17:don't cry, Mistakes are part of life

***
Staliśmy przed drzwiami tej całej Lissy. Ashton pukał co chwilę nerwowo. Seryjka. Odchodził na krok. Ponownie seryjka. Przysięgam ,że dźwięk uderzenia jego pięści o drzwi odbijał się echem w moich uszach. Zastanawiałem się co mnie bardziej wkurza. Ten cholerny dźwięk czy jad, który niemal rozsadzał mój krwiobieg. Dzięki Bogu była noc więc światło nie powodowało migreny.
Wreszcie otworzyła. Zgrabna brunetka w bluzie stanęła w progu z miną jakby ktoś napluł na szczeniaczka.
-Smith-warknęła-co Ty tu robisz?
-Ah. Zanim zapomnę-odwrócił się w moją stronę, jakby dziewczyna nic nie słyszała-nienawidzi mnie-spojrzał ponownie na dziewczynę-Stefan nie żyje, a my potrzebujemy twojej pomocy, żeby odegrać się na osobach, które go zabiły.
-A ten to?-spytała pokazując na mnie.
-Jestem bratem Stefana.
-Okay...pomogę wam...dla Stefana-powiedziała. Mój brat był niezwykle dobrą osobą. Potrafił skraść serce każdego.
-Dziękuję-chciał ją przytulić, ale go odepchnęła
-Nadal cię nienawidzę kretynie.
-Zapamiętam-powiedział trochę zgaszony.
-To co robimy?
-Nie wiem, ale Damon ma maksimum dwa dni-podniósł moją koszulkę pokazując miejsce gdzie została wprowadzona trucizna. Wyglądało to jak wielki fioletowo, żółto, zielony siniak z niebieskimi żyłami.
-Oł-spojrzała na to z obrzydzeniem-Dobra. Potrzebuję czegoś co należało do niej i krwi osoby, która jest z nią spokrewniona lub z którą była blisko.
-Blisko mówisz?-spytał chłopak patrząc na mnie znacząco.
-Przyjaciela...chłopaka. Bo mówimy o osobach, które zabiły Stefana...wiecie kto to...prawda?
-Właściwie chcemy znaleźć Katherine Herondale...
Spojrzała na nas jak na idiotów.
-Mówiliście co innego!!-krzyknęła
-Chcemy ją znaleźć bo została przez nich porwana-powiedziałem-a żeby im odpłacić musimy ją odbić.
-Aha...a istnieje osoba z którą była blisko?
-Aktualnie wszystkie są martwe-oznajmił Ashton
-Ej-warknąłem na niego-mówiłeś, że z nią pracowałeś. Nie wiesz gdzie ona jest?
-Zmienia miejsce pracy...
-A ostatnia kryjówka?
-Opuszczony dom...poza miastem...
-Jedziemy tam-rozkazałem, a dziewczyna wróciła do środka po czym wyszła z kurtką w ręce
-Jadę z wami-weszła do samochodu
***
Gdy byliśmy pod domem Ashton zaczął obchodzić budynek. Posesja była dwupiętrowym budynkiem z płaskim dachem. Biała farba została gdzieniegdzie pokryta mchem, tak samo jak kraty w oknach. Przeszedłem kilka kroków w lewo od drzwi. Rosnąca pod domem werbena uniemożliwiała mi wyczucie czegokolwiek.
-Ej-krzyknął chłopak. Z czarownicą pobiegliśmy w jego stronę. Między drzewami była ukryta licha szopa, której drzwi już dawno zostały wyjęte z zawiasów przez Ashtona. W środku stał czarny samochód, którym zabrano Katherine-Dziwne-powiedział przyglądając się znalezisku z rękami w kieszeni-Lissa. Potrafiłabyś uśpić dom pełen wampirów? Czarami w woli ścisłości...nie gadką.
-Dam radę-westchnęła-, ale chwile to zajmie.
-Nie ważne-wtrąciłem-zrób to.
-Okay-stanęła przodem do budynku szepcząc coś pod nosem. Zerwał się silny wiatr rozwiewając jej włosy na wszystkie strony. Zmrużyłem oczy zadowolony. Już chciałem zobaczyć minę Katherine, gdy zobaczy, że jestem jej wybawcą.
-Już-czarownica odwróciła się do nas. Bez słowa ruszyłem do środka. Pierwsze co zauważyłem to zapach werbeny unoszący się w powietrzu. Po drugie kable wystające, dziury w ścianach i duża grupka wampirów leżąca na brzuchu. Ashton ominął mnie wchodząc do środka
-Uh-skomentował rozglądając się-Nie tak to wszystko zapamiętałem.
-Musimy ją znaleźć-powtórzyłem po raz kolejny.
-To chyba nie będzie trudne-powiedział sarkastycznie rozkładając ręce.
-Chodź, nie gadaj-przewróciłem oczami.
Po jakiś 10 minutach zostało nam jedno pomieszczenie. Dzięki Bogu. Od namiaru wdychanej werbeny musiałem opierać się o ścianę, aby nie skończyć na podłodze z resztą. Rana nie dała mi o sobie zapomnieć. Wilkołak szarpał drzwi, aż w końcu z rozpędu wleciał w nie. Głośny huk. Bez zastanowienia przekroczył próg. Pod ścianą leżało łóżko a na nim dziewczyna. Nie przywiązana. linki były zerwane, a ona leżała na brzuchu tak jak inni. Odwróciłem ją na plecy. Nie była to Katherine, ani nic co chciałbym w życiu zobaczyć. Na miejscu gdzie powinien znajdować się brzuch była wielka dziura z której ciągnęło się jelito. Ashton zasłonił usta podchodząc do okna. Wybił szybę wciągając świeże powietrze. Zacząłem rozglądać się po pomieszczeniu. Półki z lekami i inną chemią nie były otwarte. Wszystko było na swoim miejscu. Nawet narzędzia na stoliku obok nie były brudne, to samo z zielonymi ścianami. Nic. Nie było śladów, nie licząc ciała. Wyszedłem na korytarz, gdzie czekała Lissa
-I jak?-spytała, a ja bez słowa złapałem pierwsze lepsze ciało przy jej nogach obracając je na plecach. Znowu. Włożyłem rękę w ciało ku obrzydzeniu dziewczyny. Wampirowi zostało wyrwane serce.
-Nie wiem jak się wydostała-powiedział poważnie Ashton opierając się o framugę-ale jeśli sama zabiła ich wszystkich...to nie chcesz jej szukać.
-Jak to mo...-nie dokończyłem krzywiąc się z bólu
-Zawiozę cię do domu-powiedział. Miałem siłę tylko pokiwać głową.
Leżałem na tylnym siedzeniu samochodu. Lissa wycierała pot z mojego czoła. Starałem się oddychać, ale miałem wrażenie, że mam ograniczony dostęp powietrza.
-A więc-wydukałem do Ashtona, który kierował samochodem-jesteście razem, a ona...cię nienawidzi?
-Jak to jesteśmy razem?!-oburzyła się Lissa
-Nie dość, że nienawidzi to jeszcze nie wie-zaśmiał się Ashton.
-Nie jesteśmy razem!-wrzasnęła, a ja zamknąłem oczy krzywiąc się przez zbyt dużą ilość bodźców.
-Uspokój się Liss-jęknąłem, a ona jakby ogłuchła od swojego krzyku kontynuowała:
-Coś ty sobie ubzdurał kretynie?!
-Wsss-syknąłem- auć...wiecie co?...dopiero co się poznaliśmy...a ja już mam dość
-Będziesz musiał z nami jeszcze wytrzymać....ktoś musi cię pilnować-odparła spokojnie dziewczyna
-...nie wierzę, że Kath ich zabiła-szepnął wilkołak.
-Musimy zawieźć Lissę do domu-jęknąłem z bólu.
-Ej! Nie ma mowy. Nie wiem co się dzieje, ale wchodzę w to-ponownie się ożywiła
-I niby co zrobisz?-zaśmiał się Ashton
-Mogę wam pomóc. Potrafię sprawić ból osobie nadnaturalnej nawet jej nie dotykając. Przydam wam się.
-Na razie uśpiłaś zwłoki-powiedział bez aprobaty.
-Ty nie znalazłeś Katherine.
-Zrobię to tylko popilnuj wampirka.
-Dobra-uśmiechnęła się złośliwie jakby właśnie przyjęła jakieś zadanie.
 -I okay
-Kłócicie się jak stare małżeństwo-wtrąciłem się
-Nigdy nie będziemy małżeństwem
-A ja mówiłem, że będę z Pierce-powiedziałem zaciskając usta w prostą linię.
-Jest się z kimś kogo się kocha-powiedziała Liss mocniej naciskając chusteczką w moje czoło
-Nie kochasz mnie?
-Nie.
-Auć-odpowiedział sarkastycznie wilkołak
-...kochałem Pierce-mruknąłem pod nosem do siebie.
-Ale Ciebie nikt nie kocha-odpowiedział Ashton.
-Dziękuje to chce usłyszeć umierająca osoba.
-Nie ma za co.
-Nie przejmuj się-spojrzała na mnie Lissa
-Racja...-pokiwałem głową również na nią patrząc-I tak umrę znany jako dupek, który właściwie skazał na śmierć swojego braciszka i jego przyjaciółkę.
-Każdy popełnia błędy.-oznajmiła delikatniej wycierając pot.
-Zabijając przy tym?
-Stefan pewnie by ci to wybaczył.
-...to wszystko moja wina-powiedziałem zamykając oczy. Przestały do mnie dochodzić dźwięki, ale nadal czułem ból.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz