Lissa:
Jechałam w ciszy patrząc co chwilę na Kath zagapioną w okno oraz Damona siedzącego na tylnym siedzeniu. Pogoda pasowała do atmosfery. Deszcz odbijał się od szyby samochodu. Nie mogłam dłużej wytrzymać
-Będzie Ashton?-powiedziałam
-Tak-odpowiedział Damon
-Ughhh
-Wiem, wiem...
-Czy tylko mi on nie przeszkadza?-spytała Kath
-Ciebie nie śledził, nie groził śmiercią rodziny i nie nazywał skarbem lub kotkiem. O! I nie wmawiał wszystkim, że ze sobą jesteście!-wybuchłam
-Nie...ale znam osobę, która robiła podobne rzeczy
-To było dawno i nieprawda-powiedział wampir, a dziewczyna prychnęła śmiechem patrząc przez okno.
-Może zajedziemy do kawiarni?-zapytałam
-Ile mamy czasu?
-Z...30 minut
-Dobrze-odpowiedziała dziewczyna, a ja uśmiechnęłam się
Do samochodu wróciłam z kawą i bukietem niebieskich róż z białą wstążką, które położyłam obok wampira
-Kath-powiedziałam układając kwiaty tak aby się nie popsuły podczas gdy oni wzięli swoje kubki.
-Słucham
-pamiętasz naszą rozmowę na matmie?
-Tak,a co?-obróciła głowę
-Dziś piątek. Jutro sobota...Może pójdziemy jutro na imprezę?-poruszyłam brwiami
-Oczywiście-powtórzyła po mnie gest
-Katherine czy ty nie masz chłopaka?-spytał Damon mając na myśli chłopaka z którym sypia Kath.
-Nie, a ty?
-Może jedźmy już na cmentarz?-wtrąciłam.
Jechałam w ciszy patrząc co chwilę na Kath zagapioną w okno oraz Damona siedzącego na tylnym siedzeniu. Pogoda pasowała do atmosfery. Deszcz odbijał się od szyby samochodu. Nie mogłam dłużej wytrzymać-Będzie Ashton?-powiedziałam
-Tak-odpowiedział Damon
-Ughhh
-Wiem, wiem...
-Czy tylko mi on nie przeszkadza?-spytała Kath
-Ciebie nie śledził, nie groził śmiercią rodziny i nie nazywał skarbem lub kotkiem. O! I nie wmawiał wszystkim, że ze sobą jesteście!-wybuchłam
-Nie...ale znam osobę, która robiła podobne rzeczy
-To było dawno i nieprawda-powiedział wampir, a dziewczyna prychnęła śmiechem patrząc przez okno.
-Może zajedziemy do kawiarni?-zapytałam
-Ile mamy czasu?
-Z...30 minut
-Dobrze-odpowiedziała dziewczyna, a ja uśmiechnęłam się
Do samochodu wróciłam z kawą i bukietem niebieskich róż z białą wstążką, które położyłam obok wampira
-Kath-powiedziałam układając kwiaty tak aby się nie popsuły podczas gdy oni wzięli swoje kubki.
-Słucham
-pamiętasz naszą rozmowę na matmie?
-Tak,a co?-obróciła głowę
-Dziś piątek. Jutro sobota...Może pójdziemy jutro na imprezę?-poruszyłam brwiami
-Oczywiście-powtórzyła po mnie gest
-Katherine czy ty nie masz chłopaka?-spytał Damon mając na myśli chłopaka z którym sypia Kath.
-Nie, a ty?
-Może jedźmy już na cmentarz?-wtrąciłam.
***
Po skończonym pogrzebie "rozmawiałam" z Katherine obok grobowca rodzinnego w którym rozmawiali Damon i Ashton. Tak naprawdę siedziałyśmy w ciszy czekając aż będziemy mogli się rozejść do domu.
-Pójdę do samochodu-powiedziała dziewczyna, a ja kiwnęłam głową idąc za nią
-Pójdę do samochodu-powiedziała dziewczyna, a ja kiwnęłam głową idąc za nią
Ashton:
-Jak się czujesz?-spytałem zapatrzonego na imię swojego brata, wampira
-Bywało lepiej
-Wydajesz się jakbyś zastanawiał się kogo zjeść na kolacje
-Wydaje ci się...Jesteś bardzo ciekawski co?
-Taka natura, powiedz..plose.
-Wal...
-Już to robiłem, ale dziękuję za propozycję-przerwałem mu
-Nie musiałem tego wiedzieć
-...To nad czym tak myślisz?
-Jak Kath może cię nie potępiać
-Ta która przyszła tu z Lissą i Tobą? Widocznie zna się na rzeczy.
-Tylko ją tknij
-Tykało ją już dużo chłopaków-chciałem go zirytować i chyba mi się udało-więc co to za różnica? Hah spokojnie, rozumiem, że obrałeś ją sobie za cel i nie lubisz gdy ktoś ci przeszkadza....nie czujesz się źle, że tylko ciebie odtrąca? Musisz być okropny.
-Nie potrzebuję jej. A jak ci idzie z Lissą?
-Heh...skoro jesteś taki mądry to dlaczego jej nie zaliczysz?
-Była przyjaciółką mojego brata. Mam pewne zasady...lecisz na nią? Nie oszukuj...to widać.
-Dlatego z szacunku do niej zamierzam zachowywać się jak dżentelmen.
-Słucham?
-Za trudne słowo? Dżentelmen to mężczyzna z klasą...to ostatnie też mam przetłumaczyć?
-Ty dżentelmenem?-wybuchł śmiechem
-A ty co ostatnio zrobiłeś?
-Zapłaciłem za kawę dla pań, a ty niby co zrobiłeś?
-Pytałem co zrobiłeś z własnej woli...dla Katherine...
Wzruszył ramionami
-...Zrozumiałem ją
-Błagam-teraz ja nie wytrzymałem-zaraz padnę
-Zamknij już ryj
-Hej idziecie?-spytała Katherine wchodząc do środka. Uśmiechnąłem się złośliwie do wampira
-Jasne-objąłem jej dłoń wykonując gest nad jej ręką. Lissa weszła do środka- Musze przyznać, że panie wyglądają dziś niesamowicie-z uśmiechem chciałem zrobić ten sam gest nad ręką Lissy, ale ona zabrała swoją dłoń. Katherine spojrzała pytająco na Damona.
-To ja wrócę do samochodu
-Poczekaj-Damon wyszedł za Kath, a ja spojrzałem na Lissę nadal się uśmiechając.
-Radzę Ci przestać się tak szczerzyć-warknęła
-Zabraniasz mi radości?
-Tak
-To źle bo nie dam rady się powstrzymać.
-Serio wolisz tamtego dupka?
-Ty niby jesteś lepszy?-poszła w stronę auta a ja za nią
-Nie przekonasz się jeśli nie dasz mi szansy
Zatrzymałem się dopiero gdy uderzyła drzwiami i odjechała
-Hej hej-weszła, przeleciałam po niej wzrokiem biały krop top i dżinsy. Do tego białe sznurowane botki. Nic nie zrobiła z włosami i chyba nawet się nie pomalowała -Coś nie tak?
-Nie postarałaś się.
-Wiem.
-Kath twój brak chęci do przyporządkowywania stroju do okazji mnie przygnębia.
-haha jak to?
-Wyglądasz jakbyś szła do szkoły...chwila-położyłam rękę na jej brzuchu- Co ćwiczysz?
-Emmm...joga...
-Bywało lepiej
-Wydajesz się jakbyś zastanawiał się kogo zjeść na kolacje
-Wydaje ci się...Jesteś bardzo ciekawski co?
-Taka natura, powiedz..plose.
-Wal...
-Już to robiłem, ale dziękuję za propozycję-przerwałem mu
-Nie musiałem tego wiedzieć
-...To nad czym tak myślisz?
-Jak Kath może cię nie potępiać
-Ta która przyszła tu z Lissą i Tobą? Widocznie zna się na rzeczy.
-Tylko ją tknij
-Tykało ją już dużo chłopaków-chciałem go zirytować i chyba mi się udało-więc co to za różnica? Hah spokojnie, rozumiem, że obrałeś ją sobie za cel i nie lubisz gdy ktoś ci przeszkadza....nie czujesz się źle, że tylko ciebie odtrąca? Musisz być okropny.
-Nie potrzebuję jej. A jak ci idzie z Lissą?
-Heh...skoro jesteś taki mądry to dlaczego jej nie zaliczysz?
-Była przyjaciółką mojego brata. Mam pewne zasady...lecisz na nią? Nie oszukuj...to widać.
-Dlatego z szacunku do niej zamierzam zachowywać się jak dżentelmen.
-Słucham?
-Za trudne słowo? Dżentelmen to mężczyzna z klasą...to ostatnie też mam przetłumaczyć?
-Ty dżentelmenem?-wybuchł śmiechem
-A ty co ostatnio zrobiłeś?
-Zapłaciłem za kawę dla pań, a ty niby co zrobiłeś?
-Pytałem co zrobiłeś z własnej woli...dla Katherine...
Wzruszył ramionami
-...Zrozumiałem ją
-Błagam-teraz ja nie wytrzymałem-zaraz padnę
-Zamknij już ryj
-Hej idziecie?-spytała Katherine wchodząc do środka. Uśmiechnąłem się złośliwie do wampira
-Jasne-objąłem jej dłoń wykonując gest nad jej ręką. Lissa weszła do środka- Musze przyznać, że panie wyglądają dziś niesamowicie-z uśmiechem chciałem zrobić ten sam gest nad ręką Lissy, ale ona zabrała swoją dłoń. Katherine spojrzała pytająco na Damona.
-To ja wrócę do samochodu
-Poczekaj-Damon wyszedł za Kath, a ja spojrzałem na Lissę nadal się uśmiechając.
-Radzę Ci przestać się tak szczerzyć-warknęła
-Zabraniasz mi radości?
-Tak
-To źle bo nie dam rady się powstrzymać.
-Serio wolisz tamtego dupka?
-Ty niby jesteś lepszy?-poszła w stronę auta a ja za nią
-Nie przekonasz się jeśli nie dasz mi szansy
Zatrzymałem się dopiero gdy uderzyła drzwiami i odjechała
***
Zegarek stojący na moim stoliku nocnym wskazywał 19. Miałam jeszcze półtorej godziny do spotkania z Kath. Ubrałam czarną, obcisłą, koronkową sukienkę oraz czarne szpilki. Pomalowałam się i byłam gotowa. Skórzaną kurtkę zarzuciłam przez ramię, w drodze do drzwi zgarnęłam torebkę która już na mnie czekała i wyszłam z domu. Wsiadłam do samochodu, zapięłam pasy, włączyłam radio i ruszyłam w stronę domu Katherine. Nie lubiłam jeździć w szpilkach, ale tego wymagała sytuacja. Pod domem dziewczyny byłam po 20 minutach-Hej hej-weszła, przeleciałam po niej wzrokiem biały krop top i dżinsy. Do tego białe sznurowane botki. Nic nie zrobiła z włosami i chyba nawet się nie pomalowała -Coś nie tak?
-Nie postarałaś się.
-Wiem.
-Kath twój brak chęci do przyporządkowywania stroju do okazji mnie przygnębia.
-haha jak to?
-Wyglądasz jakbyś szła do szkoły...chwila-położyłam rękę na jej brzuchu- Co ćwiczysz?
-Emmm...joga...
***
Dziewczyna ostatecznie została przy barze, a mnie wyciągnął na parkiet jakiś chłopak. Zdaje się Tom, który całkiem nie źle się ruszał. Jego oczy nie odrywały się od moich bioder. Obróciłam się do niego plecami, przylegając do jego torsu i kładąc głowę na jego ramieniu. Po dwóch piosenkach poczułam, że mój partner ma przeze mnie problem w spodniach. Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. Chłopak widocznie się zawstydził, tańczył mniej pewnie. Odwróciłam się do niego przodem. moje ręce wylądowały na jego szyi. Spojrzałam w dół. Nie myliłam się. Stanął mu. Podniosłam głowę i na koniec piosenki pocałowałam go w usta. Czułam napierających ze wszystkich stron ludzi, którzy przycisnęli mnie bardziej do Toma.
-Odbijamy -powiedział Smith pojawiając się znikąd i odrywając mnie od chłopaka, który zniknął gdzieś w tłumie. Odepchnęłam go.
-Naprawdę nie zatańczysz ze mną?-krzyknął, a ja bez słowa wróciłam do mojego nowego znajomego.
-Przepraszam za niego-powiedziałam
-Ja za niego też-powiedział patrząc sobie na krocze-Jestem pijany
-Nie chcesz czegoś z tym zrobić?-spojrzał na mnie, a ja dodałam:-Do mnie czy do ciebie?
Chłopak przez chwilę nie wiedział czy żartuję, a po chwili lekko się uśmiechnął
-Nie wiem czy wytrzymam
-Gdzieś tu niedaleko jest hotel
-W takim razie ja płacę
-Nie. Po połowie. Inaczej będę czuła się jak dziwka
-...dobrze
-Chodź-złapałam go za rękę i poszłam pierwsza gdy on starał się zasłonić mną swój wzwód.
-Nie...przepraszam, ale nie przepadam za spaniem z nieznajomymi, to nie w moim stylu.
-Spokojnie, to było widać...w końcu byłaś strasznie zachwycona swoim kolegom.
-Skąd wiesz, że chodzi o Luke'a?
-Domyślam się...u ciebie czy u niego?
-Idziemy na spacer. Spotykamy się w lesie nad mostkiem.
-Idziesz sama przez las?
-Tak
-Ale uważaj.
-Spokojnie, ja tu jestem ostrożna
-Okay ja kończę
-Papa
-Pa.
Wsiadłam do samochodu i odpaliłam silnik. Jakiś czas później byłam pod swoim domem, ale nie tylko ja. Ashton siedział na schodach. Było już za późno na ucieczkę. Pomachał mi więc jedyne co mogłam zrobić to wstać i wysiąść z auta.
-Czego ty chcesz?-warknęłam patrząc na okna. Miałam nadzieję, że nikogo nie ma w środku.
-Przyniosłem wino
-Po co mnie nachodzisz?
-Wiem, że moje pierwsze wrażenie, nie było najlepszym dobrym wrażeniem...a mimo pozorów nie lubię mieć wrogów. Zacząłem się popisywać i głupio mi.
-Ach tak? Trochę za późno. Ja cię już nie cierpię. I wino tego nie zmieni
-A miś?-wyciągnął go zza swoich pleców
-Miś? Serio? Nie mam 5 lat.
-Wybacz, ale wino na pewno ci zasmakuje-powiedział kładąc butelkę pod drzwiami. Ominął mnie idąc powoli w stronę swojego samochodu
-Ehhh-westchnęłam, a on obrócił się do mnie jak by wiedział, że mam zamiar kontynuować-Zostań. Nie będę pić tego sama, ale ręce przy sobie-pogroziłam palcem.
-Dobrze uśmiechnął się wchodząc za mną do środka. Położył misia i wino na komodzie stojącej niedaleko drzwi. Zapaliłam światło po czym zabrałam butelkę idąc z nią do kuchni. Znalazłam tam kieliszki oraz korkociąg i poszłam z tym wszystkim do salonu.
-Jesteś sama w domu?-spytał siadając na kanapie
-Tak, rodzice pojechali na delegację. Żadnych numerów
-Spokojnie, zwykła rozmowa-zapewnił mnie
Uśmiechnęłam się lekko siadając niedaleko niego. Złapałam za przyrząd za którego pomocą miałam pozbyć się korka z butelki.
-Pomóc?-zaoferował po czym delikatnie zabrał mi butelkę. Zrobił to z wprawą po czym rozlał trunek do kieliszków-Zacznijmy od połowy-pokiwałam głową biorąc jeden kieliszek i upijając z niego łyka
-To ten-westchnął również maczając usta w winie.
-Ten
-No-zaśmiał się
Pokręciłam głową. Wstałam idąc do kuchni po ciastka, po czym wróciłam do mojego gościa.
-Co cię naszło by przepraszać?
-Mówiłem, nie lubię mieć wrogów
-Masz ich pewnie pełno...nie zdziwiłabym się.
-Mam więcej od kiedy Pierce zmusiła mnie do współpracy
-Nie ładnie zwalać to na kogoś
-Tylko jeśli nie jest to prawda, nie znałaś jej, więc nie wiesz jak było...i tego ci zazdroszczę-wziął łyk
-Odbijamy -powiedział Smith pojawiając się znikąd i odrywając mnie od chłopaka, który zniknął gdzieś w tłumie. Odepchnęłam go.
-Naprawdę nie zatańczysz ze mną?-krzyknął, a ja bez słowa wróciłam do mojego nowego znajomego.
-Przepraszam za niego-powiedziałam
-Ja za niego też-powiedział patrząc sobie na krocze-Jestem pijany
-Nie chcesz czegoś z tym zrobić?-spojrzał na mnie, a ja dodałam:-Do mnie czy do ciebie?
Chłopak przez chwilę nie wiedział czy żartuję, a po chwili lekko się uśmiechnął
-Nie wiem czy wytrzymam
-Gdzieś tu niedaleko jest hotel
-W takim razie ja płacę
-Nie. Po połowie. Inaczej będę czuła się jak dziwka
-...dobrze
-Chodź-złapałam go za rękę i poszłam pierwsza gdy on starał się zasłonić mną swój wzwód.
***
-A ty nie chciałaś przypadkiem dziś kogoś zaliczyć?
Leżałam przykryta kołdrą patrząc na chłopaka, który leżał z zamkniętymi oczami. Albo spał. Sama nie wiem. Może przedawkował alkohol? Chłopak przewrócił się na bok tyłem do mnie. Spał. Westchnęłam po czym wstałam ubierając się. Na szafce nocnej zostawiłam pieniądze i karteczkę. Napisałam, że muszę iść i podałam swój numer telefonu. Pocałowałam go w policzek i wyszłam z pokoju wyciągając telefon i zadzwoniłam do Kath idąc w stronę wyjścia
-Halo?
-Jesteś jeszcze w klubie?-spytałam
-Nie
-Nie wiedziałam czy po ciebie wracać.
-Luke zadzwonił.
-Uuu to nie przeszkadzam
-Spokojnie, do niczego nie dojdzie.
-Halo?
-Jesteś jeszcze w klubie?-spytałam
-Nie
-Nie wiedziałam czy po ciebie wracać.
-Luke zadzwonił.
-Uuu to nie przeszkadzam
-Spokojnie, do niczego nie dojdzie.
-Nie...przepraszam, ale nie przepadam za spaniem z nieznajomymi, to nie w moim stylu.
-Spokojnie, to było widać...w końcu byłaś strasznie zachwycona swoim kolegom.
-Skąd wiesz, że chodzi o Luke'a?
-Domyślam się...u ciebie czy u niego?
-Idziemy na spacer. Spotykamy się w lesie nad mostkiem.
-Idziesz sama przez las?
-Tak
-Ale uważaj.
-Spokojnie, ja tu jestem ostrożna
-Okay ja kończę
-Papa
-Pa.
Wsiadłam do samochodu i odpaliłam silnik. Jakiś czas później byłam pod swoim domem, ale nie tylko ja. Ashton siedział na schodach. Było już za późno na ucieczkę. Pomachał mi więc jedyne co mogłam zrobić to wstać i wysiąść z auta.
-Czego ty chcesz?-warknęłam patrząc na okna. Miałam nadzieję, że nikogo nie ma w środku.
-Przyniosłem wino
-Po co mnie nachodzisz?
-Wiem, że moje pierwsze wrażenie, nie było najlepszym dobrym wrażeniem...a mimo pozorów nie lubię mieć wrogów. Zacząłem się popisywać i głupio mi.
-Ach tak? Trochę za późno. Ja cię już nie cierpię. I wino tego nie zmieni
-A miś?-wyciągnął go zza swoich pleców
-Miś? Serio? Nie mam 5 lat.
-Wybacz, ale wino na pewno ci zasmakuje-powiedział kładąc butelkę pod drzwiami. Ominął mnie idąc powoli w stronę swojego samochodu
-Ehhh-westchnęłam, a on obrócił się do mnie jak by wiedział, że mam zamiar kontynuować-Zostań. Nie będę pić tego sama, ale ręce przy sobie-pogroziłam palcem.
-Dobrze uśmiechnął się wchodząc za mną do środka. Położył misia i wino na komodzie stojącej niedaleko drzwi. Zapaliłam światło po czym zabrałam butelkę idąc z nią do kuchni. Znalazłam tam kieliszki oraz korkociąg i poszłam z tym wszystkim do salonu.
-Jesteś sama w domu?-spytał siadając na kanapie
-Tak, rodzice pojechali na delegację. Żadnych numerów
-Spokojnie, zwykła rozmowa-zapewnił mnie
Uśmiechnęłam się lekko siadając niedaleko niego. Złapałam za przyrząd za którego pomocą miałam pozbyć się korka z butelki.
-Pomóc?-zaoferował po czym delikatnie zabrał mi butelkę. Zrobił to z wprawą po czym rozlał trunek do kieliszków-Zacznijmy od połowy-pokiwałam głową biorąc jeden kieliszek i upijając z niego łyka
-To ten-westchnął również maczając usta w winie.
-Ten
-No-zaśmiał się
Pokręciłam głową. Wstałam idąc do kuchni po ciastka, po czym wróciłam do mojego gościa.
-Co cię naszło by przepraszać?
-Mówiłem, nie lubię mieć wrogów
-Masz ich pewnie pełno...nie zdziwiłabym się.
-Mam więcej od kiedy Pierce zmusiła mnie do współpracy
-Nie ładnie zwalać to na kogoś
-Tylko jeśli nie jest to prawda, nie znałaś jej, więc nie wiesz jak było...i tego ci zazdroszczę-wziął łyk

