Stefan:
Wściekły wyszedłem z domu. Damon mnie wkurzył. Bardzo! Wsiadłem na swój motor jadąc w miasto, bez celu. Tylko żeby czuć wiatr i usłyszeć ryk silnika, który zagłuszał pytania w mojej głowie: "Dlaczego Damon nienawidzi Katherine?". Gdy się zatrzymałem byłem już poza miastem. Odwróciłem głowę rozglądając się. Zobaczyłem dom trochę dalej. Podjechałem do niego niepewnie pukając. Była 23, a ja mogłem obudzić ją i całą jej rodzinę.
-Chwila-krzyknęła. Szybkie kroki zbiegania po schodach. Kilka w kierunku drzwi i otworzyła owinięta ręcznikiem
-Stefan? Co tu robisz?
-Em. Sam nie wiem..przepraszam
-Nic się nie stało. Wejdziesz?
-Jasne-uśmiechnąłem się przechodząc przez próg i wchodząc do korytarza po prawej znajdowały się schody, na przeciwko kuchnia, po lewej framuga oddzielająca salon od reszty domu. Tuż obok drzwi, po mojej prawej znajdowała się mała kanapa do założenia i schowania w niej butów-Przeszkadzam ?
-Trochę, ale trudno. Poczekaj chwilę.Usiądź w salonie
Pobiegła na górę, a ja zająłem miejsce na kanapie wsłuchując się w piękny wianuszek przekleństw jakich używała dziewczyna. Po wejściu do dużego salonu można było zobaczyć telewizor wiszący na przeciwnej ścianie, nad drewnianymi komodami. Beżowe ściany ocieplały wnętrze i współgrały z jasną kanapą, stojącą po mojej prawej i zestawem mebli. W pokoju odkryłem kolejny portal prowadzący do jadalni. Lissa 10 minutach zeszła w spodniach i bluzie
-Coś się stało?-spytała zajmując miejsce obok mnie
-Nie. Mamy z bratem inne poglądy na pewne sprawi i często się o to kłócimy, a u ciebie?
- Nic ciekawego odkąd wróciłam. Chcesz coś do picia?
-Nie, dziękuję.
-Okay...to ten..-zaczęła bawić się swoimi palcami.
-Może powinniśmy się umówić? Na spotkanie? W normalnej sytuacji i warunkach?
-Jasne-uśmiechnęła się, a ja odwzajemniłem gest-Co chcesz robić?
-Znaczy?
-Oglądać film? Jeść? Gadać?
-Nie chcę cię męczyć
-Okay to obejrzymy gwiezdne wojny. Nigdy nie widziałam.
Zaśmiałem się, a ona pociągnęła mnie na górę
-Chwila-krzyknęła. Szybkie kroki zbiegania po schodach. Kilka w kierunku drzwi i otworzyła owinięta ręcznikiem
-Stefan? Co tu robisz?
-Em. Sam nie wiem..przepraszam
-Nic się nie stało. Wejdziesz?
-Jasne-uśmiechnąłem się przechodząc przez próg i wchodząc do korytarza po prawej znajdowały się schody, na przeciwko kuchnia, po lewej framuga oddzielająca salon od reszty domu. Tuż obok drzwi, po mojej prawej znajdowała się mała kanapa do założenia i schowania w niej butów-Przeszkadzam ?
-Trochę, ale trudno. Poczekaj chwilę.Usiądź w salonie
Pobiegła na górę, a ja zająłem miejsce na kanapie wsłuchując się w piękny wianuszek przekleństw jakich używała dziewczyna. Po wejściu do dużego salonu można było zobaczyć telewizor wiszący na przeciwnej ścianie, nad drewnianymi komodami. Beżowe ściany ocieplały wnętrze i współgrały z jasną kanapą, stojącą po mojej prawej i zestawem mebli. W pokoju odkryłem kolejny portal prowadzący do jadalni. Lissa 10 minutach zeszła w spodniach i bluzie
-Coś się stało?-spytała zajmując miejsce obok mnie
-Nie. Mamy z bratem inne poglądy na pewne sprawi i często się o to kłócimy, a u ciebie?
- Nic ciekawego odkąd wróciłam. Chcesz coś do picia?
-Nie, dziękuję.
-Okay...to ten..-zaczęła bawić się swoimi palcami.
-Może powinniśmy się umówić? Na spotkanie? W normalnej sytuacji i warunkach?
-Jasne-uśmiechnęła się, a ja odwzajemniłem gest-Co chcesz robić?
-Znaczy?
-Oglądać film? Jeść? Gadać?
-Nie chcę cię męczyć
-Okay to obejrzymy gwiezdne wojny. Nigdy nie widziałam.
Zaśmiałem się, a ona pociągnęła mnie na górę
****
Siedzieliśmy na jej łóżku jedząc ciastka i rozmawiając o wszystkim i nie zwracając uwagi na film. Tu kolorystyka była inna. Ciemnoszare ściany i biały zestaw nowoczesnych mebli. Od drzwi pod ścianą komoda, łóżko (leżące równolegle ze ścianą i stykające się równolegle z drugą). Obok poduszki stał stolik nocny, następnie biurko. Resztę pokoju zajmowały poduszki do siedzenia i inne ozdoby.
-A więc skoro temat o twoim bracie mamy już za sobą chcę Ciebie poznać. Chcę wszystko wiedzieć-uśmiechnęła się siedząc po turecku i opierając na ramionach.
-Okay...zacznijmy od rodziny
-Moi rodzice nie żyją. Mam tylko brata. Potrafimy się tylko kłócić
-Jak każde rodzeństwo-wzruszyła ramionami
-O Kath
-Aaaa...jesteście w niej zakochani?
-Nie! To tylko przyjaźń, której on nie toleruje, bo Kath nie zachowywała się jak typowa dziewczynka. Lataliśmy za sobą z kijkami po lesie. On sam natomiast pomagał mamie w robótkach ręcznych. Ja też nie widzę tu logiki.
-Co złego w tym jak się bawiła? Mnie kuzyn nazywał małpą bo wspinałam się wyżej niż on.
-Nie wiem.
-I po tych kilkunastu latach jeszcze jej nie lubi?
-Yhym, a twój kuzyn..pewnie był zazdrosny, rozumiem go, ja nie potrafiłem się wspinać.
-Problem w tym-zaśmiała się-, że on jest dwa lata starszy. Kiedy miałam pięć lat wspinałam się wyżej niż 7 latek.
-I jeszcze byłaś dziewczyną, a wiem, że u większej ilości facetów...
-U Damona?-przerwała mi
-...Tak...dziewczyny mają tylko ładnie pachnieć.
Przewróciła oczami
-Niech zrozumie, że jest XXI wiek! Teraz dziewczyny nawet zajmują się boksem, a czasem są silniejsze niż dwóch napakowanych chłopaków
-Dokładnie...Katherine pokonałaby Damona. Powstrzymuje się ze względu na mnie, a Damon to wykorzystuje....Nawet nie wiem czy jest świadomy tego, że ona tylko się daje. Pyskuje mu...kiedyś coś w niej pęknie
-A Damonowi pęknie nos?
-Oby tylko-zaśmiałem się
-Hah...oprócz wkurzającego brata...powiesz coś jeszcze?
-Chyba właśnie zyskałem nową wartą uwagi przyjaciółkę
-Hmmm...Ciekawe kim ona może być-zaśmiała się
-To mój sekret
-A tak oprócz tego? Co możesz o sobie powiedzieć?
-Lubię strzelać...zwłaszcza z 19 wiecznej broni...choć nie była aż tak precyzyjna...a co Ty opowiesz o sobie?
-Mhm-uśmiechnęłam się lekko
-A co Ty opowiesz o sobie?
-Hmm...Nie mam wkurzającego rodzeństwa, ale za to mam rodziców, którzy mają mnie w dupie. Mam jedną przyjaciółkę oraz przyjaciela...Jakiegoś...Nie wiem kogo, ale nie chce się odwalić-wzruszyłam ramionami- I nie wiem co....
-Mówisz o mnie?
-Gdybym mówiła to byś tu nie siedział.
-Yhym...Rozumiem. Współczuję, ale dasz sobie radę
Uśmiechnęła się.
-Jasne
-Oczywiście-odwzajemniłem gest uśmiechając się szerzej niż przed chwilą
-...To...O czym teraz rozmawiamy?
-Nie wiem....ja nie wiem...
-Okay...
-...Może kiedyś uda nam się obejrzeć ten film.
-Może kiedyś
-Hah...
-Nie zręcznie się trochę zrobiło-zauważyła patrząc na mnie jakby próbowała wyczytać coś z mojej mowy ciała lub wzrokiem zmusić mnie do tematu.
-...Racja
-...Skąd wiedziałeś, że to ja siedzę z Kath na matmie? Nigdy mnie wcześniej nie widziałeś...
-Kath mówiła, że szkoła jest okropna, a dziewczyna siedząca obok niej, dodała, że chyba Lissa, zerka na nią jakby miała brodę.
-Oł...Przyglądałam się jej bo wydaje się być dziwna. Zamyślona. Jakby była w innym świecie...Nie zwraca jakoś uwagi na to co mówią nauczyciele...jest tajemnicza.
-No jest...
-Właśnie. Dlatego się na nią patrzę...a tak poza tym fajnie się też ubiera-wzruszyła ramionami
-Ty też-uśmiechnąłem się do niej, a ona ponownie wzruszyła ramionami
-Faceci patrzą na to inaczej niż dziewczyny.
-...okay, ale jak dla mnie ładnie się ubierasz...
-Dziś widziałeś mnie pierwszy raz. Skąd możesz to wiedzieć?-zaśmiała się co mnie trochę uspokoiło.
-...ładnie się dziś ubrałaś.
-ALe ty to zniszczyłeś oblewając mnie drinkiem, ale dziękuję
-Przepraszam, to był wypadek-chyba nigdy nie byłem tak spięty- na swoją obronę mam to, że odpłaciłem ci to podwózką oraz, mam nadzieję, miłą pogawędką.
-Niech ci będzie-odpowiedziała. Ta dziewczyna nie lubiła nie mieć racji. Na rozluźnienie atmosfery wykonałem trik mojego brata. Puściłem jej oczko i zadziałało. Lissa uśmiechnęła się lekko rumieniąc. Telefon na stoliku nocnym cicho zadzwonił. Wzięła go do ręki po czym przewracając oczami odłożyła go na swoje miejsce.
-Coś nie tak?
-To tylko Smith. Uparty pies. który nie chce się odczepić. Wspominałam o nim.
-Pies?-spytałem marszcząc brwi
-Emmmm...Tak go nazwałam-zaczęła kręcić, a ja przechyliłem głowę na bok nadal marszcząc brwi- Sama nie wiem czemu -ponownie wzruszyła ramionami-Wydawał się być okay, ale potem mnie śledził i...-urwała zastanawiając się nad zakończeniem zdania
-To nie dobrze-ułatwiłem jej zadanie
-Taaa
-Może zawiadom to policji
-Mój tata jest policjantem. Mam nadzieję, że odpuści, ale jeśli nie to na pewno powiem o tym tacie.
-Bardzo dobrze. Ten facet może być niebezpieczny.
-Jak będzie chciał mi coś zrobić dam sobie radę-powiedziała niezwykle pewna siebie.
-Mam nadzieję. Nie chcę aby coś stało się mojej nowej znajomej-uśmiechnął się
-Nie stanie-puściła mi oczko uśmiechając się
-Mam nadzieję-odwzajemniłem gest.
-Możesz być tego w 100 procentach pewny
-Cieszę się
-Ja też.
-A więc skoro temat o twoim bracie mamy już za sobą chcę Ciebie poznać. Chcę wszystko wiedzieć-uśmiechnęła się siedząc po turecku i opierając na ramionach.
-Okay...zacznijmy od rodziny
-Moi rodzice nie żyją. Mam tylko brata. Potrafimy się tylko kłócić
-Jak każde rodzeństwo-wzruszyła ramionami
-O Kath
-Aaaa...jesteście w niej zakochani?
-Nie! To tylko przyjaźń, której on nie toleruje, bo Kath nie zachowywała się jak typowa dziewczynka. Lataliśmy za sobą z kijkami po lesie. On sam natomiast pomagał mamie w robótkach ręcznych. Ja też nie widzę tu logiki.
-Co złego w tym jak się bawiła? Mnie kuzyn nazywał małpą bo wspinałam się wyżej niż on.
-Nie wiem.
-I po tych kilkunastu latach jeszcze jej nie lubi?
-Yhym, a twój kuzyn..pewnie był zazdrosny, rozumiem go, ja nie potrafiłem się wspinać.
-Problem w tym-zaśmiała się-, że on jest dwa lata starszy. Kiedy miałam pięć lat wspinałam się wyżej niż 7 latek.
-I jeszcze byłaś dziewczyną, a wiem, że u większej ilości facetów...
-U Damona?-przerwała mi
-...Tak...dziewczyny mają tylko ładnie pachnieć.
Przewróciła oczami
-Niech zrozumie, że jest XXI wiek! Teraz dziewczyny nawet zajmują się boksem, a czasem są silniejsze niż dwóch napakowanych chłopaków
-Dokładnie...Katherine pokonałaby Damona. Powstrzymuje się ze względu na mnie, a Damon to wykorzystuje....Nawet nie wiem czy jest świadomy tego, że ona tylko się daje. Pyskuje mu...kiedyś coś w niej pęknie
-A Damonowi pęknie nos?
-Oby tylko-zaśmiałem się
-Hah...oprócz wkurzającego brata...powiesz coś jeszcze?
-Chyba właśnie zyskałem nową wartą uwagi przyjaciółkę
-Hmmm...Ciekawe kim ona może być-zaśmiała się
-To mój sekret
-A tak oprócz tego? Co możesz o sobie powiedzieć?
-Lubię strzelać...zwłaszcza z 19 wiecznej broni...choć nie była aż tak precyzyjna...a co Ty opowiesz o sobie?
-Mhm-uśmiechnęłam się lekko
-A co Ty opowiesz o sobie?
-Hmm...Nie mam wkurzającego rodzeństwa, ale za to mam rodziców, którzy mają mnie w dupie. Mam jedną przyjaciółkę oraz przyjaciela...Jakiegoś...Nie wiem kogo, ale nie chce się odwalić-wzruszyłam ramionami- I nie wiem co....
-Mówisz o mnie?
-Gdybym mówiła to byś tu nie siedział.
-Yhym...Rozumiem. Współczuję, ale dasz sobie radę
Uśmiechnęła się.
-Jasne
-Oczywiście-odwzajemniłem gest uśmiechając się szerzej niż przed chwilą
-...To...O czym teraz rozmawiamy?
-Nie wiem....ja nie wiem...
-Okay...
-...Może kiedyś uda nam się obejrzeć ten film.
-Może kiedyś
-Hah...
-Nie zręcznie się trochę zrobiło-zauważyła patrząc na mnie jakby próbowała wyczytać coś z mojej mowy ciała lub wzrokiem zmusić mnie do tematu.
-...Racja
-...Skąd wiedziałeś, że to ja siedzę z Kath na matmie? Nigdy mnie wcześniej nie widziałeś...
-Kath mówiła, że szkoła jest okropna, a dziewczyna siedząca obok niej, dodała, że chyba Lissa, zerka na nią jakby miała brodę.
-Oł...Przyglądałam się jej bo wydaje się być dziwna. Zamyślona. Jakby była w innym świecie...Nie zwraca jakoś uwagi na to co mówią nauczyciele...jest tajemnicza.
-No jest...
-Właśnie. Dlatego się na nią patrzę...a tak poza tym fajnie się też ubiera-wzruszyła ramionami
-Ty też-uśmiechnąłem się do niej, a ona ponownie wzruszyła ramionami
-Faceci patrzą na to inaczej niż dziewczyny.
-...okay, ale jak dla mnie ładnie się ubierasz...
-Dziś widziałeś mnie pierwszy raz. Skąd możesz to wiedzieć?-zaśmiała się co mnie trochę uspokoiło.
-...ładnie się dziś ubrałaś.
-ALe ty to zniszczyłeś oblewając mnie drinkiem, ale dziękuję
-Przepraszam, to był wypadek-chyba nigdy nie byłem tak spięty- na swoją obronę mam to, że odpłaciłem ci to podwózką oraz, mam nadzieję, miłą pogawędką.
-Niech ci będzie-odpowiedziała. Ta dziewczyna nie lubiła nie mieć racji. Na rozluźnienie atmosfery wykonałem trik mojego brata. Puściłem jej oczko i zadziałało. Lissa uśmiechnęła się lekko rumieniąc. Telefon na stoliku nocnym cicho zadzwonił. Wzięła go do ręki po czym przewracając oczami odłożyła go na swoje miejsce.
-Coś nie tak?
-To tylko Smith. Uparty pies. który nie chce się odczepić. Wspominałam o nim.
-Pies?-spytałem marszcząc brwi
-Emmmm...Tak go nazwałam-zaczęła kręcić, a ja przechyliłem głowę na bok nadal marszcząc brwi- Sama nie wiem czemu -ponownie wzruszyła ramionami-Wydawał się być okay, ale potem mnie śledził i...-urwała zastanawiając się nad zakończeniem zdania
-To nie dobrze-ułatwiłem jej zadanie
-Taaa
-Może zawiadom to policji
-Mój tata jest policjantem. Mam nadzieję, że odpuści, ale jeśli nie to na pewno powiem o tym tacie.
-Bardzo dobrze. Ten facet może być niebezpieczny.
-Jak będzie chciał mi coś zrobić dam sobie radę-powiedziała niezwykle pewna siebie.
-Mam nadzieję. Nie chcę aby coś stało się mojej nowej znajomej-uśmiechnął się
-Nie stanie-puściła mi oczko uśmiechając się
-Mam nadzieję-odwzajemniłem gest.
-Możesz być tego w 100 procentach pewny
-Cieszę się
-Ja też.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz