*18 Wrzesień 2015*
Katherine:
Katherine:
Piątkowy poranek. Siedziałam przy oknie w samochodzie Chrisa. Chłopak obudził mnie dziś rano słowami "Jedziemy. Zobaczymy gdzie, ale muszę cię mieć tylko dla siebie". Jechaliśmy w ciszy ciesząc się dopisującą pogodą. Omijaliśmy rzędy drzew. Chris uśmiechnął się w moją stronę po czym nacisnął przycisk, włączając radio.
-Mamy słoneczny dzień w Virgini-odezwał się mężczyzna w radiu-wygląda na to, że szykuje nam się wyjątkowo słoneczny weekend. Mamy wiadomość od widza. Simon przesyła pozdrowienia dla swojego przyjaciela. My również przesyłamy pozdrowienia i specjalnie dla was. Bad w wykonaniu Michaela Jacksona.
Uśmiechnęłam się do chłopaka i jakieś pięć minut później zaczęliśmy się wygłupiać do piosenki.
-Hej poczekaj-zaśmiałam się wyciągając telefon. Chris przyciszył radio-Mam wiadomość na poczcie głosowej
-Od kogo?
-Stefana...
-Przecież widzieliśmy go jeszcze 10 minut temu.
-Może zostawiliśmy torbę?
-Otwórz-powiedział, a ja włączyłam nagranie:
-Katherine-usłyszałam zdyszany głos Stefana. Musiał biedź. Słyszałam dźwięk łamanych gałęzi- Przyjaciele Pierce próbują mnie zabić-chwila przerwy wypełniona jego dyszeniem-Słuchaj. Wiem, że Damon to prosty dupek, ale...to mój brat...i kocham go...jeśli coś by się działo, pomóż mu. Choćby tylko jeden raz. On...on po prostu zabłądził-powiedział, a potem jęknął. Spojrzałam na siebie z Christianem i już mieliśmy zawracać gdy w naszą oponę trafił pocisk, a w tył wjechał bus. Żadne z nas nie widziało wcześniej pojazdu, albo nie zwróciliśmy na niego uwagi. Zaparłam się. Wszystko nagle w moich oczach zwolniło. Drzewo na które zostaliśmy naprowadzeni. Tłuczone szkło. Dźwięk łamanego karku Chrisa oraz przerwana piosenka. Zasłoniłam twarz przed odłamami szkła. Wszystko wróciło do normy gdy wystrzeliła poduszka powietrzna. Cisza. Przez chwilę tylko siedziałam wdychając gwałtownie powietrze. Moja chwila spokoju nie trwała jednak tyle ile oczekiwałam. zostałam złapana za ramię i wyciągnięta na asfalt. Z odchyloną do tyłu głową dałam się zaciągnąć do samochodu, który zabił Christiana. Już na niczym mi nie zależy.
-Mamy słoneczny dzień w Virgini-odezwał się mężczyzna w radiu-wygląda na to, że szykuje nam się wyjątkowo słoneczny weekend. Mamy wiadomość od widza. Simon przesyła pozdrowienia dla swojego przyjaciela. My również przesyłamy pozdrowienia i specjalnie dla was. Bad w wykonaniu Michaela Jacksona.
Uśmiechnęłam się do chłopaka i jakieś pięć minut później zaczęliśmy się wygłupiać do piosenki.
-Hej poczekaj-zaśmiałam się wyciągając telefon. Chris przyciszył radio-Mam wiadomość na poczcie głosowej
-Od kogo?
-Stefana...
-Przecież widzieliśmy go jeszcze 10 minut temu.
-Może zostawiliśmy torbę?
-Otwórz-powiedział, a ja włączyłam nagranie:
-Katherine-usłyszałam zdyszany głos Stefana. Musiał biedź. Słyszałam dźwięk łamanych gałęzi- Przyjaciele Pierce próbują mnie zabić-chwila przerwy wypełniona jego dyszeniem-Słuchaj. Wiem, że Damon to prosty dupek, ale...to mój brat...i kocham go...jeśli coś by się działo, pomóż mu. Choćby tylko jeden raz. On...on po prostu zabłądził-powiedział, a potem jęknął. Spojrzałam na siebie z Christianem i już mieliśmy zawracać gdy w naszą oponę trafił pocisk, a w tył wjechał bus. Żadne z nas nie widziało wcześniej pojazdu, albo nie zwróciliśmy na niego uwagi. Zaparłam się. Wszystko nagle w moich oczach zwolniło. Drzewo na które zostaliśmy naprowadzeni. Tłuczone szkło. Dźwięk łamanego karku Chrisa oraz przerwana piosenka. Zasłoniłam twarz przed odłamami szkła. Wszystko wróciło do normy gdy wystrzeliła poduszka powietrzna. Cisza. Przez chwilę tylko siedziałam wdychając gwałtownie powietrze. Moja chwila spokoju nie trwała jednak tyle ile oczekiwałam. zostałam złapana za ramię i wyciągnięta na asfalt. Z odchyloną do tyłu głową dałam się zaciągnąć do samochodu, który zabił Christiana. Już na niczym mi nie zależy.
Damon:
Patrzyłem szczęśliwy jak Katherine zostaje wleczona do samochodu. Od uśmiechu zaczęła boleć mnie twarz, a jednak nie mogłem przestać. Miałem rację co do Herondale. Szkoda, że Stefan nie przejrzał na oczy zanim jego "najlepsza przyjaciółka" go zabiła. Pojazd wjechał w las, a kilka innych osób zaczęło zajmować się autem Christiana, które pewnie wrzucą do rzeki. Odwróciłem się dumny z siebie obejmując uśmiechniętą wampirzycę na środku pustej drogi.
-Teraz możemy być razem-uśmiechnąłem się szczęśliwy.
-Oj kochanie-położyła rękę na moim policzku-...Jesteś bardziej naiwny niż się spodziewałam
-...nie umierasz-nagle zdałem sobie sprawę z tego jaki byłem głupi.
-...jestem bardziej żywa niż zwykle-wbiła mi strzykawkę w udo. Ostre ukłucie bólu. Nie musiałem się długo zastanawiać nad zawartością. Wstrzyknęła mi jad wyciągnięty siłą od jakiegoś nieszczęsnego wilkołaka-...w przeciwieństwie do ciebie.
-Zabiłaś Stefana-warknąłem kucając na ziemi, a ona odrzuciła włosy na plecy
-Nie chwaląc się-skręciła mi kark
-Teraz możemy być razem-uśmiechnąłem się szczęśliwy.
-Oj kochanie-położyła rękę na moim policzku-...Jesteś bardziej naiwny niż się spodziewałam
-...nie umierasz-nagle zdałem sobie sprawę z tego jaki byłem głupi.
-...jestem bardziej żywa niż zwykle-wbiła mi strzykawkę w udo. Ostre ukłucie bólu. Nie musiałem się długo zastanawiać nad zawartością. Wstrzyknęła mi jad wyciągnięty siłą od jakiegoś nieszczęsnego wilkołaka-...w przeciwieństwie do ciebie.
-Zabiłaś Stefana-warknąłem kucając na ziemi, a ona odrzuciła włosy na plecy
-Nie chwaląc się-skręciła mi kark
***
-Koledze potrzebna pomoc?-usłyszałem nieznany głos. Powoli otworzyłem oczy. Było ciemno. Mogłem usłyszeć zwierzęta biegające między drzewami. Po tym wszystkim co tu zaszło nie było śladu.
-Kim ty niby do ch*lery jesteś?-mruknąłem patrząc na pochylającego się nade mną bruneta
-Ashton, a to nie wygląda najlepiej-wskazał na ugryzienie
-Znasz mnie?
-Nie, kolego...po co leżysz na ziemi?
-Sądzę, że to nie twoja sprawa
-Więc chcesz sobie jeszcze poleżeć?
-..Nie...
-Ehhh-teraz zauważyłem jak irytujące jest wzdychanie. Wziął mnie pod pachy wlekąc do swojego samochodu. Przez chwilę współczułem Herondale, a potem mi przeszło. Położył mnie na tylnym siedzeniu.
-Gdzie cię zawieźć Salvatore?
-Skąd mnie znasz?
-Podsłuchiwałem ciebie i Pierce...jakieś dwa tygodnie temu. Owinęła sobie ciebie wokół palca.
-Taaa
-A poza tym, to twój brat zarywa do mojej dziewczyny. To gdzie?
-...Zarywał..-powiedziałem smutno
-Co się stało?
-Nawaliłem.
-Widzę
-Widziałeś całą akcję?
-Ze szczegółami-spojrzał przez ramię ze złośliwym uśmiechem, a ja nagle poczułem chęć zemsty.
-Co zrobili z dziewczyną?
-Zawieźli na seryjkę badań-powiedział zapinając pasy i odpalając silnik po czym zaczął się poprawiać we wstecznym lusterku-Ty wymyśliłeś plan porwania dziewczyny?
-Yup...wiesz co robi Pierce?
-Nie powinienem wydawać byłych współpracowników. To nieetyczne.
-Mów-warknąłem. Miałem dość zwodzenia.
-...Stara się-powiedział sięgając do schowka i rzucając we mnie torebką krwi-pozbyć ograniczeń, które mają inne wampiry. Nie chce się palić na słoneczku itd. A jej pomocnicy naiwnie wierzą, że się z nimi podzieli swoimi efektami.
-No bywa
-Ty jesteś tego przykładem. To gdzie jedziemy?
-Muszę ją znaleźć...
-Po co ?
-...dla Stefana-przekonałem sam siebie
-...po co ? I tak umrzesz, a twój brat już jest martwy.
-Muszę. Ją. Znaleźć!
-Nie. Nie musisz. Podyskutujecie o tym w piekle.
-MUSZĘ JĄ ZNALEŹĆ!...Potrzebuję czarownicy. Znasz jakąś?
-Ona cię nie uleczy.
-Nie chcę tego...chcę wydostać Katherine.
-Lissa...mieszka niedaleko...-powiedział od niechcenia.
-Zabierz mnie tam!
-Zamknij ryj-warknął wjeżdżając na drogę
-Koledze potrzebna pomoc?-usłyszałem nieznany głos. Powoli otworzyłem oczy. Było ciemno. Mogłem usłyszeć zwierzęta biegające między drzewami. Po tym wszystkim co tu zaszło nie było śladu.-Kim ty niby do ch*lery jesteś?-mruknąłem patrząc na pochylającego się nade mną bruneta
-Ashton, a to nie wygląda najlepiej-wskazał na ugryzienie
-Znasz mnie?
-Nie, kolego...po co leżysz na ziemi?
-Sądzę, że to nie twoja sprawa
-Więc chcesz sobie jeszcze poleżeć?
-..Nie...
-Ehhh-teraz zauważyłem jak irytujące jest wzdychanie. Wziął mnie pod pachy wlekąc do swojego samochodu. Przez chwilę współczułem Herondale, a potem mi przeszło. Położył mnie na tylnym siedzeniu.
-Gdzie cię zawieźć Salvatore?
-Skąd mnie znasz?
-Podsłuchiwałem ciebie i Pierce...jakieś dwa tygodnie temu. Owinęła sobie ciebie wokół palca.
-Taaa
-A poza tym, to twój brat zarywa do mojej dziewczyny. To gdzie?
-...Zarywał..-powiedziałem smutno
-Co się stało?
-Nawaliłem.
-Widzę
-Widziałeś całą akcję?
-Ze szczegółami-spojrzał przez ramię ze złośliwym uśmiechem, a ja nagle poczułem chęć zemsty.
-Co zrobili z dziewczyną?
-Zawieźli na seryjkę badań-powiedział zapinając pasy i odpalając silnik po czym zaczął się poprawiać we wstecznym lusterku-Ty wymyśliłeś plan porwania dziewczyny?
-Yup...wiesz co robi Pierce?
-Nie powinienem wydawać byłych współpracowników. To nieetyczne.
-Mów-warknąłem. Miałem dość zwodzenia.
-...Stara się-powiedział sięgając do schowka i rzucając we mnie torebką krwi-pozbyć ograniczeń, które mają inne wampiry. Nie chce się palić na słoneczku itd. A jej pomocnicy naiwnie wierzą, że się z nimi podzieli swoimi efektami.
-No bywa
-Ty jesteś tego przykładem. To gdzie jedziemy?
-Muszę ją znaleźć...
-Po co ?
-...dla Stefana-przekonałem sam siebie
-...po co ? I tak umrzesz, a twój brat już jest martwy.
-Muszę. Ją. Znaleźć!
-Nie. Nie musisz. Podyskutujecie o tym w piekle.
-MUSZĘ JĄ ZNALEŹĆ!...Potrzebuję czarownicy. Znasz jakąś?
-Ona cię nie uleczy.
-Nie chcę tego...chcę wydostać Katherine.
-Lissa...mieszka niedaleko...-powiedział od niechcenia.
-Zabierz mnie tam!
-Zamknij ryj-warknął wjeżdżając na drogę

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz