelerynę. Kaptur zasłaniał mu jego czarne włosy. Zatrzymał się obok wynajętych przez niego morderców schodząc z konia. Drzwiczki były otworzone przez co w środku mógł zobaczyć dwie pozbawione życia postacie. O to właśnie mu chodziło. Ściągnął pierścionek z palca panience Herondale. Jej matka leżała o bok z głową przekrzywioną na bok. Obie zostały uduszone grubym sznurem. Przez chwilę Damonowi szkoda było tak młodych i pięknych dziewczyn. Lecz w końcu co mógł zrobić ? Kochał Pierce...a cel uświęca środki