11: Think I’m addic­ted to your light

Katherine:
-Co robisz?-przytuliłam się do Chrisa stojącego przy kuchni. Z pleców przecisnęłam się między niego, a blat przy, którym zmywał naczynia. Zaczęłam się wygłupiać, tańcząc do "Want To Want Me"
-Pierwszy raz cię taką widziałem-powiedział nie patrząc mi w oczy. Poczułam jak moje serduszko łamie się na kawałeczki, a te na jeszcze mniejsze i tak w kółko.
-Jaką?
-Wściekłą. Doszczętnie straciłaś swoją delikatność. Nie chcę cię znów takiej widzieć...
-Wiem-westchnęłam-Po prostu...nie chcę po prostu, aby Damon naprawdę mnie poznał. Wolę aby myślał o mnie jako o twardej s*ce niż o....o mnie  jako o Kath...mógłby to wykorzystać.
-Rozumiem...ale obiecaj, że dla mnie się nie zmienisz-uśmiechnął się delikatnie obejmując twarz
-Obiecuję-powiedziałam, a on pocałował mnie czule-...wiesz co? Nie rozumiem po co Pierce eksperymentuje na wampirach. Próbuje stworzyć jakąś lepszą rasę?
-Nie...sądzę, że prędzej starała by się udoskonalić sama siebie...ale wiesz co jest ciekawsze? Że Damon jeszcze się nie zorientował.
-Może wie, tylko udaje idiotę.
-Tak sądzisz?
-Nie...on nie musi udawać...
-Haha-uśmiechnął się szczerze zamykając oczy-stanęłam na palcach przygryzając mu ucho
-Jest pan tu sam?-poruszyłam brwiami
-Aktualnie...muszę cię gdzieś zabrać..
-Mrauu-zamruczałam gdy pociągnął mnie za rękę do ogródka. Dąb stojący niedaleko wyjścia na taras był owinięty lampkami na, których zawieszone były nasze zdjęcia-O jeżuuu...
-Zacznij od dołu-powiedział, a ja przykucnęłam obchodząc drzewo dookoła. Na samym dole były zdjęcia z początku naszego związku. Znalazłam zdjęcie znad jeziora gdy ja siedziałam na drzewie, a on wisiał na tej samej gałęzi, tuż nad wodą. Było też to na, którym było widać nas od tyłu jak idziemy w stronę plaży aby nauczyć się serfować. Połamał wtedy swoją deskę i przy okazji moją. Kilka zdjęć dalej było udokumentowane nurkowanie, gdy  chłopak stoi na dnie trzymając mnie jedną ręką nad głową. Potem noc pod gwiazdami przy lampionach. Sylwester, kiedy obwiązani lampkami trzymaliśmy szampana i masa innych wspomnień na których temat nie będę się rozpisywać. Doszłam do ostatniego. Było sprzed tygodnia. Skromna uliczka po prawej strony rzędy kamieniczek, a po prawej drzewa oddzielające chodnik od ulicy. On w garniturze obejmujący mnie jedną ręką w pasie, a drugą trzymając moją dłoń. Ja w niebieskiej rozkloszowanej sukience na ramiączkach stojąca na jednej nodze. Patrzyłam na nie dłużej po czym odwróciłam się w lewo aby spojrzeć na Chrisa, który ukucnął wyjmując pudełeczko.
-Czy ty właśnie?-jęknęłam zasłaniając usta
-Tak...ale daj mi dokończyć przemówienie-zaśmiał się
-...Tylko jeszcze przerwę-podniosła rękę-już płaczę, ale mam nadzieję, że nie będzie ci to przeszkadzać
-Właściwie...to zapomniałem co miałem powiedzieć. A miało być tak romantycznie...ale musisz wiedzieć, że jesteś moim słońcem i to dzięki tobie mam siłę, żeby wstawać. Wyjdziesz za mnie?
-...teraz ja zapomniałam swojego tekstu
-Powiedz tak
-...-nie mogąc nic z siebie wykrztusić zaczęłam kiwać głową rzucając mu się na szyję.

10: I talk a lot of shit, When I'm drinkin' baby

Lissa:
***Tydzień Później***
Był piątek. Jakieś dwadzieścia minut temu wyszłam ze szkoły,a gdy moja stopa postała w moim pokoju od razu zabrałam się za szykowanie do imprezy, którą organizowało pewne rodzeństwo. Pewnie mieli bogatych rodziców i chcieli zabłysnąć pokazując swój duży dom. Zaprosili całą szkołę, a skoro wszyscy lub prawie wszyscy się zjawią, mnie nie może tam zabraknąć, mimo, że moje zajęcia skończyły się o 17 i miałam trzy godziny do rozpoczęcia imprezy. Wzięłam najszybszą kąpiel w moim życiu, po czym wyskoczyłam wycierając się ręcznikiem jakby atakowało mnie stado pcheł...dobra, dziwne porównanie. Ale wracając, po wysuszeniu swojego ciała ubrałam obcisłą czarną, obcisłą sukienkę na szerokich ramiączkach ze złotymi ćwiekami, które zasłaniały moje ramiona. Okrągły dekolt rekompensowały odsłonięte plecy. Całą stylizację dopełniały proste włosy opadające na moje plecy. Usiadłam do mojego lusterka zajmując się makijażem ciepły cień i kreska wykonana kreska. Nic więcej.  Ktoś uderzył w klakson na zewnątrz. Nie musiałam się długo zastanawiać kto to. Otworzyłam okno.
-Już idę!-krzyknęłam do mojej przyjaciółki, która podniosła rękę ze swojego czarnego Cabriolet'u, dając mi znać, że zrozumiała. Samochód należał do jej rodziców. Nie mogłyśmy pojechać moim bo był w naprawie. Bo przecież świat by się zawalił gdybym nie miała wypadku akurat przed tą imprezą. Biegnąc do drzwi zdążyłam zobaczyć jeszcze godzinę. Była punkt 19. Złapałam klucze zamykając za sobą drzwi. Kilka pociągnięć dla upewnienia się, że nikt ich nie otworzy. Weszłam do samochodu witając się z dziewczyną, która rzuciła kilkoma tekstami o punktualności po czym włączyła radio. Ciszę wypełniła piosenka "Stolen Dance" w wykonaniu Milky Chance
Spojrzałam na swój dom i od razu przed oczami pojawił mi się obraz Ashtona. Nie widziałam go od tamtego wydarzenia pod moją szkołą. Co racja po tym miałam nawet śmieszną sytuację w szkolę ponieważ, wszyscy uznali, że jest on moim chłopakiem. Wyśmiałam ich wszystkich. Na miejsce dojechaliśmy po dwudziestej ponieważ miejsce gdzie miała się odbyć impreza było po drugiej stronie miasta, a moja znajoma bała się szybciej jechać. Zaparkowała samochód trochę dalej od domu. Po upewnieniu się, że w pojeździe nie zostało nic wartego kradzieży weszłyśmy do środka budynku. Jak sądziłam. Duży,dwupiętrowy dom jak dla rodziny z co najmniej piątką dzieci. Całe wnętrze było urządzone ze smakiem i elegancją. Dominowały szarości oraz czernie i biele. Było dużo wazonów i innych szklanych, najprawdopodobniej drogich, rzeczy. Czyli nie najlepsza placówka na pijaną młodzież
                                             

Wchodziło się od razu do gigantycznego salonu gdzie było pełno ludzi, mimo, że pewnie większość pewnie była porozrzucana po reszcie domu i na tarasie. Muzyka dudniła jakby ten, kto ją włączał miał poważne problemy ze słuchem. Gdzie się nie spojrzało ktoś coś komuś dolewał, nalewał. Jednym zdaniem: potwornie dużo alkoholu.

-Hej idziemy się napić?-zapytałam Emily próbując przekrzyczeć muzykę. Już niemal słyszałam swój zachrypnięty głos następnego dnia
-CO?!!!
-NAPIĆ?!!!
-ŁUPIĆ?!!-zrobiła zdziwioną minę
-NAPIĆ ALKOHOLU?!!!
-POPIĆ AEROZOLU?!!!-powiedziała robiąc jeszcze większe oczy, a ja pociągnęłam ją w stronę kuchni gdzie za ladą stał chłopak robiący drinki. Gdy tylko Emily wypiła ostatni łyk swojego trunku od razu została wyciągnięta do tańca, na moje nieszczęście. Zostałam sama rozglądająca się za kimś znajomym. Nagle przypomniałam sobie o dziewczynie, która niedawno doszła do naszej szkoły. Zastanawiałam się czy tu jest. W jednym momencie wyobraziłam ją sobie idącą między rozchodzącym się tłumem. Jej brązowe włosy z długimi lokami opadające na jej ramiona. Krótka biała sukienka podkreślająca jej figurę klepsydry z dekoltem w kształcie V oraz czarna ramoneska. Brązowe smokey eyes z dodatkiem ciemnego cienia tuż przy gęstych, czarnych rzęsach, który podkreśliłby jej kocie, niebieskie oczy. Wokół tęczówka była jakby podkreślona przez ciemną obwódkę, która dodawała jej spojrzeniu głębi. Do tego piosenka "Royals". Przyłapałam się na bezmyślnym gapieniu się na dziewczyny z mojej klasy i paru chłopaków ze szkoły...czyli na osoby, których nie chciałam zobaczyć. Odwróciłam się dopijając swojego drinka.
-Pi*rdol*ny Smith-mruknęłam idąc po dolewkę. Gdy po kolejnym drinku przybyło mi trochę odwagi zaczęłam znów szukać znajomych. Nic! Nie mogłam nikogo tu nie znać! Nie zostało mi nic innego niż czekanie aż piosenka się skończy, a moja przyjaciółka postanowi do mnie wrócić. Ale nie! Minęło kilka piosenek, a ona jakby się rozpłynęła. Postanowiłam przejść się po domu. Nadal trzymając kieliszek jakimś cudem przeszłam przez tłum w stronę schodów. Na piętrze było ciszej na szczęście!. Chłopak przelatujący obok mnie szturchnął mnie przez co cała zawartość mojej szklanki znalazła się na mnie
-Debilu uważaj jak chodzisz!!-warknęłam na chłopaka, który spojrzał tylko na mnie swoimi zielonymi oczami biegnąc na dół. Odwróciłam się idąc w poszukiwaniu łazienki. Wchodząc do tego domu powinno się dostawać mapę i kompas. Na korytarzu gdzie nie gdzie stali ludzie całując się, gadając, sprzeczając itd itp. Nie miałam zamiaru ich pytać o drogę. Zaczęłam zaglądać do pokoi. W jednej sypialni nakryłam ludzi na trójkąciku w innej dziewczyna z dziewczyną. Znalazłam łazienkę dopiero na końcu korytarza. W rogu jakaś laska wymiotowała do toalety wydając z siebie nieprzyjemny dźwięk, a była dopiero 20:38. Wzięłam ręcznik nie zwracając uwagi na dziewczynę i podeszłam do lustra wycierając plamę na sukienkę.Poprawiłam makijaż po czym spojrzałam przez ramię w stronę drzwi myśląc o przystojnym brunecie,który parę minut temu mnie oblał. Schowałam kosmetyczkę wyciągając z torebki na złotym łańcuszku perfumy. Psiknęłam się nimi aby zapach alkoholu zniknął.
Gdy zeszłam na dół brunet stał na dole rozmawiając ze swoim znajomym. Patrzyłam na niego zastanawiając się skąd ja go znam. Chwilę później jego kolega wyszedł z domu klepiąc go w ramię, a on spojrzał się w moją stronę. Odwróciłam wzrok prosto na Emily, która pojawiła się znikąd i piszcząc:
-Liss!-podskoczyła podekscytowana z wielkim bananem na twarzy,a ja wzdrygnęłam się wystraszona
-Co?
-Zabijesz mnie!
-I dlatego się cieszysz?
-Idę z Robertem na inną imprezę
-Nie-powiedziałam zirytowana,a ona przestała podskakiwać. Jej uśmiech znikł-Nie zostawisz mnie tu-jęknęłam przez zęby
-Przepraszam
-Ale...ale dlaczego?-teraz ja pisnęłam
-Tu jest nudno-wzruszyła ramionami-A my chcemy się zabawić
Uniosłam brew i zrobiłam minę mówiącą "serio?"
-Przepraszam-powtórzyła łapiąc mnie za ręce-odpłacę ci to
-Mam nadzieję
-Dzięki!-rzuciła mi się na szyję-Pa...miłej zabawy
-Tssaaa-westchnęłam, a ona pobiegła w stronę swojego narzeczonego. Przygryzłam dolną wargę zastanawiając się nad powrotem do domu
-Witaj kotku-usłyszałam za sobą znajomy głos, od którego zrobiło mi się niedobrze
-Nie mów tak do mnie..Smith-wycedziłam jego nazwisko
-Wybacz złotko
-Tak też nie mów-odwróciłam się do niego unosząc głowę do góry aby spojrzeć mu w oczy. Założyłam ręce na klatkę piersiową-...Czego chcesz?
-Chciałem się zabawić,ale zobaczyłem ciebie i teraz chcę zabawić się z tobą
-...-uniosłam brew po czym uśmiechając się złośliwie powiedziałam:-Możesz sobie o tym pomarzyć misiu
-Moglibyśmy się napić i potańczyć..."misiu"
-Nie sądzę
-Dlaczego jesteś taka sztywna?
-Nie jestem! Jestem tylko wściekła za ostatnią akcję
-Przecież jeszcze nic nie zrobiłem
-Śledziłeś mnie!-odepchnęłam go, ale on stał tak jak stał-Groziłeś śmiercią mojej matce!
-Trochę ciszej wróbelku
-Nie mam ochoty z tobą pić, tańczyć lub chociażby rozmawiać-szepnęłam
-Auć...ale w sumie racja
-Daj mi lepiej spokój-odwróciłam się w stronę drzwi wyjściowych. Ubrałam skórzaną kurtkę i wyszłam z domu idąc w stronę auta...ale nie mogłam prowadzić. Byłam pijana i na dodatek nie miałam jak wrócić. Usiadłam na krawężniku patrząc na moje szpilki i zastanawiając się czy dotrę w nich do domu. Może brunet by mi pomógł...ale przecież wszyscy w tym domu byli nachlani. Westchnęłam i zdeterminowana zaczęłam ściągać buty. Przeszłam kilka metrów gdy zaczęło padać. Wróciłam biegiem pod imprezę nie zamierzając tam wchodzić.Byłam cała mokra i nawet nie chciałam myśleć o tym jak przerażeni byli by ludzie gdybym tam weszła.
-No proszę proszę-znów ten sam męski głos Spojrzałam na niego spod niepomalowanych rzęs. Cąły tusz był teraz rozlany po policzkach.
-Czego ty jeszcze chcesz??!!-wrzasnęłam na niego.
-Nic. Wracam do domu. Jesteś nie źle rozmazana-zaśmiał się, a ja miałam ochotę mu strzelić-wyglądasz jak brzydsza wersja pandy
-...
-Chodź podwiozę cię
-Mamy niby skorzystać z twojej pomocy, łaskawco?-wrzasnęłam tak, że pewnie udało mi się zagłuszyć muzykę. Byłam smutna wściekła i rozmazana
-Skoro jej nie potrzebujesz-wyszedł na deszcz wyciągając kluczyki. Samochód pod domem piknął zapalając krótko światła. Osunęłam się na ziemi łapiąc za mokrą głowę
-Po co ja tu przyszłam?-jęknęłam do siebie, a głos nade mną odpowiedział:
-By się bawić. Nie tylko tobie to się nie udało. Ta impreza to dno-podniosłam głowę. Nade mną stał brunet, którego dziś "poznałam"-Przepraszam, za tego drinka
-Fajna mi zabawa. Spotkałam swojego wroga. Przyjaciółka olała mnie dla chłopaka i utkwiłam tu aż ta ulewa się skończy!...do tego wyglądam jak potwór...
-Nie wyglądasz źle...a jeśli chodzi o powrót...chętnie cię podwiozę...za tego drinka...-powiedział z ciepłym uśmiechem. Chwilę przyglądałam się mu zastanawiając się dlaczego niby miałby mi pomóc?
-Po co mi pomagasz?
-Dlaczego nie?
-Bo na ciebie krzyknęłam, a dlaczego tak?
-Hah...bo ja jestem ten miły-schował ręce w kieszenie znów się uśmiechając
-...Okay-powiedziałam zrezygnowana, a chłopak pomógł mi wstać. Wzięłam swoje rzeczy, a on zdjął swoją kurtkę trzymając ją nad moją głową, aż dotarłam do jego czerwonego samochodu po drugiej stronie ulicy. Pojazd był piękny i klasyczny. Otworzył przede mną drzwi w środku dając mi chusteczkę. Zaczęłam wycierać swój styrany przez pogodę makijaż po czym spojrzałam w stronę chłopaka trochę onieśmielona-...dziękuję.
Uśmiechnął się do mnie, a gdy zapięłam pasy ruszył powoli
-Znałaś tylko jedną osobę?-spytał skupiając się na drodze. Jego mokre włosy opadały mu na czoło
-Nie...ale z nią tylko się przyjaźnie
-Oh...
-Przepraszam, że na ciebie krzyknęłam
-Drobiazg...Lissa, prawda?
-Tak, a ty?
-Stefan
-Miło mi-uśmiechnęłam się po czym zaczęłam patrzeć przez okno. W samochodzie panowała niezręczna cisza-...Masz jakiś temat do rozmowy?-spytałam odwracając wzrok w jego stronę
-Siedzisz z Katherine na matematyce prawda?
-Chodzi ci o tą brunetkę, która nic nie mówi?
-Tak...metr siedemdziesiąt jeden wzrostu. Filigranowa...
-Taaaak...znasz ją?
-Przyjaźnię się z nią
-Długo?
-Od kołyski
-Mhm....fajnie-uśmiechnęłam się lekko
-Nie lubicie się?
-Nie znam jej...nigdy się do mnie nie odezwała...nie oceniam jej ani nic
-Powinnyście się poznać-powiedział, a ja spojrzałam na niego pytająco-...tak sądzę...jak tam życie?
-Bywało lepiej...a jak u ciebie?
-Jest...dobrze-odpowiedział nie pewny tego zdania, a oparłam głowę o oparcie patrząc na jego twarz. Skupionym na drodze wzroku. Zapatrzyłam się, ale ocucił mnie mój telefon
"Już sobie kogoś znalazłaś? Ze mną jechać nie chciałaś. Ale z jakimś ch*jem tak -,- "
Uniosłam brew po czym zapisałam jego numer jako "Wredny dupek"
Lissa.-Nie wiem o co ci chodzi "misiu"
Smith.- Słonko. Wiesz, że tęsknię :(
Zaśmiałam się po czym zasłoniłam usta
-Przepraszam-powiedziałam do Stefana
L.-Ty tak serio? "Skarbie"
S.-Wybacz. Nie mogę być dłużej obojętny na twoją obojętność...w końcu jestem w ciąży :(
L.-Ciekawe z kim
S.- Z Tobą T-T
L.-Przypominam, że ze sobą NIE spaliśmy
S.-Więc trzeba to nadrobić B)
L.- Chciał byś -,-
S.-Nie to nie...idę do kogoś lepszego
L.-A idź i nie wracaj
S.- Ty pando
L.-Papa :*
S.- Buziole ;)
Westchnęłam patrząc na Stefana
-Wszystko okay?-spytał z troską
-Tak-uśmiechnęłam się.
Kiedy byliśmy pod domem podziękowałam Stefanowi i pocałowałam go w policzek wysiadając i kierując się w stronę drzwi. To dziwne, ale Stefan miał w sobie to coś co sprawiało, że miałam motylki w brzuchu