Lissa:*22:30*
*2 wrzesień 2015*
Leżałam w swoim łóżku zagapiona w sufit. Nie mogłam spać już od tygodnia. Nie wiem co się ze mną dzieje. Próbuję zamknąć oczy ,a wtedy las zaczyna wydawać z siebie makabryczne dźwięki. To powód mojej bezsenności...hałas.
Mieszkam przy lesie na obrzeżach miast. Moja mama nie lubi pędu życia i hałasu miast.Jedzie tam tylko ze względu na spotkania lub zakupy. Taaa moi rodzice nie należą do najnormalniejszych. Podciągnęłam się z łóżka zakładając szlafrok i wychodząc na balkon z ,którego miałam widok na las. Tylko las. Głosy ucichły. Plusem mieszkania w takim miejscu było świeże powietrze i widoki.
Oparłam łokcie o barierkę. Głosy znów zaczęły rozchodzić się po lesie. Wsłuchałam się w nie. Sowa. Inne zwierzęta. Wiele różnych dźwięków ,które ku mojemu zdziwieniu przerwał krzyk. Moje serce zaczęło bić szybciej ze strachu. Postanowiłam ubrać się i sprawdzić co się dzieje. Szybko ubrałam się w czarny komplet i zakradłam się do lasu. Omijałam drzewa ,które zdawały się nade mną nachylać. Nie powinnam była wychodzić ,a przynajmniej bez broni. Ostatnio mówi się tu o atakach zwierząt. Trudno. Zawsze mogę się obronić mocą jak na czarownicę przystało. Rozglądałam się na każdą możliwą stronę gdy z prawej zobaczyłam jasne światło. Postanowiłam udać się w jego stronę. Szłam powoli w tamtym kierunku zauważyłam ,że blask się oddala. Podbiegłam trochę do przodu kiedy byłam już blisko zobaczyłam czarną postać. Zaczęłam ciężej oddychać. Starałam się cicho podejść do tej osoby lecz ona zauważyła mnie odwracając się gwałtownie. Zacisnęła pięści po czym podniosła wzrok. Był to mężczyzna o czarnych włosach. Był starszy ode mnie. Uśmiechnął się obnażając białe proste zęby. Więcej nie mogłam zobaczyć przez latarkę świecącą mi w oczy
-Witaj-powiedział patrząc mi w oczy. Jego głos był spokojny
-....Witam-niepewnie spojrzałam w jego stronę
-Nie powinnaś tu chodzić o tak późnej porze...prawda?
-Sądzę ,że to moja sprawa o której chodzę po lesie.
-Masz absolutną rację
-Mógłbyś wyłączyć latarkę ?-opuścił ją i wtedy dostrzegłam jego czarne roztrzepane włosy, ciemne oczy i te cudowne kości policzkowe. Zauroczyłam się nim ,ale oprócz tych wymienionych przeze mnie rzeczy było coś jeszcze, poszarpana i poplamiona krwią koszulka- Co się panu stało ?
Spojrzał po dobie
-Sądzę ,że to moja sprawa co robię z moimi ubraniami.
-...racja-znalazłam kolejną ranę ,tym razem na jego ramieniu. Głęboką jakby ktoś wbił mu coś ostrego w ramię-Trzeba to opatrzyć
Spojrzałam mu w oczy.
-Zajmę się tym złotko
-Trzeba to opatrzyć, inaczej wda się zakażenie
-Zajmę się tym
-Ale...
-Nie twój interes- powiedział już trochę zirytowany
-Jak wolisz-Warknęłam odwracając się i idąc przed siebie w głąb ciemnego lasu. Wszystkiemu towarzyszyło mi nie miłe uczucie obserwowania. Spojrzałam przez ramię w stronę gdzie stał mężczyzna. Nie było go. Przełknęłam głośno ślinę i ruszyłam dalej. Postanowiłam wrócić do domu. Tak szybko jak się dało. Jakiś czas później byłam już pod domem. Ostrożnie i powoli otworzyłam drzwi mając nadzieję ,że nikt nie zauważył mojej nieobecności. Na szczęście w domu było cicho. Wróciłam na górę przebierając się w piżamę i kładąc się spać. Po całym tym zdarzeniu oczy same zaczęły mi się kleić ,a łóżko było najbezpieczniejszym miejscem na ziemi...aż do czasu gdy zadzwoni budzik.
-....Witam-niepewnie spojrzałam w jego stronę
-Nie powinnaś tu chodzić o tak późnej porze...prawda?
-Sądzę ,że to moja sprawa o której chodzę po lesie.
-Masz absolutną rację
-Mógłbyś wyłączyć latarkę ?-opuścił ją i wtedy dostrzegłam jego czarne roztrzepane włosy, ciemne oczy i te cudowne kości policzkowe. Zauroczyłam się nim ,ale oprócz tych wymienionych przeze mnie rzeczy było coś jeszcze, poszarpana i poplamiona krwią koszulka- Co się panu stało ?
Spojrzał po dobie
-Sądzę ,że to moja sprawa co robię z moimi ubraniami.
-...racja-znalazłam kolejną ranę ,tym razem na jego ramieniu. Głęboką jakby ktoś wbił mu coś ostrego w ramię-Trzeba to opatrzyć
Spojrzałam mu w oczy.
-Zajmę się tym złotko
-Trzeba to opatrzyć, inaczej wda się zakażenie
-Zajmę się tym
-Ale...
-Nie twój interes- powiedział już trochę zirytowany
-Jak wolisz-Warknęłam odwracając się i idąc przed siebie w głąb ciemnego lasu. Wszystkiemu towarzyszyło mi nie miłe uczucie obserwowania. Spojrzałam przez ramię w stronę gdzie stał mężczyzna. Nie było go. Przełknęłam głośno ślinę i ruszyłam dalej. Postanowiłam wrócić do domu. Tak szybko jak się dało. Jakiś czas później byłam już pod domem. Ostrożnie i powoli otworzyłam drzwi mając nadzieję ,że nikt nie zauważył mojej nieobecności. Na szczęście w domu było cicho. Wróciłam na górę przebierając się w piżamę i kładąc się spać. Po całym tym zdarzeniu oczy same zaczęły mi się kleić ,a łóżko było najbezpieczniejszym miejscem na ziemi...aż do czasu gdy zadzwoni budzik.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz