15: She is a stranger, You and I have history,

Damon:
Patrzyłem jak odchodzi. Byłem wdzięczny niebiosom, że nie muszę dłużej na nią patrzeć. To była jedna z nielicznych osób, które samą egzystencją podnosiły mi ciśnienie.
-I jak?-zapytała Pierce pojawiając się przede mną. Nie wiem po co zadała to pytanie, w końcu wszystko słyszała.
-Ma narzeczonego
-Nawet się nie starałeś-zmarszczyła brwi. Czasami potrafiła swoim zachowaniem przypominać dziecko, któremu mam nie dała cukierka, ale jak mogę jej nie kochać? Razem możemy być niezniszczalni, a nasza miłość będzie nieśmiertelna. Pochyliłem się, aby pocałować ją w czoło, a ona przejechała po moim policzku paznokciami-Miałeś ją w sobie rozkochać, a nie uciąć krótką pogawędkę.
-Ehhh
-Przestań wzdychać-warknęła-Nie umiesz się normalnie wysłowić?
Spojrzałem na nią wzrokiem wyrażającym złość i smutek.
-Eghh. Nie powinnam się denerwować-położyła rękę na swoim czole- Potrzebuję jej...jeśli naprawdę przeżyła prawie dwa wieki nie będąc wampirem...
-Po co ?
-Słucham?
-O niczym nie wiem. Chcę wiedzieć chociaż po co ci ta smarkula.
-Dowiesz się nie długo.
-Wolałbym wiedzieć teraz.
-...umieram-odpowiedziała patrząc mi w oczy
-...c.co?-zająknąłem się przytulając ją do siebie-Zrobię to. Daj mi czas.
-Czas o który prosisz ucieka...idź do niej.
-Już-powiedziałem biegnąc za Herondale, która przechodziła między drzewami omijając przeszkody typu gałęzie, pieńki, przewalone drzewa. Wyszła na piasek nad jeziorkiem.
-Hej!-krzyknąłem do niej.
-Serio?-jęknęła- znowu ty?
-Tak-dobiegając do niej. Szliśmy powoli ramię w ramię-Może opijemy twoje zaręczyny?
-Ummm po co ?
-Próbuję być miły
-Szok, zdziwienie, niedowierzanie-powiedziała sarkastycznie.
-To?
-Sądzę, że powinieneś spróbować być miły dla brata.
Nie chce mnie znać. Więc jak?
-Nie żeby co, ale pierwsze wrażenie jest bardzo ważne...a twoje nie należało do najlepszych.
-Można to naprawić.
-Słuchaj Salvatore-odwróciła się w moją stronę-Może jestem głupia, że ci to mówię, ale nikt nie wie, że tu jestem. Co by było gdyby Christian zobaczył nas razem na mieście?
-Na pewno byłoby zabawniej gdyby zobaczył nas razem w łóżku-powiedziałem powstrzymując się od wzdrygnięcia się na myśl, że mógłbym ją chociaż przytulić.-a tak na serio...kogo to obchodzi?
-Mnie obchodzi. Miłego dnia-warknęła
-...miłego...
Poszła, a ja poczułem za sobą obecność Pierce, która pojawiła się jak Katherine zniknęła za drzewami.
-Nie denerwuj się-powiedziała podchodząc bliżej-Gorzej ci wtedy idzie myślenie.
-Dostaniesz ją-warknąłem wściekły na Herondale.
-Musisz przyprowadzić ją siłą
-Zrobię to
-Stefan Cię znienawidzi-uśmiechnęła się kładąc ręce na mojej klatce piersiowej
-Liczysz się tylko ty. Nie chcę patrzeć jak umierasz
-A ja nie chcę abyś kłócił się z bratem-zrobiła smutną, niewinną minę.
-On to najmniejszy problem.
-Damonie, Znajdę inny sposób. Stefan nie będzie na ciebie zły, a ja nie będę umierać...Nie mogę pozwolić abyś miał złe stosunki z bratem
-Ile masz czasu?
-Wystarczająco. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz