5: But let's be honest

Lissa:
**23:30**
*5 września*
Leżałam w łóżku patrząc w sufit. Obok mnie leżałam moja książka i ulubiona kawa z pianką. To była moja chwila relaksu po ciężkim dniu w szkole. Zaczęłam myśleć o nowej uczennicy. Jak ona miała ?Kath? Mniejsza. Była dziwna ,zamyślona, nie obecna. Tak jak ja ,ale ona była nieobecna w niepokojąco dziwny sposób. Siedzę z nią na matmie. Coś uderzyło o mój balkon 
Odruchowo się podniosłam patrząc w stronę szklanych drzwi zasłoniętych przez zasłony. Przewróciłam oczami i pewnie podeszłam do drzwi balkonowych otwierając je. Tam zobaczyłam coś, a raczej kogoś, kogo się nie spodziewałąm. Faceta z wczoraj. Tego poszarpanego kolesia stojącego w lesie. Bez ran wyglądał lepiej
-Co tu robisz ?-zdziwiłam się unosząc brew. Byłam sama w domu więc nie musiałam dbać o to jak głośno mówię
-A na co to wygląda ?-zapytał naśladując moją minę
-Na włamanie
-Ładny pokój by the way-powiedział nadal opierając się o barierkę
Patrzyłam na niego zdziwiona. Po co tu przyszedł? I skąd ma mój adres. Śledził mnie. Na bank
-...Dziękuję ?
-Mógłbym wejść?-uśmiechnął się uroczo pokazując swoje zęby. Nastała głucha cisz. Zaczęłam zastanawiać się czy dobrym pomysłem byłoby wpuszczenie go i co mógłby wtedy zrobić. Otrząsnęłam się. Dam sobie radę. Kim on niby może być? Zacznę się martwić gdy okaże się ,że umie czarować.
-Jasne-otworzyłam szerzej drzwi wpuszczając go do środka. Chłopak uśmiechnął się szerzej wchodząc. Walczyłam z "wrotami" przez ,które przed chwilą przeszedł chłopak-ale gdy zjawią się moi rodzice musisz uciekać
-Oczywiście
-A więc...-odwróciłam się zwyciężając z drzwiami ,a chłopak już dawno był na moim łóżku-...nie za wygodnie ci ?-skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej
-Nie narzekam-przewróciłam oczami udając zirytowaną
-Co tu robisz ....ymmmm?
-Ashton, a Ty Lissa jak mniemam ?
-No co ty nie powiesz ?-znów uniosłam brew-Przecież wiem jak się nazywam
-A więc jesteśmy dla siebie nie mili ,okay.
-Gratulacje...może zdradzisz mi swoje nazwisko ?
-Nie...po co tu przylazłeś ?
-Miałem nadzieję ,że lepiej się poznamy...ale chyba nie chcę cię poznawać...-uśmiechnął się sztucznie
-Racja...ja też nie chcę poznawać gościa z lasu ,który zachowuje się jak cham
-Tylko dlatego ,że Ty też jesteś nie miła...ale może masz rację...a skoro masz rację to po co wpuściłaś mnie do domu?-pochylił się do przodu opierając łokcie na kolanach
-By nie zniżać się do Twojego poziomu
-Skoro nie chcesz się zniżać do mojego poziomu to podaj mi swoje nazwisko...albo sam się dowiem-wziął zeszyt ,który leżał na stoliku nocnym
-NIE!- rzuciłam się na niego wyrywając mu go z ręki co spowodowało banan na jego twarzy
-Musisz mieć okropne nazwisko skoro się tak go wstydzisz
-Więc może ty zdradzisz mi swoje ?
-Po co ?
-Po to po co ty chciałeś moje
-Okay
-Słucham uważnie-przewróciłam oczami
-Smith
-WOW...skoro już wymyślasz nazwiska mógłbyś się bardziej postarać
-Nie...nie wymyśliłem, ale cieszę się ,że ci się podoba
-Co ty dajesz?
-Daję ci do informacji ,że jestem Ashton Smith. Chcesz dowód?
-Oczywiście-wyjął portfel z wewnętrznej kieszeni kurtki i podał mi go. Były tam wszystkie jego dane. Nie kłamał
-Oj nie zachwycaj się tak
-Z tym nazwiskiem masz prz*jebane do końca życia
-Niby dlaczego ?-spytał zabierając mi "dowód"
-Spokojnie to tylko moje zdanie...po prostu to strasznie powszechne nazwisko
-To podaj mi swoje
-Nie
-Ej to nie fair
-Po co ci ?
-Możemy się poznać...mimo pozorów i twojego paskudnego charakteru lubię poznawać nowych ludzi
-Ehhhh...Ansel
-Jak?
-Ansel
-Lissa...Ansel-powtórzył analizując każde słowo
-Aż tak trudne?-spytałąm ze śmiechem
-Jak diabli-zaśmiał się ,a ja odwzajemniłam gest
-Mhm...
-Ansel
-Długo będziesz to powtarzać?
-Poczeeekaaaj...Ansel....już skończyłem
-Okay...co chcesz jeszcze wiedzieć?-usiadłam na fotelu podkulając nogi pod brodę
-Wszystko-uśmiechnął się
-Książkę o mnie piszesz ?
-Jeśli mogę
-Nie...nie możesz
-Więc piszę pamiętnik
-Zadaj pytanie może odpowiem
-Ile masz lat?
-Niedługo 19 ,a ty ?
-21,,,
-Staruch z Ciebie
-A z Ciebie smarkula-zaśmiał się
-Dzięki- wysyczałam
-Przyjemność po mojej stronie-odparł ,a ja wstałam wzdychając
-Dawaj kolejne
-Jakieś rodzeństwo ?
-...Miałam mieć...trzy lata temu....ale mama poroniła...a ty masz?
-Nie...a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo
-Mhm-uśmiechnęłam się lekko

4: But your joy ride just came down in flames

Damon:
*3 września 2015*
-A ty musisz być Katherine-kontynuowałem rozmowę z tajemniczą dziewczyną-Hm...Katherine...nie źle 
-Jeszcze
-Masz imię zupełnie jak moja dziewczyna ,którą chcesz zabić
-Stefan coś o mnie mówił?
-Nie musiał...to jak? Wpadniesz ?
-Po co ?
-Zobaczysz
-Hm...Chyba nie skorzystam
-Nie pożałujesz
-Ja nie
-A co to ma znaczyć ?
-Że ty możesz...
-Niby dlaczego ?
-Nic nie powiem do puki nie zdradzisz mi o co chodzi kotek
-Musimy wytłumaczyć sobie kilka rzeczy
-Więc zrób to przez telefon
-Nie lubię załatwiać takich spraw przez
telefon...czego się boisz ?
-...Będę po 15
-Nie pożałujesz
Oddałem telefon ,który patrzył na mnie zły i wystraszony
-Kath-powiedział do dziewczyny
-Wiem wiem...nie powinnam, ale wiesz ,że i tak by się kiedyś dowiedział...non stop krąży wokół Pierce...spotkanie było nieuniknione...
-Racja-ja sam wyjąłem telefon pisząc do mojego kolegi
***
Siedziałem zadowolony pijąc burbon w fotelu i patrząc jak mój braciszek chodzi podenerwowany raz w lewo raz w prawo. Katherine spóźniała się już 15 minut
-Damon-jęknął-co jej zrobiłeś ?
-Nie płacz...nic jej nie zrobiłem
-Powinna tu już być
-Może są korki-powiedziałem sarkastycznie zadowolony ,że mój stary dobry kumpel znów pomógł mi pozbyć się natarczywego problemu. Mój świetny humor został pogrzebany żywcem gdy usłyszałem silnik motoru i poczułem świeży owocowy szampon o zapachu słodkich brzoskwiń zmieszanych z orzeźwiającym mango. Zaciągnąłem się chłonąc ten piękny zapach gdy po chwili dotarła do mnie pewna informacja. "Nie możliwe żeby tu dotarła" warknąłem w duchu zrywając się z kanapy zanim Stefan zdążył się zorientować ,że nasz gość dotarł. Udałem się do drzwi otwierając je na oścież i opierając się o ich framugę z zaplecionymi rękami

                                                        


      ~Soundtrack for this moment [klik]~

"Nie możliwe żeby tu dotarła" warknąłem w duchu zrywając się z kanapy zanim Stefan zdążył się zorientować ,że nasz gość dotarł. Wyobrażałem sobie grzeczną dziewczynkę ubraną na jakiś jasny kolor ,który odzwierciedlał by jej duszę grzecznej ,poprawnej dziewczynki ,która ma na celu ochronę innych tak jak mój nieszczęsny braciszek. Westchnąłem. Pewnie mój znajomy jej nie znalazł ,albo pomylił dziewczyny. Udałem się do drzwi otwierając je na oścież i opierając się o ich framugę z zaplecionymi rękami . Dziewczyna wyłączyła silnik po czym wstała z siedzenia prostując swoje długie zgrabne nogi na czarnych szpilkach. Była odwrócona do mnie tyłem ubrana w czarną skórę ,rurki tego samego koloru . Miała też białą zwiewną bluzkę z dekoltem w kształcie litery V odsłaniający jej jędrny biust. Zdjęła kask rozczesując palcami włosy i odwróciła się w moją stronę. Przełknąłem ślinę. To nie możliwe ,aby to była ona. Przestałem się uśmiechać gdy dziewczyna stała przede mną ,a ja miałem pewność ,że to Katherine. Jak mogłem jej nie poznać ? Właściwie dorosłą widziałem ją raz ,w rozbitym powozie i może z kilka razy idąc przez miasto. Może nie wie ,że to ja nasłałem na nią zabójców.
-Coś nie tak?-zapytała przekrzywiając głowę z lekkim drwiącym uśmiechem
-Nie, nic-powiedziałem siląc się na uśmiech patrząc w jej niebieskie oczy
-Dawno się nie widzieliśmy
-Tsaaa-powiedziałem olewająco i już miałem wejść do domu gdy ona złapała mnie za nadgarstek ciągnąc do siebie po czym przyparła mnie do framugi drzwi przyciskając i do szyi rękę
-Jeśli jeszcze chcesz kogoś wynająć aby mnie zabił...wynajmij kogoś kto się na tym zna.Zmierzyłem ją wzrokiem.
-Słonko ,aż muszę wiedzieć...czym ty właściwie jesteś ?Łowcą?
-Teraz? Nikim ważnym ...ale jeszcze jeden taki incydent ,a twoja kochana Pierce i Ty skończycie jak przyjaciel, któremu kazałeś  mnie zabić ,czaisz...słonko?
-...-przemilczałem odpowiedź ,a ona weszła do środka

3: I'm out of her league

Damon:
*3 września 2015*
Stałem za rogiem pokoju mojego braciszka podsłuchując jego rozmowę z dziewczyną, która zamieniła Pierce w człowieka
-Gdzie jesteś?-zapytał szepcząc trochę zdenerwowany
-W szkole...w walonej szkole do której zapisałam się aby dopaść waloną Pierce...-usłyszałem głos w słuchawce
-Dajmy jej spokój
-....słucham?-zapytała przekonana ,że nie dosłyszała.
-Dajmy jej spokój-powtórzył głośniej
-Żartujesz...prawie ją wykończyliśmy
-Nie Kath...nie żartuję
-Daj mi jeden dobry powód
-Jeżeli ona zginie...nasza trójka też
-...To dobry powód...kto ustanowił tą zasadę ?
-Nie wnikaj w szczegóły...odpuść...
-Stefan...nie pogrywaj ze mną
-Przyjadę po Ciebie. O której kończysz?
-Nie musisz...po prostu chcę wiedzieć co się dzieje-wzdycha zrezygnowana dziewczyna-wiesz ,że damy radę...za to wszystko co zrobiła Grace...jest silna..ma więcej doświadczenia...
-Wiem ,że dałabyś radę...ale bez ofiar by się nie udało...
-Wiem...ch*lera muszę zabić tą s*kę...choćby na własną rękę-W tym momencie zirytowany wyciągnąłem telefon pisząc do znajomego który walczył ze mną w czasie wojny i walczy do dziś tym razem u boku Pierce
"Musimy pozbyć się dziewczyny, która poluje na Katherine"
-Dogi braciszku-przerwałem mu rozmowę podchodząc w jego stronę-Zaproś ją...wytłumaczymy sobie kilka spraw-powiedziałem mając pewność ,że gdy tylko dotrze na parking zgarnie ją mój sojusznik.
-Nie
-Oj daj spokój...będziesz obok...chyba ,że masz coś do ukrycia
-Pi*prz się-wyrwałem mu telefon
-Stefan...Stefan?-zapytała dziwczyna
-Nie tym razem słonko. Mój braciszek nie wiedział jak Cię do nas zaprosić więc muszę wziąć sprawy w swoje ręce
-Wybacz nie uczęszczam do burdeli
-Burdeli ?
-Tak, Stefan mówił ,że od kiedy u niego mieszkasz macie tam więcej dziwek niż jesteś w stanie zaliczyć
-Brakuje tylko ciebie
-Sądzę ,że ty nadrabiasz moją nieobecność i wyjątkowo zabawiasz waszych znajomych
-Śmieszne-przewróciłem oczami
-Dziwne nie staram się ...Jak sądzę mam przyjemność z Damonem
-Stefan o mnie opowiadał ?
-Można tak powiedzieć
*1849*
5 letni Stefan bawił się ze swoją starszą o 2 lata koleżanką podczas gdy Damon szedł koło swojej mamy, która pochłonięta była rozmową z panią Herondale. Czarnowłosy chłopak lubił udawać się z nią na długie spacery i słuchać ich ciekawych rozmów podczas gdy jego braciszek ,mała Katherine Herondale i jej starszy ,w wieku Damona, brat zajmowali się sobą uważając Damona za nudnego. Biegali między drzewami walcząc kijkami. Oczywiście nie kończyło się to bez ran , zadrapań i siniaków ,które motywowały dzieci do jeszcze bardziej zaciętej walki.
-Damonie-zwróciła mu uwagę mam-Nie chcesz się pobawić ze swoim braciszkiem ?
Chłopiec spojrzał na mamę błagalnie. Pani Herondale przykucnęła przy nim zmartwiona wyrazem jego twarzy
-Wszystko dobrze kochanie? Możesz nam powiedzieć-pogłaskała go po policzku zatroskana
Chłopiec z lekkim uśmiechem delikatnie pokręcił głową 

2: I think I'm gonna lose my mind

Lissa:
*22:30*
*2 wrzesień 2015*
Leżałam w swoim łóżku zagapiona w sufit. Nie mogłam spać już od tygodnia. Nie wiem co się ze mną dzieje. Próbuję zamknąć oczy ,a wtedy las zaczyna wydawać z siebie makabryczne dźwięki. To powód mojej bezsenności...hałas.
Mieszkam przy lesie na obrzeżach miast. Moja mama nie lubi pędu życia i hałasu miast.Jedzie tam tylko ze względu na spotkania lub zakupy. Taaa moi rodzice nie należą do najnormalniejszych. Podciągnęłam się z łóżka zakładając szlafrok i wychodząc na balkon z ,którego miałam widok na las. Tylko las. Głosy ucichły. Plusem mieszkania w takim miejscu było świeże powietrze i widoki.
Oparłam łokcie o barierkę.  Głosy znów zaczęły rozchodzić się po lesie. Wsłuchałam się w nie. Sowa. Inne zwierzęta. Wiele różnych dźwięków ,które ku mojemu zdziwieniu przerwał krzyk. Moje serce zaczęło bić szybciej ze strachu. Postanowiłam ubrać się i sprawdzić co się dzieje. Szybko ubrałam się w czarny komplet i zakradłam się do lasu. Omijałam drzewa ,które zdawały się nade mną nachylać. Nie powinnam była wychodzić ,a przynajmniej bez broni. Ostatnio mówi się tu o atakach zwierząt. Trudno. Zawsze mogę się obronić mocą jak na czarownicę przystało. Rozglądałam się na każdą możliwą stronę gdy z prawej zobaczyłam jasne światło. Postanowiłam udać się w jego stronę. Szłam powoli w tamtym kierunku zauważyłam ,że blask się oddala. Podbiegłam trochę do przodu kiedy byłam już blisko zobaczyłam czarną postać. Zaczęłam ciężej oddychać. Starałam się cicho podejść do tej osoby lecz ona zauważyła mnie odwracając się gwałtownie. Zacisnęła pięści po czym podniosła wzrok. Był to mężczyzna o czarnych włosach. Był starszy ode mnie. Uśmiechnął się obnażając białe proste zęby. Więcej nie mogłam zobaczyć przez latarkę świecącą mi w oczy
-Witaj-powiedział patrząc mi w oczy. Jego głos był spokojny
-....Witam-niepewnie spojrzałam w jego stronę
-Nie powinnaś tu chodzić o tak późnej porze...prawda?
-Sądzę ,że to moja sprawa o której chodzę po lesie.
-Masz absolutną rację
-Mógłbyś wyłączyć latarkę ?-opuścił ją i wtedy dostrzegłam jego czarne roztrzepane włosy, ciemne oczy i te cudowne kości policzkowe. Zauroczyłam się nim ,ale oprócz tych wymienionych przeze mnie rzeczy było coś jeszcze, poszarpana i poplamiona krwią koszulka- Co się panu stało ?
Spojrzał po dobie
-Sądzę ,że to moja sprawa co robię z moimi ubraniami.
-...racja-znalazłam kolejną ranę ,tym razem na jego ramieniu. Głęboką jakby ktoś wbił mu coś ostrego w ramię-Trzeba to opatrzyć
Spojrzałam mu w oczy.
-Zajmę się tym złotko
-Trzeba to opatrzyć, inaczej wda się zakażenie
-Zajmę się tym
-Ale...
-Nie twój interes- powiedział już trochę zirytowany
-Jak wolisz-Warknęłam odwracając się i idąc  przed siebie w głąb ciemnego lasu. Wszystkiemu towarzyszyło mi nie miłe uczucie obserwowania. Spojrzałam przez ramię w stronę gdzie stał mężczyzna. Nie było go. Przełknęłam głośno ślinę i ruszyłam dalej. Postanowiłam wrócić do domu. Tak szybko jak się dało. Jakiś czas później byłam już pod domem. Ostrożnie i powoli otworzyłam drzwi mając nadzieję ,że nikt nie zauważył mojej nieobecności. Na szczęście w domu było cicho. Wróciłam na górę przebierając się w piżamę  i kładąc się spać. Po całym tym zdarzeniu oczy same zaczęły mi się kleić ,a łóżko było najbezpieczniejszym miejscem na ziemi...aż do czasu gdy zadzwoni budzik.