30: Now that she's back from that soul vacation

Katherine:
W następnym tygodniu ponownie spotkałam się z Lissą. W parku odbywało się przywitanie jesieni. Znalazłyśmy dwa drzewa wystarczająco blisko siebie, abyśmy mogły rozwiesić hamak. Gdy byłyśmy już pewne, że nic się nie rozwiąże usiadłyśmy na po przeciwnych stronach przykrywając się jednym ciepłym kocem. Rozlałam nam do kubków gorącą czekoladę którą przywiozłam w termosie. Na scenie odbywał się pokaz talentów. Na scenie stała dość wysoka dziewczyna śpiewając "you the one that i want". Zaczęłam śpiewać razem z nią z ręką uniesioną do góry. Ruszałam biodrami w prawo i lewo powodując lekkie chwianie się nas obu. 
-Kath, już spokojnie.
-Już już-uśmiechnęłam się.
-Promieniejesz.
-Od tygodnia mam spokój. Nie widzę Damona, a wampiry nie panoszą się po mieście. Cieszę się wolnym.
-Cieszę się.
-...Nie widać-przestałam się uśmiechać-Coś się stało?
-Nie, wszystko jest po staremu...Oprócz tego, że przez większość dnia słyszę od Ash'a "Miranda to...Miranda tamto..."rzygać można. Ma bzika na jej punkcie.
-Lissa...lubisz Ashtona?-uśmiechnęłam się znacząco, a ona podniosła wzrok pijąc ze swojego kubka aby uniknąć odpowiedzi
-Jest moim przyjacielem.
-Iiii?
-I nic więcej.
-Niedawno nie był nawet przyjacielem.
-Ale go lepiej poznałam i się nim stał.
-Nie długo możesz poznać go jeszcze lepiej-uśmiechnęłam się tuptając nogami. Uwielbiam historie miłosne. Te moich znajomych, wydają mi się bardziej realne od książek czy filmów.
-Kath błagam Cię. Między mną, a nim nic nie będzie.
-Jaaasne-nadal uśmiechałam się do kubka.
-On kocha Mirandę geniuszu. Daj spokój Kath-przewróciła oczami- To tak jakbym mówiła, że masz być z...z kim ty byś mogła tu być.
-Aż tak trudno kogoś mi poświęcić?-zaśmiałam się
-Zamknij oczy i wyobraź sobie osobę której nie cierpisz.
-Już-zaczęłam wyobrażać sobie sylwetkę, która zaczęła przybierać dane rysy.
-Na pewno z nim będziesz!- krzyknęła, a ja otworzyłam szybko oczy podskakując.
-Co to było?
-Za głośno.
-Bardzo za głośno.
-Sorka. Coś ci się dziś śniło?
-Że czytałam gazetę w której były zdjęcia potraw. Mogłam włożyć widelec do obrazka i posmakować poszczególnych dań.
-Ale super. Gdyby tak było w prawdziwym świecie jadłabym rano naleśniki z syropek klonowym.
-Prawda? To by było cudowne, a Tobie się coś śniło?
-Damon jest na pikniku.
-Dziwny sen-zmarszczyłam brwi
-Nie sen, ale jak na razie nas nie widział. Wracając do pytania, Stefan mi się śnił. Byliśmy na łące, opowiadał mi, że jest mu teraz lepiej, że tęskni za Tobą i Damonem, ale odkąd tam jest jego życie jest lepsze. Jest szczęśliwy. Wie, że sobie dobrze radzimy i cieszy się, że mamy kontakt.
Łza  spłynęła mi po policzku.
-Piękny sen. Tęsknię za nim.
-Ja też. Może znałam go dzień, ale strasznie go polubiłam.  Można powiedzieć, że pokochałam. Żałuję, że wtedy go nie powstrzymałam jak chciał iść.
-To nie twoja wina. Zabili go następnego dnia. Dobrze, że ciebie wtedy nie było, ciebie też mogliby zabić.
-Byłoby nawet lepiej-wzruszyła ramionami-Przynajmniej nie słuchałabym jak chcesz, żebym była z Ashem.
-Ej przecież mnie lubisz-posłałam jej uśmiech przechylając głowę.
-Lubię...ale czasem jesteś denerwująca.
-Oj tam zaraz-powiedziałam gdy przykryła mnie kocem
-Śpij....Czego ty jeszcze chcesz?-warknęła po chwili do chyba domyślam się kogo.
-Może milej?
-Nie sądzę.
-W każdym razie-odetchnął-Zostaliśmy sami. Wszyscy inni nie żyją. Nie mam zamiaru cię przepraszać. Zwyczajnie nie przejdzie mi to przez gardło. Przejdźmy do momentu po pogodzeniu...Przepraszam, to ta Sophie?
-Tak, ale zasnęła więc nie waż się jej budzić.
-Nie wiem, chętnie bym ją poznał. Mogę jednak poczekać jeśli mi wybaczysz.
-A jak nie to co? Obudzisz ją? Zabijesz? Wiesz, że się zemszczę. Radziłabym sobie iść.
-Zemsta nie przywróciłaby jej życia. Zabawne, że rzeczywiście pachnie jak Katherine.
-Jeśli ją tkniesz nic nie przywróci życia tobie. Idź szukać sobie innych przyjaciół.
-Lissa przecież byliśmy przyjaciółmi.
-Byliśmy! Dokładnie! Ale pokazałeś, że jesteś dziecinnym, egoistycznym, apodyktycznym, dupkiem, który potrafi tylko krzywdzić innych w tym swojego brata.
Wampir zamilkł, a ja otworzyłam buzię w szoku.
-Chciałbym żeby obyło się bez grożenia, ale mnie do niego zmuszasz.
-Odejdź, bo nie będę patrzeć na świadków i coś ci zrobię.
-Stefan by nie odpuszczał-wystawił argument
-Stefan nie musiałby przepraszać.
-Nie był święty-warknął
-Nikt nie jest, ale on rozumiał swoje błędy, ty ich nie rozumiesz.
-Więc mnie oświeć.
-Było ich za dużo, Damon
-Oh na pewno coś uda ci się wydukać.
-Jesteś zapatrzony w siebie. Nie patrzysz na dobro innych, niczyje życie się nie liczy, tylko twoje.
-Uhhh mocne słowa, ale trafne. Szkoda, że odrzuciłaś moją propozycję. Ja poszukałbym sobie żywych przyjaciół...podobno Katherine nie żyje-warknął odchodząc, a Lissa kopnęła mnie w stopę.
-To była groźba?-spytałam
-Nie wiem, przepraszam, nie udało się. Nie dał się nabrać na Sophie.
-Naprawdę świetnie ci szło. Dziękuję....Wiedziałaś, że go nie oszukamy prawda?
Uśmiechnęła się dając mi do zrozumienia, że się rozumiemy.
-Przynajmniej miałaś ten tydzień spokoju.
-Było świetnie, dziękuję. Chciałabyś może jutro przyjść na ognisko? O 18.
-Jasne
-Kupię bułki do hot-dogów...i kiełbaski
-Ok
-...Fajnie nie?
-Mhm

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz