Damon:
-Boli, Boli, Boli-jęknąłem gdy Lissa skończyła opatrywać ranę. Siedziała obok mnie na moim łóżku, wyciągając co chwila inną rzecz z torby. Tym razem były to kajdanki.-Nie jęcz jak baba-powiedziała otwierając dwie, jednakowe obejmy połączone łańcuchem.
-Wybacz....wsss...czy to konieczne? Nie mam humoru na seks
-...-spojrzała na mnie karcąco, nie komentując-...tak.
-...Ashton poszedł?
-Tak.
-To dobrze...jest irytujący-westchnąłem gdy poczułem metal na moim nadgarstku-jest irytujący...a ty dlaczego go nie cierpisz?
Miałem nadzieję, że dowiem się czegoś o tym chłopaku. Może jakąś pikantną lub wstydliwą przeszłość?
-Śledził mnie. Groził śmiercią moim rodzicom i gada, że jesteśmy razem, a nie jesteśmy.
-Brzmi jak standardowy psychopata...chyba mam z nim dużo wspólnego.
-Czemu?
-Bo właściwie oboje śledziliśmy...groziliśmy...myślałem, że jestem z Pierce dla, której oboje pracowaliśmy.-przyznałem się. Nie wiem dlaczego. Chyba przestało mi zależeć...i tak umrę, a jeśli nie...zawsze mogę ją zabić.
-Mhm....Dlaczego chciałeś ją odzyskać?
-Kogo?
-Katherine-odpowiedziała i nagle coś mnie skręciło na myśl o Herondale.
-Bo kojarzy mi się ze Stefanem
-Mhm...Śpij
Po myśleniu na temat Katherine, o tym jak ją męczono, czy żyje, zasnąłem, ale nie na długo. Chwilę później słońce wdarło się do pokoju zmuszając mnie do pobudki. Spojrzałem na okno mrużąc oczy. Czułem się świetnie. Odwróciłem głowę w drugą stronę. Tuż przy moich biodrze siedziała Herondale opierając głowę o swoje ręce.
-Kath
-Witaj Damonie-uśmiechnęła się szerzej-Chciałeś po mnie przyjść...to urocze.
-Gdyby nie ja...-przerwano mi. Położyła palec na moich wargach siadając na mnie, a potem łącząc nasze usta w namiętnym pocałunku.
Lissa:
Siedziałam przy Damonie od kiedy zasnął, opierając się o drewniany filar przy łóżku. Nie budził się już od dwóch godzin. Tak samo Ashton nie wracał. Przewróciłam kolejną kartkę jego książki co chwilę na niego zerkając. Nie wiedziałam, czy mam go obudzić...a jeśli już nie wstanie?
-Damon?-zaczęłam go lekko szturchać-Damon...Damon!!!
Zaczęłam naprawdę się bać. W tym momencie do pokoju wszedł Ashton
-Ej!-przekrzyczał mnie-Co się stało?
-Nie budzi się...Znalazłeś Katherine
-Nie-odpowiedział przykładając ucho i policzek do ust i nosa wampira jednocześnie patrząc na klatkę piersiową-...ale jestem blisko..śpi. Daj mu odpocząć.
Złapał mnie delikatnie za ramię kierując na dół. Zajęłam miejsce na kanapie, a Ashton na stoliku przede mną. Mierzyłam go wzrokiem jakbym próbowała zapamiętać, każdy każdy kawałek jego ciała.
-Coś nie tak?-spytał
-Nie...Myślę.
-Nad?
-Nad tym czemu mówisz, że ze sobą chodzimy choć się nie cierpimy.
-Tak jakoś-wruszył ramionami-Nie bierz tego do siebie.
-Przez Ciebie mogę nie znaleźć sobie chłopaka.
-Spokojnie...powiedziałem tylko Damonowi...chyba, że mówiąc "znaleźć sobie chłopaka" masz na myśli, naszego schorowanego wampira.
-Jest seksowny.
-Uuuuu.
-Tylko seksowny.
-Nie wypieraj się.
-Tylko-zaczęłam cedzić każde słowo-Seksowny.
-Jutro rano pójdę jeszcze poszukać Katherine. Tylko grzecznie mi tu.
-Ehe.
-Chyba, że nie możesz się powstrzymać-śmiał się złośliwie-wtedy mogę wam kupić jakiś lubrykant.
-Nie.
-Mam rozumieć, że już macie.
-Ash przestań.
-Wybacz-zrehabilitował się-tylko żartuję...zjesz coś?
-Nie, dziękuję.
-Okay. Ja zjem-poszedł do kuchni
-Okay...-mruknęłam pod nosem opierając się o oparcie kanapy. Chłopak wychylił się zza rogu
-Na pewno, nic nie chcesz?
-Nie..Chyba, że kawę. Jakbym mogła...
-Już robię. Mleko, cukier?
-Cukier. Dwie łyżeczki-powiedziałam, a gdy Ashton ponownie zniknął za rogiem uśmiechnęłam się do siebie. Po 10 minutach wrócił trzymając wszystko na tacy. Usiadł koło mnie biorąc swoją kanapkę-Dziękuję i smacznego.
-...Dziękuję.
-Nawzajem Lissa-powiedziałam za niego, po czym sobie odpowiedziałam-Dziękuję.
-Nie ma za co
Pokręciłam głową upijają łyka kawy gdy wilkołak wystawił do mnie swoją nadgryzioną kanapkę.
-Gryza?
-Nie-uśmiechnęłam się niemrawo-Dzięki...
-Okay
-A więc...O czymś rozmawiamy?-spytałam, a chłopak wstrzymał się od wzięcia kolejnego gryza mimo, że kanapka była już między jego zębami.
-Może dla odmiany ty coś zaproponujesz?-wziął kęs kanapki
-Wole byś ty coś wybrał
-Chyba mamy inne zdanie.
-Dawaj temat, nie gadaj.
-...Pysiek...mnie nie omamisz...ty wybierasz temat, albo milczymy.
-Hmmm-odpuściłam-Śledziłeś mnie tylko dlatego, że miałam twój portfel, czy z innego powodu?
-Mój portfel...dowód mojego istnienia...to chyba dobry powód, aby go szukać.
-I tak nic ciekawego tam nie masz.
-Kwestia gustu...pewnie wykułaś mój adres na pamięć, hmm?
-Żartujesz?! Pamiętam wszystko!
-Mam Stalkera?
-Stalkujemy się nawzajem.
-Nie...śledziłem cię bo miałaś mój portfel
-Groziłeś...
-Żeby utrzeć ci nosa.
-Zemszczę się...Zobaczysz-pokręciłam głową, a on powtórzył mój gest-Masz jakieś pytania?
-Co cię łączyło ze Stefanem?
-Przyjaźń
-Tsaaa
-A co miało? Ledwie się znaliśmy.-odpowiedziałam, a on wzruszył ramionami-Wiesz, mógłbyś sobie kogoś znaleźć. Może dał byś mi spokój-upiłam łyk kawy
-Kotek. Ja. Się. Nie.Wiążę.
-Ehe...mogłam przypuszczać. Tylko zaliczasz i zostawiasz.
-Mogłaś, ale za dużo od siebie nie oczekuj.
-Co to ma znaczyć?!
-I tak weźmiesz to za co chcesz.
-....Dupek z Ciebie
-Dziękuję.
Wstałam idąc w stronę schodów. Kiedy na nich byłam poczułam jak ktoś przypiera mnie do ściany. Przez koszulkę czułam zimno drewna na brzuchu.
-Co ty do cholery robisz Smith?
No bo przecież któż inny? Ledwo żywy Damon?
-Cicho..słuchaj.
-Nic nie słyszę-spojrzałam się w stronę schodów
-Nie zostało mi dużo czasu
-Jest przytomny?
-Nie, ale słyszę jego serce.
-...i?
-Myślałem...już nie ważne
-Ważne ważne...
-Czasami wampirom w tym stanie zdarzają się halucynacje. Są wtedy wyjątkowo niebezpieczne.
-Oj-westchnęłam-Martwisz się o mnie.
-Martwię się, że będę miał kolejną osobę na głowie-puścił mnie-Idę po Katherine...idź do domu.
-Nie
-Chcesz zostać sama z niepanującym nad sobą wampirem?
-Sądzę, że wstrzyknięty jak działa szybciej, a on nie ma siły nawet mrugać...
-Co ty możesz wiedzieć?
-Wiem więcej niż ci się zdaje.
-Dlaczego ma postępować szybciej?
-Igła wbija się głębiej, a przy ugryzieniu nie masz tak dużej dawki jak zapewne mu wstrzyknęła. Ona chciała go zabić od razu.
-Wygrałaś...
Uśmiechnęłam się poruszając brwiami.
-A teraz możesz się odsunąć zboku
-Błagam. Bez komplementów.-powiedział sarkastycznie, schodząc na dół.
-Skoro to dla Ciebie komplement.
-Niesamowity-przewrócił oczami
-Jesteś zwykłym idiotą.
-Seksownym idiotą.
-Po co ja to mówiłam?-zeszłam za nim odprowadzając go do drzwi
-Bo chciałaś, abym powiedział to co powiedziałem.
-Mogłam ugryźć się w język
-Mogę cię w tym wyręczyć-poruszył brwiami zakładając kurtkę.
-Nie. Nie chcę by twoje usta kiedykolwiek dotykały moich. Zrozumiano?
-Mogę się bez tego obejść-mrugnął do mnie znacząco, a ja przewróciłam oczami
-To samo dotyczy twojego kolegi.
-Tego kolegi?-spojrzał na swoje krocze-Spokojnie. Jest jeszcze mineta.
-Masz w ogóle mnie nie dotykać
-Chyba, że mnie poprosisz.
-Nie poproszę.
-Zobaczymy
-Zobaczymy-powtórzyłam
-Haha...zobaczymy-powiedział otwierając drzwi
-Pa Smith.
-Pa Ansel.
Zamknął za sobą drzwi, a ja odetchnęłam z ulgą.
-Damon?-zaczęłam go lekko szturchać-Damon...Damon!!!
Zaczęłam naprawdę się bać. W tym momencie do pokoju wszedł Ashton
-Ej!-przekrzyczał mnie-Co się stało?
-Nie budzi się...Znalazłeś Katherine
-Nie-odpowiedział przykładając ucho i policzek do ust i nosa wampira jednocześnie patrząc na klatkę piersiową-...ale jestem blisko..śpi. Daj mu odpocząć.
Złapał mnie delikatnie za ramię kierując na dół. Zajęłam miejsce na kanapie, a Ashton na stoliku przede mną. Mierzyłam go wzrokiem jakbym próbowała zapamiętać, każdy każdy kawałek jego ciała.
-Coś nie tak?-spytał
-Nie...Myślę.
-Nad?
-Nad tym czemu mówisz, że ze sobą chodzimy choć się nie cierpimy.
-Tak jakoś-wruszył ramionami-Nie bierz tego do siebie.
-Przez Ciebie mogę nie znaleźć sobie chłopaka.
-Spokojnie...powiedziałem tylko Damonowi...chyba, że mówiąc "znaleźć sobie chłopaka" masz na myśli, naszego schorowanego wampira.
-Jest seksowny.
-Uuuuu.
-Tylko seksowny.
-Nie wypieraj się.
-Tylko-zaczęłam cedzić każde słowo-Seksowny.
-Jutro rano pójdę jeszcze poszukać Katherine. Tylko grzecznie mi tu.
-Ehe.
-Chyba, że nie możesz się powstrzymać-śmiał się złośliwie-wtedy mogę wam kupić jakiś lubrykant.
-Nie.
-Mam rozumieć, że już macie.
-Ash przestań.
-Wybacz-zrehabilitował się-tylko żartuję...zjesz coś?
-Nie, dziękuję.
-Okay. Ja zjem-poszedł do kuchni
-Okay...-mruknęłam pod nosem opierając się o oparcie kanapy. Chłopak wychylił się zza rogu
-Na pewno, nic nie chcesz?
-Nie..Chyba, że kawę. Jakbym mogła...
-Już robię. Mleko, cukier?
-Cukier. Dwie łyżeczki-powiedziałam, a gdy Ashton ponownie zniknął za rogiem uśmiechnęłam się do siebie. Po 10 minutach wrócił trzymając wszystko na tacy. Usiadł koło mnie biorąc swoją kanapkę-Dziękuję i smacznego.
-...Dziękuję.
-Nawzajem Lissa-powiedziałam za niego, po czym sobie odpowiedziałam-Dziękuję.
-Nie ma za co
Pokręciłam głową upijają łyka kawy gdy wilkołak wystawił do mnie swoją nadgryzioną kanapkę.
-Gryza?
-Nie-uśmiechnęłam się niemrawo-Dzięki...
-Okay
-A więc...O czymś rozmawiamy?-spytałam, a chłopak wstrzymał się od wzięcia kolejnego gryza mimo, że kanapka była już między jego zębami.
-Może dla odmiany ty coś zaproponujesz?-wziął kęs kanapki
-Wole byś ty coś wybrał
-Chyba mamy inne zdanie.
-Dawaj temat, nie gadaj.
-...Pysiek...mnie nie omamisz...ty wybierasz temat, albo milczymy.
-Hmmm-odpuściłam-Śledziłeś mnie tylko dlatego, że miałam twój portfel, czy z innego powodu?
-Mój portfel...dowód mojego istnienia...to chyba dobry powód, aby go szukać.
-I tak nic ciekawego tam nie masz.
-Kwestia gustu...pewnie wykułaś mój adres na pamięć, hmm?
-Żartujesz?! Pamiętam wszystko!
-Mam Stalkera?
-Stalkujemy się nawzajem.
-Nie...śledziłem cię bo miałaś mój portfel
-Groziłeś...
-Żeby utrzeć ci nosa.
-Zemszczę się...Zobaczysz-pokręciłam głową, a on powtórzył mój gest-Masz jakieś pytania?
-Co cię łączyło ze Stefanem?
-Przyjaźń
-Tsaaa
-A co miało? Ledwie się znaliśmy.-odpowiedziałam, a on wzruszył ramionami-Wiesz, mógłbyś sobie kogoś znaleźć. Może dał byś mi spokój-upiłam łyk kawy
-Kotek. Ja. Się. Nie.Wiążę.
-Ehe...mogłam przypuszczać. Tylko zaliczasz i zostawiasz.
-Mogłaś, ale za dużo od siebie nie oczekuj.
-Co to ma znaczyć?!
-I tak weźmiesz to za co chcesz.
-....Dupek z Ciebie
-Dziękuję.
Wstałam idąc w stronę schodów. Kiedy na nich byłam poczułam jak ktoś przypiera mnie do ściany. Przez koszulkę czułam zimno drewna na brzuchu.
-Co ty do cholery robisz Smith?
No bo przecież któż inny? Ledwo żywy Damon?
-Cicho..słuchaj.
-Nic nie słyszę-spojrzałam się w stronę schodów
-Nie zostało mi dużo czasu
-Jest przytomny?
-Nie, ale słyszę jego serce.
-...i?
-Myślałem...już nie ważne
-Ważne ważne...
-Czasami wampirom w tym stanie zdarzają się halucynacje. Są wtedy wyjątkowo niebezpieczne.
-Oj-westchnęłam-Martwisz się o mnie.
-Martwię się, że będę miał kolejną osobę na głowie-puścił mnie-Idę po Katherine...idź do domu.
-Nie
-Chcesz zostać sama z niepanującym nad sobą wampirem?
-Sądzę, że wstrzyknięty jak działa szybciej, a on nie ma siły nawet mrugać...
-Co ty możesz wiedzieć?
-Wiem więcej niż ci się zdaje.
-Dlaczego ma postępować szybciej?
-Igła wbija się głębiej, a przy ugryzieniu nie masz tak dużej dawki jak zapewne mu wstrzyknęła. Ona chciała go zabić od razu.
-Wygrałaś...
Uśmiechnęłam się poruszając brwiami.
-A teraz możesz się odsunąć zboku
-Błagam. Bez komplementów.-powiedział sarkastycznie, schodząc na dół.
-Skoro to dla Ciebie komplement.
-Niesamowity-przewrócił oczami
-Jesteś zwykłym idiotą.
-Seksownym idiotą.
-Po co ja to mówiłam?-zeszłam za nim odprowadzając go do drzwi
-Bo chciałaś, abym powiedział to co powiedziałem.
-Mogłam ugryźć się w język
-Mogę cię w tym wyręczyć-poruszył brwiami zakładając kurtkę.
-Nie. Nie chcę by twoje usta kiedykolwiek dotykały moich. Zrozumiano?
-Mogę się bez tego obejść-mrugnął do mnie znacząco, a ja przewróciłam oczami
-To samo dotyczy twojego kolegi.
-Tego kolegi?-spojrzał na swoje krocze-Spokojnie. Jest jeszcze mineta.
-Masz w ogóle mnie nie dotykać
-Chyba, że mnie poprosisz.
-Nie poproszę.
-Zobaczymy
-Zobaczymy-powtórzyłam
-Haha...zobaczymy-powiedział otwierając drzwi
-Pa Smith.
-Pa Ansel.
Zamknął za sobą drzwi, a ja odetchnęłam z ulgą.








