4: But your joy ride just came down in flames

Damon:
*3 września 2015*
-A ty musisz być Katherine-kontynuowałem rozmowę z tajemniczą dziewczyną-Hm...Katherine...nie źle 
-Jeszcze
-Masz imię zupełnie jak moja dziewczyna ,którą chcesz zabić
-Stefan coś o mnie mówił?
-Nie musiał...to jak? Wpadniesz ?
-Po co ?
-Zobaczysz
-Hm...Chyba nie skorzystam
-Nie pożałujesz
-Ja nie
-A co to ma znaczyć ?
-Że ty możesz...
-Niby dlaczego ?
-Nic nie powiem do puki nie zdradzisz mi o co chodzi kotek
-Musimy wytłumaczyć sobie kilka rzeczy
-Więc zrób to przez telefon
-Nie lubię załatwiać takich spraw przez
telefon...czego się boisz ?
-...Będę po 15
-Nie pożałujesz
Oddałem telefon ,który patrzył na mnie zły i wystraszony
-Kath-powiedział do dziewczyny
-Wiem wiem...nie powinnam, ale wiesz ,że i tak by się kiedyś dowiedział...non stop krąży wokół Pierce...spotkanie było nieuniknione...
-Racja-ja sam wyjąłem telefon pisząc do mojego kolegi
***
Siedziałem zadowolony pijąc burbon w fotelu i patrząc jak mój braciszek chodzi podenerwowany raz w lewo raz w prawo. Katherine spóźniała się już 15 minut
-Damon-jęknął-co jej zrobiłeś ?
-Nie płacz...nic jej nie zrobiłem
-Powinna tu już być
-Może są korki-powiedziałem sarkastycznie zadowolony ,że mój stary dobry kumpel znów pomógł mi pozbyć się natarczywego problemu. Mój świetny humor został pogrzebany żywcem gdy usłyszałem silnik motoru i poczułem świeży owocowy szampon o zapachu słodkich brzoskwiń zmieszanych z orzeźwiającym mango. Zaciągnąłem się chłonąc ten piękny zapach gdy po chwili dotarła do mnie pewna informacja. "Nie możliwe żeby tu dotarła" warknąłem w duchu zrywając się z kanapy zanim Stefan zdążył się zorientować ,że nasz gość dotarł. Udałem się do drzwi otwierając je na oścież i opierając się o ich framugę z zaplecionymi rękami

                                                        


      ~Soundtrack for this moment [klik]~

"Nie możliwe żeby tu dotarła" warknąłem w duchu zrywając się z kanapy zanim Stefan zdążył się zorientować ,że nasz gość dotarł. Wyobrażałem sobie grzeczną dziewczynkę ubraną na jakiś jasny kolor ,który odzwierciedlał by jej duszę grzecznej ,poprawnej dziewczynki ,która ma na celu ochronę innych tak jak mój nieszczęsny braciszek. Westchnąłem. Pewnie mój znajomy jej nie znalazł ,albo pomylił dziewczyny. Udałem się do drzwi otwierając je na oścież i opierając się o ich framugę z zaplecionymi rękami . Dziewczyna wyłączyła silnik po czym wstała z siedzenia prostując swoje długie zgrabne nogi na czarnych szpilkach. Była odwrócona do mnie tyłem ubrana w czarną skórę ,rurki tego samego koloru . Miała też białą zwiewną bluzkę z dekoltem w kształcie litery V odsłaniający jej jędrny biust. Zdjęła kask rozczesując palcami włosy i odwróciła się w moją stronę. Przełknąłem ślinę. To nie możliwe ,aby to była ona. Przestałem się uśmiechać gdy dziewczyna stała przede mną ,a ja miałem pewność ,że to Katherine. Jak mogłem jej nie poznać ? Właściwie dorosłą widziałem ją raz ,w rozbitym powozie i może z kilka razy idąc przez miasto. Może nie wie ,że to ja nasłałem na nią zabójców.
-Coś nie tak?-zapytała przekrzywiając głowę z lekkim drwiącym uśmiechem
-Nie, nic-powiedziałem siląc się na uśmiech patrząc w jej niebieskie oczy
-Dawno się nie widzieliśmy
-Tsaaa-powiedziałem olewająco i już miałem wejść do domu gdy ona złapała mnie za nadgarstek ciągnąc do siebie po czym przyparła mnie do framugi drzwi przyciskając i do szyi rękę
-Jeśli jeszcze chcesz kogoś wynająć aby mnie zabił...wynajmij kogoś kto się na tym zna.Zmierzyłem ją wzrokiem.
-Słonko ,aż muszę wiedzieć...czym ty właściwie jesteś ?Łowcą?
-Teraz? Nikim ważnym ...ale jeszcze jeden taki incydent ,a twoja kochana Pierce i Ty skończycie jak przyjaciel, któremu kazałeś  mnie zabić ,czaisz...słonko?
-...-przemilczałem odpowiedź ,a ona weszła do środka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz