9: Death inspires me, Like a dog inspires a rabbit,

*1849*
Damon szedł ze Stefanem za rękę przez ulice starego Mystic Falls szukając swojej matki ,która udała się na zakupy
-Będę mógł pobawić się z Kath?
-Ja Tobie nie wystarczam ?-zapytał ukrywając smutek Damon
-Nie lubisz jej-młodszy Salvatore spojrzał na brata swoimi zielonymi oczami
-A jak myślisz braciszku?
-Dlaczego?...jest fajna
-Nie, nie jest fajna
-Nawet z nią nie gadasz
-Daj spokój Stefan
-...Nie mogę się z nią bawić ?
-Lepiej nie
-Powiedz mi, co jest z nią nie tak?
-Dziewczyna z łukiem biegająca po drzewach...zastanów się. To dziewczynie nie przystoi
-Jest inna Co w tym złego?...Ty ciągle pomagasz mamie w robótkach ręcznych. Chłopcy w Twoim wieku bawią się drewnianymi mieczami
-To nie to samo Stefan
-...Dlaczego ?
-Bo ja tak mówię. Nie baw się z nią, proszę
-Nie! Nie masz nawet dobrych argumentów!
-Błagam Cię ,Stefan. Posłuchaj się mnie choć raz.
-...Dobrze- poszli dalej między stoiskami z warzywami. Damon zadowolony z siebie szedł pewnym krokiem ,szczęśliwy ,że ma taką władzę nad młodszym bratem. Ich matka stała z mamą Katherine ,która widząc Stefana pobiegła w jego stronę. Stefan był od niej tylko trochę niższy mimo dwóch lat różnicy.
-Witaj Stefanie , Damonie -powiedziała stojąc przed nimi w błękitnej sukieneczce która podkreślała jej kolor oczu. Kręcone włosy opadały jej na ramiona ,a czarne i gęste rzęsy otaczały jej oczy w kształcie migdałków-Spotykamy się dziś ?
-Nie mogę-uśmiech dziewczynki zaczął powoli znikać
-Dobrze...to może jutro będziesz miał czas?
-Nie mogę
-Wyjeżdżasz gdzieś?
-Nie...mój brat zabronił mi się z Tobą spotykać-powiedział szczerze Stefan na co Damonowi zrobiło się trochę niedobrze.
-...dobrze
-Mówi ,że  jesteś dziwna-ciągnął dalej maluch przez co dziewczynka spuściła wzrok
-Dobrze ,żegnaj-odwróciła się idąc z powrotem do mamy z którą po chwili poszła w przeciwną stronę
-Chodź-powiedział starszy brat-kupię Ci coś na pocieszenie
***
Stefan siedział na kanapie patrząc na swój drewniany jacht. Został sam z Damonem podczas gdy ich rodzice załatwiali swoje interesy poza miastem
-Stefan wyjdź na dwór-powiedział starszy Salvatore trzymając ksiązkę
-Po co ?
-Bo jest ładna pogoda ,a ty zwykle tak robisz gdy dostajesz coś nowego...chyba ,że ci się nie podoba
-Podoba...tylko ,że wychodziłem na dwór bo miałem do kogo-na dźwięk tych słów niania, siedząca na fotelu spojrzała na Stefana ze smutkiem
-Zawsze możesz sobie znaleźć nowych przyjaciół
-...dobrze-Stefan podniósł się niechętnie ,a po jakimś czasie przemierzał las w ,którym bawił się ze swoją niedawno utraconą przyjaciółką. Gdy był już wystarczając daleko od domu przykucnął przy powalonym drzewie udając ,że jego statek unosi się wśród fal
-No proszę ,proszę-usłyszał za sobą głos. Stał tam chłopak w brudnawych ubraniach ze swoją grupką. Pochodzili oni z biednych rodzic co dawało im pretekst do znęcania się nad Stefanem ,którego sytuacja majątkowa wyglądała znacznie lepiej-a gdzie twoja mała poczwara ?
-...-spuścił głowę słysząc sposób w jaki wyrażali się o Kath. Zwykle pomagali sobie w takich sytuacjach ,które nie były niczym nowym
-Postanowiła ,nareszcie zająć się lalkami? Widzę ,że ty również masz coś nowego-wyciągnął rękę po zabawkę- Na prawdę chcesz przez to przechodzić?
-...-Stefan nie reagował na jego słowa ,a chwilę później był już okładany pięściami.Z nosa zaczęła lecieć mu krew ,a on znosił swoje cierpienie w ciszy do czasu gdy niedaleko usłyszeli szczekanie
Kath stała tam razem z owczarkiem niemieckim szczerzącym kły na napastników. Chwilę później pies rzucił się w stronę chłopców płosząc ich i przy tym dając Kath szansę do podejścia do Stefana.
-Wszystko dobrz?-zapytała podając mu dłoń, którą on odepchnął
-Miałem się z tobą nie spotykać-krzyknął płacząc, Wstał biegnąc do domu w ,którym był jakiś czas później. Damon podbiegł do szlochającego pięciolatka
-Co się stało ?-spytał starając się zachować zimną krew
-...nienawidzę Cię-wydobył z siebie
-Słucham?
-...Nie...nienawidzę Cię
-Dlaczego ?
-...-postanowił jak zwykle przemilczeć fakt o szantażu- nie chcę łódki...chcę się bawić z Katherine
-Wiesz ,że to nie jest przyjaciółka dla Ciebie
-A może ty nie jesteś bratem dla mnie?
-Rodziny się nie wybiera, Stefan
-...-chłopiec chciał uciec do swojego pokoju lecz szybko został złapany za rękaw
-Ej nie widzisz ,że ona nas od siebie odsuwa? Powiedz mi co się stało?
Stefan odwrócił się do brata spuszczając głowę
-nie
-Katherine Ci to zrobiła?
-Nie!

8:Faith is to be awake

Kath:
Zaczęliśmy iść przez las. Stefan dotrzymywał mi kroku. Szukaliśmy Chrisa ,który powinien być z nami już od 20 minut.
-Dzwoniłeś do niego?-zapytałam
-Tak...gdzie on jest do cholery ?-powiedział do siebie
-Okay znajdzie się-powiedziałam-teraz nurtuje mnie coś innego...dlaczego się poddajemy ?
-Ehhh...mój brat powiedział ,że jeśli tego nie przerwę to naszej trójce stanie się krzywda
-Więc to przerwij ,ale ja przywrócę to do życia bez Ciebie, czy z Tobą. Bo nie będę dawała się zastraszać ,z całym szacunkiem , temu idiocie

-Kath, proszę-westchnął
-"Z całym szacunkiem"-powiedziałam wykonując gest palcami symbolizujący cudzysłów. Stefan spojrzał na mnie z żalem
-Daj spokój, proszę. Też myślałem ,że uda nam się ją zabić
-Przez nią zginie jeszcze więcej ludzi...przykro mi ,ale nie mogę się poddać choćby ze względu ,że jest to moja praca. I tak mam nadzieję ,że zmądrzejesz...od kiedy stałeś się taki sztywny?-wyprostował się wyszukując czegoś pomiędzy drzewami
-On nas śledzi-powiedział szeptem
-On nas co?-odparłam gdy z drzewa zeskoczył starszy Salvatore
-Oj braciszku-powiedział powoli podchodząc w naszą stronę- po prostu nie mogłem wytrzymać i muszę się zapytać ,dlaczego pomaga ci tak słaba osóbka jak ona-uderzył mnie w brzuch ,aby udowodnić ,że zwyczajnie nie nadaję się do walki. Wszystko podeszło mi do gardła. Ukucnęłam na trawie łapiąc się za uderzone miejsce i chowając głowę między kolana-popatrz tylko na nią-ukucnął obok mnie nadal patrząc na młodszego braciszka ,co mogłam zobaczyć kątem oka. Stefan nie zadawał sobie trudu ,aby chociaż udawać, że ma coś do powiedzenia-Katherine mogłabyś powiedzieć co teraz robisz ?
-Regeneruję manę cieciu-odpowiedziałam sarkazmem na sarkazm
-...-złapał mnie za włosy zmuszając do spojrzenia w jego stronę
-Takie rzeczy może dopiero po trzeciej randce?-odparłam i w tym samym momencie Chris przyłożył kuszę do jego pleców
-Łapki przy sobie-powiedział unosząc jeden kącik ust w tryumfalnym uśmiechu-ona jest moja
-Twoja?-zaśmiał się patrząc na chłopaka przez ramię
-Zazdrościsz?Puść ją
-Bo co mi zrobisz? Postrzelisz ?
-Całkiem zgrabnie to zgadł- powiedział łowca do Stefna z widocznym rozbawieniem.Ja również nie mogłam powstrzymać uśmiechy na którego widok Damon uniósł brew patrząc w moją stronę
-Szach mat szmato-warknęłam unosząc kącik ust w takim samym uśmiechu jak mój chłopak.Wampir westchnął po czym spojrzał na Chrisa
-Niech wam będzie-puścił mnie nie dbale ,a ja wstałam otrzepując moje czarne rurki z trawy. Odchrząknęłam wyjmując swoją broń spod dżinsowej koszuli. Tak na wypadek jakby kusza nie wystarczyła
-Ręce za głowę-powiedział Chris
-A Ty co ?Policja?
-Zabawniej...łowca
-Myślałem ,że powiesz "twój najgorszy koszmar"
-Nie, ona nim jest-Chris wskazał na mnie ruchem głowy ,a ja uśmiechnęłam się przychylając głowę na bok.  Damon wykonał rozkaz-Dobry chłopiec
-Co z nim robimy?-zapytałam-Stefan?
-...Zostawcie go-powiedział ,a ja opuściłam broń z bezsilności patrząc na młodszego wampira z otworzoną buzią i wyrazem twarzy ,który domagał się wyjaśnień
-Dlaczego ?-zapytał równie zdziwiony Damon
-Bo Pierce i tak Cię wykończy-odparł Stefan ,a my schowaliśmy broń. Starszy brat wstał uśmiechając się z wyższością co sprawiło mi niemal fizyczny ból. Odwróciłam się odchodząc gdy Damon znów pojawił się przede mną
-Też jesteś łowcą?-zapytał mnie wampir o czarnych włosach poprawiając rękawy swojej czarnej koszuli
-Taa...tego się trzymajmy-powiedziałam obojętnie ,a on uśmiechnął się szerzej
-Bo widzę ,że boli Cię ,że nie możesz mi przylać...a poza tym lubię wygrywać
-Zejdź mi z oczu
-Nie
-Chodź-Chris złapał mnie za rękę ciągnąc za sobą
-Trzymaj ją zanim kogoś zarazi wścieklizną-parsknął starszy Salvatore ,a ja zatrzymałam się z uśmiechem ponownie odwracając się do Damona
-Wiesz co o Tobie mówią złotko?
-Co?
-Że z Ciebie kawał ch*ja....ale sądzę ,że to nie prawda
-Dlaczego?-zrobił zdziwioną minę
-Bo z Ciebie jest cały ch*j
-Jak chcesz zobaczyć mojego ch*ja to chodź ze mną-zaśmiał się
-A co chcesz mnie przedstawić swojemu chłopakowi ?
-Nie śmieszne
-Dostosowuję moje teksty do twojego poziomu
-Kath...ciii-powiedział Chris delikatnie ciągnąc mnie za rękaw-Kath , zostaw zostaw
-Nie jestem psem-warknęłam nie spuszczając oczu z wampira
-Posłuchaj się go słonko
-Uwierz mi chciałabym być słonkiem, mogłabym trzymać się 149 600 000 kilometrów od Ciebie
-Jeszcze zmienisz zdanie-zaśmiał się puszczając mi oczko
-Czy ty przypadkiem nie masz dziewczyny?-powiedziałam zatrzymując ręką Chrisa ,który chciał rzucić się na Damona
-...
-Chyba ,że wreszcie zrozumiałeś ,że nikomu na Tobie nie zależy-dodałam
-Tak uważasz?
-Nie...ja jestem tego pewna

7:You'll never know the psychopath sitting next to you

***3 Września 15:00***
Siedziałam na lekcji historii.Uderzałam długopisem o ławkę jakbym wystukiwała bicie swojego serca. Byłam usadzona w środkowym rzędzie przesunięta trochę bardziej w stronę okna gdzie z pewnością były ciekawsze widoki niż na lekcji. Przyglądałam się tej nowej. Siedziała w sąsiednim rzędzie ławkę za mną. Odwróciła głowę do tyłu czując jak szturcha ją Josh. Klasowy podrywacz,który siedział za nią. Odwróciłam się w stronę okna.Nie uwierzycie co za nim zobaczyłam....a raczej kogo. Ashtona wpatrującego się w okno od klasy.
Opierał się na masce czarnego ,świeżo umytego, BMW.
-No nieźle-mruknęłam pod nosem zestresowana czując ,jak moje mięśnie się napinają. Schyliłam się do torby po czym wyjęłam skórzany portfel, przejeżdżając palcem po jego gładkiej strukturze.Poczułam na sobie gorący pot i chęć wyskoczenia przez drzwi oraz ucieczki co najmniej do Azji. Wzdrygnęłam się na dźwięk dzwonka ,który wyrwał mnie z przemyśleń. Zabrałam rzeczy i poszłam w stronę wyjścia. Była to moja ostatnia lekcja. Wyszłam przed szkołę wzrok wilkołaka skupił się na mnie. Przełknęłam głośno ślinę podchodząc do niego.
-Co tu robisz?-spytałam trochę ostro. Niby wiedziałam o co mu chodzi ,ale nie mogłam się powstrzymać od zadania tego pytania.
-Masz coś czego potrzebuję 
-Niech zgadnę-powiedziałam złośliwie co było spowodowane moim stresem po czym wyjęłam jego własność-To?
Za ramieniem chłopaka można było zobaczyć przechodzące dziewczyny ze szkoły ,które niemal pożerały go wzrokiem ,a raczej rozbierały i to nie w ten spokojny sposób w stylu grzecznych dziewczynek. Niemal widziałam jak w ich głowach wyświetlają się indywidualne scenki w ,których rozszarpują jego ubrania zębami.
-Tak- chciał mi go zabrać lecz ja wzięłam rękę do tyłu uniemożliwiając mu przejęcie portfela-W co ty pogrywasz?
-Coś za coś mój drogi-uśmiechnęłam się
-Hah-zaśmiał się krótko wkładając ręce do kieszeni i rozbawionym wzrokiem patrząc mi w oczy-nie pocałuję Cię
-A kto mówi o całowaniu ?
-Więc o czym tka dziewczynka jak ty może marzyć ?
-Odpowiesz mi na dwie rzeczy. Szczerze. Pierwsza. Co robiłeś wtedy w lesie. Druga czy zostawiłeś ten portfel specjalnie ?
-Na pierwsze pytanie już znasz odpowiedź
-Nie odpowiem na te pytania
-Mów bo nie dostaniesz portfela panie Smith-powiedziałam czekając ,aż odpowie chociaż na pierwsze pytanie
-Sądzę ,że to dostanę-podszedł do mnie na tyle blisko ,że moja głowa musiała być uniesiona ,abym mogła utrzymać kontakt wzrokowy
-Ah tak? Wiesz, jeden czar i go nigdy nie zobaczysz-uniosłam brew z uśmiechem
-Jedna pełnia i nigdy nie zobaczysz mamy-odwzajemnił gest mrużąc oczy w złośliwym i pełnym tryumfu uśmiechu
-I tak się nie przejmie moją śmiercią-wzruszyłam ramionami
-A kto powiedział o twojej?-przechylił głowę na bok
-Nie wiesz jak wygląda moja mama
-Po pierwsze mogę wyczuć ją po zapachu, a po drugie byłem u ciebie i wiem jak ona wygląda
-...Byłeś w moim pokoju....tylko-wycedziłam przez zęby
-I dziś rano przed domem z ,którego wyszła twoja mama ,ale-powiedział naciskając na ostatnie słowo-jeśli Cię to pocieszy mogę się też zająć twoim ojcem
-Co robiłeś pod moim domem?-krzyknęłam przez co skupiłam na sobie większość spojrzeń
-Cichuuutkoo-nachylił się bardziej po czym szepnął-śledziłem Cię
-Ale czemu ?-znów krzyknęłam ,a on przewrócił oczami-Jakim prawem?!
-Takim-odparł już zirytowany- ,że masz mój portfel ,a ja dobre argumenty dla których powinnaś mi go oddać
Rzuciłam w niego portfelem ,który złapał z lekkim zdziwieniem
-Masz i daj mi spokój!!!-wrzasnęłam i odeszłam idąc w stronę domu
-Liss-powiedział za mną gdy byłam jeszcze przed szkołą.Odwróciłam się w jego stronę na pięcie- Uważaj na siebie-mrugnął- nastolatki w tych czasach są bardziej głośne niż powinny
-Wal się!-odpyskowałam idąc dalej i analizując przebieg sytuacji