29: Sucker for pain

Lissa:
*16:30*
Siedziałyśmy w kawiarni, przy oknie patrząc na ludzi przechodzących obok
-Gdzie byłaś?-odezwałam się wreszcie skupiając na sobie, na chwilę jej wzrok. Odłożyła filiżankę na talerzyk z cichym westchnięciem.
-Jak najdalej stąd-uśmiechnęła się szybko mieszając wymieszaną kawę.
-Czyli?
-Nie ważne. Jak tam u Ciebie?-spytała oblizując łyżeczkę. Jej łokcie ani razu nie dotknęły stołu.
Wzruszyłam ramionami.
-Więcej czasu spędzam z Ash'em. Tyle się zmieniło.
-To dobrze, cieszę się-spojrzała ponownie skupia na mnie swoje spojrzenie-Chyba.
-Nie jest taki zły, gdy nie jest dupkiem.
-Jak fajny jak nie jest nie fajny...a grunt to ziemia.
-Noo...Wiesz, że gdyby  nie Pierce, nigdy byśmy go nie poznały i może miałby teraz narzeczoną.
-Pierce rozbija związki? Ktoś jej za to płaci czy to tylko hobby?
-Fajnie wiedzieć, że tylko mi nic nie zrobiła
-Cieszę się słońce, ale chyba zapomniałaś o Stefanie.
-No tak-napiłam się kawy-Ale też go długo nie znałam.
-Racja, miło wiedzieć, że kogoś nie skrzywdziła.
Uśmiechnęłam się blado szykując kolejne niewygodne pytanie.
-Co ci zrobił Damon?
-Myślałam, że wszystko już wiesz.
-Nie wiem co teraz zrobić?
-...Z nim?
-Co teraz zrobić, żeby się ukryć, bo właśnie wysiada z samochodu-spojrzała na samochód postawiony niedaleko od drzwi kawiarni.  Szybko wzięła kartę zasłaniając nią swoją twarz. Śledziłam wzrokiem wampira aż zniknął mi z pola widzenia-Przeszedł. Będziesz tak cały czas?
-Tak. Przynajmniej się postaram-odłożyła kartę-Wracając do Ashtona. Kiedy to się zaczęło?
-W dzień kiedy poszliśmy do klubu. Kiedy wróciłam po tym wszystkim do domu, a on siedział pod drzwiami z winem i przeprosinami. Wtedy to się jakoś zaczęło-wzruszyłam ramionami-Jesteśmy przyjaciółmi. Niczym więcej.
-Mimo wszystko. To było urocze, prawda?
-Tak trochę. Z tego co mi opowiadał był romantykiem, ale zmienił się po śmierci miłości jego życia.
-Może z tego będzie coś więcej
-Przyjaźń damsko męska
-Nie istnieje-dokończyła- Chyba, że jedno z dwójki przyjaciół jest homo lub w związku.
-To jak niby ty przyjaźniłaś się ze Stefanem?
-Byliśmy dziećmi, przez długi okres czasu się nie widzieliśmy i ponownie spotkaliśmy się gdy byłam z Chrisem.
-...Ale ja i Ash. Wątpię
-Przepraszam, ale chyba tylko ty.
-...Więc o czym gadamy?
-Nie wiem.
-Damon wszedł do kawiarni. Nie chce ci się przypadkiem skorzystać z toalety?
-Rzeczywiście, potwornie-uśmiechnęła się do mnie idąc w stronę drzwi z kółkiem. Szkoda tylko, że zapomniała torebki. Było już za późno, Damon odwrócił się w moją stronę, aby po chwili podejść i usiąść na miejscu Kath.
-To torebka Katherine?
-Nie, mojej koleżanki Sophie.
-Używają tych samych perfum?
-Widocznie, nie wiem, nie wącham swoich koleżanek. Co tu robisz?
-Siedzę.
-Dlaczego nie w barze?
-Wolę kawę
-Kawę? Od kiedy?
-Od zawsze.
-Więc napij się kawy z laską, którą przed chwilą wyrywałeś.
-Oj nie bądź zazdrosna. To, że do kogoś nieraz się uśmiechnę nie znaczy, że flirtuję.
-Nie jestem. Jestem zła bo wyraziłam się jasno, że masz się trzymać ode mnie z dala.
-I co mi zrobisz za to, że tu usiadłem?
-Mogę sprawić, że za sekundę zaczniesz się palić.
-W kawiarni?-uniósł brew-Przy świadkach?-uniósł kolejną-Czarownice jednak nie myślą.
-Idź stąd. Już. Irytujesz mnie. Powinnam zniknąć tak samo jak Kath.
Pochylił się w moją stronę opierając się łokciami o stół.
-Wiesz jak zniknęła?
-Co cię to obchodzi? Stało się dokładnie to czego oczekiwałeś.
-Nie chciałem.
-Najpierw się myśli potem robi. Idź już.
-...Wiesz coś o Katherine. Umarła czy zniknęła?
-Umarła-oznajmiłam- Już możesz iść. Nie chcę cię widzieć.
-..Rozumiem-wstał wychodząc, po pięciu minutach Kath wróciła na miejsce.
-Dziękuję, ratujesz mi życie. Wracając do Asha i Ciebie-przysunęła sobie krzesełko do stolika-Pasujecie do siebie
-Ehhh-przewróciłam oczami na co ona uśmiechnęła się do mnie delikatnie-Nie.
-"Ehhh" tak.
-"Ehhh" nie.
-Co nie?-spytał Ashton  siadając obok mnie. Wziął moją kawę i upił z niej łyka.
-Rozmawiamy o butach. Uznałam, że pluszowe szpilki z główkami króliczków są słodkie-uśmiechnęła się ponownie Kath.
-Mmmm nie są-oznajmił Ashton zdezorientowany. Ze zmarszczonymi brwiami patrzył raz na mnie raz na Katherine.
-Lissa też tak twierdzi.
-Wielkie umysły myślą podobnie-uśmiechnął się do mnie ciepło kradnąc mi kolejny łyk-Rozmawialiście z Damonem? Zastanawiałem się dlaczego był zły. Nawet powiedział "daj mi spokój pchlarzu". Myślałem, że to jego normalny stan, ale zobaczyłem was przez okno i...
-Ja z nim rozmawiałam-przerwałam mu.
-A z Kath ma ciche dni.
-Myśli, że nie żyje.
-Dlaczego?
-Bo to sk*rwiel i ma jej dać spokój.
-Oł, mocne słowa. O mnie też tak mówicie?
-Nie-Katherine wstała biorąc swoją torebkę-Podobno jesteś sympatyczny. Muszę już iść. Dziękuję za miły czas. Już zostawiam was samych.
A to wredna jędza- pomyślałam odprowadzając ją wzrokiem do drzwi. Ashton zajął jej miejsce siadając na przeciwko mnie z uśmiechem.
-Jak tam?
Wzruszyłam ramionami.
-Tak jak ostatnio. A jak u Ciebie?- starałam się wysłać mu szczery uśmiech, ale wyszedł mi grymas lub szczękościsk. Trudno mi to opisać.

-Okaaaay-przeciągnął wysyłając mi zmieszany uśmiech.
-Co tu robisz? Miałeś dziś jakąś randkę z tego co pamiętam. O 17, a jest 16:49.
-Odwołana. Ma grypę. Przyszedł bym do niej, ale jej mama nie pozwala jej sprowadzać mężczyzn do domu. Zwłaszcza, że nie noszę sweterka na koszuli więc muszę ściągać same kłopoty.
-Hah. Mogłeś raz założyć.
-Na ślub też bym musiał.
-Uuuuu od razu ślub planujesz?-zaśmiałam się
-I dzieci, będziemy mieli małą drużynę do siatkówki.
-Na pewno będą mistrzami świata.
-Tak, w bieganiu dookoła stołu i irytowaniu taty.
-Zawsze coś
-Hah-uśmiechnął się-A ty jakie masz plany?
-Nie wiem. Nie myślałam o tym...za bardzo.
-Za bardzo?
-Kiedy miałam pięć lat myślałam, że jak będę dorosła życie będzie łatwiejsze. Marzyłam o księciu na białym koniu, gromadce dzieci i pięknym domu z ogrodem...a potem zdałam sobie sprawę, że życie nie jest tak piękne jak się wydaje. Wytłumaczyła mi to babcia i na drugi dzień zmarła.
-Wyrobiła się w terminie-zaśmiał się po czym spuścił wzrok uświadamiając sobie, że było to nie na miejscu. Napiłam się ponownie kawy.
Moja mama przy tym była. Szła z babcią przez pasy, a na torach ją potrąciło.
-O matko. Przepraszam-zaczął się śmiać, aby ponownie wyjść na pewnego siebie "badboya".
-Czemu się śmiejesz?
-Odebrała dziecku marzenia, a potem za to wpadła pod tramwaj.
-To nie śmieszne. Poza tym, miała rację, nie istnieje książę na białym koniu.
-Racja, teraz używa się innego środka transportu.
-Nie chodzi o to na czym się jeździ-przewróciłam oczami-Tylko o to, że taki książę jest idealny dla swojej księżniczki, a ja mam dość duże wymagania, więc wiesz...
-Więc mam spadać? Zdradzę ci sekret. Wystarczy, żebyś przy facecie czuła się jak księżniczka żeby stał się twoim księciem.
-Tylko, że mój książę mnie rzucił. Wątpię by był jeszcze jeden taki.
-Skoro cię rzucił to po co chcesz drugiego takiego? Żeby znowu cię rzucił? Odtrącasz innych bo nadal jesteś zapatrzona w kogoś z kim już najprawdopodobniej nigdy nie będziesz. To głupie. Trzeba żyć dalej.
-Ale żeś mnie pocieszył-szepnęłam biorąc łyka już letniego napoju.
-Nie chciałem cię pocieszyć, tylko uświadomić w pewnych kwestiach.
-Wolę być sama, niż cierpieć przez facetów, ale jak znajdzie się ktoś taki to będzie super. Jak nie to nie...Moim mężem będzie gromada kotów.
-Jak oryginalnie-powiedział sarkastycznie-Odstaw tą kawę, tam są jakieś depresanty.
-Taaaa
-Ja mam zamiar znaleźć dziewczynę. Najbardziej obiecująca kandydatka leży w łóżku i kaszle.
-Hah, życie Ash'uś.
-I cieszę się, że mogę je przeżyć.
Zaśmiałam się kręcąc głową
-Ale wiesz, że musisz coś do niej czuć? Bo co po tym jak będzie twoja skoro nie będzie tego czegoś.
-...Kocham ją.
-To fajnie-pokiwałam głową.
-A ty masz kogoś na oku? Mężczyznę, nie kota.
-Miałam
-ah...-uśmiechnął się zmieszany
-Nom
-Taaaa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz